TSUE to sąd Unii Europejskiej. To jedna z najstarszych instytucji sądowych zjednoczonej Europy. Została powołana jeszcze w 1952 roku, gdy powstawała najstarsza poprzedniczka Unii, czyli Europejska Wspólnota Węgla i Stali. Sens powołania tego sądu, który mieści się w Luksemburgu, był prosty. Ujednolicano rynek najbardziej drażliwych wtedy towarów – stali, żelaza i węgla, które decydowały o powodzeniu gospodarek. Dla wszystkich było jasne, że jeśli ustanawia się nowe wspólne reguły gospodarcze dla państw większych i mniejszych jak Luksemburg i Francja, to musi być jakaś władza, która pilnuje ich przestrzegania oraz wspólny sąd, który w razie czego decyduje kto ma rację. Wspólny sąd dla państw Unii jest bardziej w interesie państw mniejszych i średnich niż dużych i silnych, bo te chętnie złamią wspólne reguły i sobie poradzą w trudnej sytuacji.
Polska zgodziła się na działanie TSUE w ramach Traktatu o Unii Europejskiej. Zgodnie z naszą Konstytucją sprawa wygląda tak: jeśli umowa międzynarodowa jest przyjęta zgodnie z naszym prawem – ma ona pierwszeństwo przed naszymi ustawami. Czyli TSUE ma prawo działać. Ma prawo oceniać także jak funkcjonują w Polsce sądy i jest to dla nas korzystne. Sprawa jest prosta: Unia jest silnie zintegrowana, a polski przedsiębiorca musi mieć pewność, że jeśli zainwestuje swoje pieniądze powiedzmy w Portugalii na jakichś konkretnych zasadach prawnych, to władze w tym kraju nie zmienią tego z dnia na dzień i on nie straci pieniędzy. Że jeśli pójdzie tam do sądu w swoim interesie, to powiedzmy, portugalski sędzia będzie niezależny od nacisków itd.
W cieniu przygotowań do Świąt Wielkanocnych, walki z koronawirusem i debat o tym, czy dojdzie w maju do wyborów prezydenckich, przemknęła przez media informacja, że Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu orzekł, iż Izba Dyscyplinarna w Sądzie Najwyższym nie ma prawa prowadzić postępowań dyscyplinarnych w sprawach sędziów. Chodzi o to, że Izba została powołana po to, by naciskać na sędziów, aby podporządkować ich władzy. Trybunał chce mieć czas na rozpatrzenie skargi Komisji Europejskiej na zmiany systemu sadownictwa w Polsce i nie chce, by Izba Dyscyplinarna tworzyła w tym czasie fakty dokonane. Co ciekawe, sprawę uznano w Luksemburgu za ważną, bo wyrok został wydany, pomimo że obecnie ze względu na epidemię wydawane są tylko wyroki w pilnych sprawach. Organy państwowe w Polsce zgodnie z postanowieniami Traktatu o Unii Europejskiej muszą się zastosować do tego, co zdecydował TSUE. Natomiast rząd ma miesiąc na wysłanie do Komisji Europejskiej informacji z tego, jak został wykonany wyrok TSUE.
Pierwszą reakcją władz był odruch: wyślemy sprawę do Trybunału Konstytucyjnego. Pytanie tylko, którego? Nasz Trybunał został przecież uzależniony od władzy i nikt już nie wierzy, że jest bezstronny. Rząd ma zgodnie z prawem wykonać postanowienia TSUE, a poza tym Trybunał Konstytucyjny w Polsce nawet gdyby normalnie działał, nie ma kompetencji do wypowiadania się w sprawie wyroków TSUE.
Tyle było przesadzonych strachów, że Polska wyjdzie z Unii Europejskiej. A teraz możemy przegapić moment, kiedy to się naprawdę zaczyna. Tak będzie, jeśli rząd zignoruje wyrok TSUE. Udawanie, że nie ma problemu będzie jawnym naruszeniem Traktatu i sygnałem do wszystkich w Unii: uważajcie na Polskę, system sądów w tym kraju jest niepewny. Będzie sygnałem dla inwestorów: uważajcie na swoje pieniądze, bo w razie sporów w sądach w Polsce możecie mieć kłopoty, ponieważ sędziowie mogą być poddani presji itd. Jeśli więc grali larum, że Polska „wychodzi z Unii” i wszyscy już do tego przywykli, to teraz jest czas powiedzieć: to jest właśnie ten moment, może niepozorny, ale ten od którego polski wymarsz z Unii może się na polskie nieszczęście zaczynać.




















