Są dwa scenariusze przeprowadzenia wyborów prezydenckich w czasie zarazy i dwa scenariusze ich odłożenia. Głosowanie 10 maja w wyborach na prezydenta to lipa i ściema. Ten scenariusz od początku był najmniej prawdopodobny. Wybory prezydenckie 10 maja nie mogą się odbyć w tradycyjnym wydaniu, bo nie znajdzie się chętnych do pracy w komisjach w kraju. Polacy za granicą nie będą mieli jak głosować, ponieważ nie da się przeprowadzić porządnie kampanii wyborczej itd. Jest też scenariusz inny: głosowanie 10 maja, ale za pośrednictwem poczty. Także nierealny.
Nie wnikam w to, że nielegalny, bo przecież procedury wyborcze się już toczą, samorządy próbują formować komisje wyborcze itd. Jak można zmienić zasady gry wyborczej w jej trakcie? Ale nie to jest najważniejsze. Istotą sprawy jest to, że wybory korespondencyjne prawie zawsze na świecie są tylko uzupełnieniem tradycyjnych, a te które odbywały się ostatnio, jak przykładowo w Bawarii, były zazwyczaj w znacznie mniejszych krajach niż Polska. Dodatkowo wyborcy w tych państwach znają system głosowania przez pocztę od dziesiątek lat. Polska nie jest gotowa na takie głosowanie nawet w normalnej sytuacji, a co dopiero w czasach wirusa i epidemii. Uruchamiamy zatem wyobraźnię: proszę sobie wyobrazić, że teraz ponad 30 milionów polskich wyborców ma w ciągu powiedzmy dwóch tygodni otrzymać karty do głosowania i oddać swe głosy na poczcie. Oczywiście zakładamy, że rzesza listonoszy będzie zdrowa, podobnie pracownicy poczty, że uda się skompletować pracowników komisji wyborczych, informatyków, że te komisje wyborcze powstaną, bo jednak głosy ktoś policzyć musi itd. Ten scenariusz nie tylko nie jest zgodny z Konstytucją, ale niewykonalny i absurdalny jak pierwszy.
Scenariusz przełożenia wyborów zakłada, że zgodnie z prawem proces przygotowania do wyborów zostanie przerwany wprowadzeniem stanu wyjątkowego, ale uwaga! Nie chodzi o stan wojenny jak za czasów Jaruzelskiego, ale najlżejszy ze stanów wyjątkowych, czyli stan klęski żywiołowej, który zresztą faktycznie już obowiązuje, tylko rząd go formalnie nie ogłosił. Niemal wszystkie jego elementy (ograniczenia w przemieszczaniu się ludzi, zasady kwarantanny, ograniczenia w działalności sklepów i zakładów pracy itd.) już obowiązują. Sejm mógłby decydować o przedłużaniu tego stanu na kolejne okresy. Nie wcześniej niż trzy miesiące po ustaniu stanu klęski mogą się zgodnie z prawem odbyć wybory prezydenckie.
Jest jeszcze druga możliwość przesunięcia wyborów. Rząd nie wprowadza stanu klęski żywiołowej, ale politycy umawiają się, aby zmienić Konstytucję i wydłużyć kadencję prezydenta Andrzeja Dudy. Wymagałoby to wielkiego zaufania opozycji do władzy, dużej dyscypliny Sejmu i Senatu, i szybkiego działania. Terminy związane z tym, jak zmieniać Konstytucję są sztywne i cała operacja byłaby na granicy prawa i politycznego rozsądku – o ile można było o niej myśleć parę tygodni temu, to dzisiaj wydaje się absurdalna.
Prawda jest taka: dzisiaj wyborów przeprowadzić się nie da. Jeśli ktoś chce to zrobić, ryzykuje tysiące zakażeń członków komisji wyborczych, pracowników poczty i zwykłych wyborców. Wybory trzeba przełożyć – nie ma już czasu na zmiany Konstytucji, można było o tym myśleć parę tygodni temu. Teraz jest za późno. Zostaje tylko jedno: najprostsze się sprawdza. Rząd powinien postąpić zgodnie z prawem i stanem rzeczywistym, przyznać, że stan klęski żywiołowej ma miejsce i normalnie przesunąć wybory na czas, kiedy można je przeprowadzić – a głosować wtedy możemy zarówno tradycyjnie, jak i poprzez pocztę.




















