
Podobno jesteśmy świadkami największej od czasu wynalezienia smartfonu, a może i internetu, rewolucji technicznej. Chodzi oczywiście o SI czy, jak kto woli, AI – sztuczną inteligencję. W jednym z wywiadów czytam, że może ona wyeliminować wiele stanowisk pracy obsługiwanych przez ludzką inteligencję. Już się to dzieje. Ponoć w jakimś wydawnictwie robotę stracił grafik komputerowy, bo ładniejsze okładki do książek robiła SI…
Kiedy któregoś dnia zadzwoniłem do biura obsługi klientów pewnej znanej firmy, usłyszałem najpierw męski głos. Ktoś przedstawił się jako Wojtek, jako sztuczna inteligencja, to był tak zwany bot. Bot poinformował mnie, że będzie moim przewodnikiem w sprawie, w której telefonuję. Przyznam, że Wojtek radził sobie całkiem dobrze, choć chodziło o proste czynności umysłowe.
Według niektórych szacunków sztuczny rozum nie jest jeszcze w stanie zrobić tylko 30 procent tego, co może zrobić głowa człowieka. Ale nie traćmy głowy, nie wpadajmy w popłoch. Jeszcze nie czas. Aby wyciszyć obawy, przytoczę historyjkę opowiadaną przez Michała Rusinka, tłumacza i autora książek, dawnego sekretarza noblistki Wisławy Szymborskiej. Jego znajomy, wybierając się do Azji, zadzwonił do prywatnej przychodni i – zapytany przez bota – odpowiedział, że chce się zaszczepić na cholerę. Bot, usłyszawszy słowo „cholera”, skarcił kolegę pana Rusinka, radząc mu, żeby nie używał brzydkich słów, starał się uspokoić i dopiero potem zatelefonował jeszcze raz…
Za drugim razem było to samo, pacjent znów coś gadał o tej swojej nieszczęsnej cholerze. Poirytowany bot pożegnał go szybko i stanowczo: „Tak nie będziemy ze sobą rozmawiać”.
Zatem, jak widać, sztuczna inteligencja wciąż pozostaje sztuczna. A więc spokojnie, bez nerwów, nie wszystko jeszcze stracone.
# TEMI, Felietony, Ach ta cholerna inteligencja Wiesław Ziobro, sztuczna inteligencja AI SI Wiesław Ziobro





















