W internecie ukazała się następująca informacja: „Kraśnik to jednak stan umysłu. Zamiast parku z drzewami, powstał park z papieżami JP II. W Kraśniku koło Lublina przy okazji rewitalizacji parku wycięto 231 drzew. Wycięte drzewa posłużyły do wyrzeźbienia postaci Jana Pawła II. A w kawiarni na terenie parku można zjeść kremówki”. Materiał ilustrowany jest gustownymi podobiznami i rzeźbami JP II w różnych, najczęściej znanych i ulubionych pozach. Absurdalne wycinanie drzew w Kraśniku to tylko maleńka cząstka masakrowania przyrody w naszym kraju. Trwa rzeź drzew w Bieszczadach, na Warmii i Mazurach. Nie wiem, jak wygląda sytuacja w Puszczy Białowieskiej, gdzie Unii Europejskiej udało się kilka lat temu powstrzymać wycięcie starych drzewostanów, ale bezsensowny, idiotyczny, niepotrzebny i bardzo szkodliwy dla ekosystemu płot Błaszczaka jest kolejnym potwierdzeniem, że dla celów politycznych reżim jest gotowy poświęcić wszystko, z wyjątkiem samego siebie. Na naszych oczach dokonuje się zagłada Odry, która oznacza zniszczenie bardzo wielu gatunków roślin i zwierząt, habitatów, ekosystemów. W samej Odrze, jej dopływach, starorzeczach i terenach przyległych, na kilka, a być może nawet na kilkanaście lat. Ma miejsce zabijanie dzikich zwierząt z całkowitą pogardą dla tego, co stanowi piękno naturalnego środowiska, jego bogactwo i różnorodność. Nie tak dawno pisowska funkcjonariuszka wypowiedziała wojnę fokom, twierdząc, że przybyły do Bałtyku z zewnątrz i nie są one ani potrzebne, ani mile widziane, bo jedzą ryby. Przyrodniczy i ekologiczny geniusz. Bałtyk umiera tak jak Odra i generalnie polska przyroda, a do śmierci Bałtyku w istotnym stopniu przyczynia się pisowski reżim poprzez pogardę dla czystości rzek i odprowadzanie tysięcy ton śmieci, odpadów, zanieczyszczeń i trucizn do tego słabo zasolonego oraz – z powodu splotu wielu czynników – zagrożonego morza.
Patrząc tylko oczami przyrodnika i ekologa – a nie jest to ani jedyny, ani nawet najważniejszy punkt widzenia – można odnieść wrażenie, że reżim pisowski zachowuje się jak okupant, traktujący nasz kraj za obszar zdobyty siłą na wrogu i poddany eksploatacji, wyzyskiwaniu oraz łupieniu i bogaceniu się. Generalnie przyroda jest przez nacjonalistów i wszelkie reżimy, używające religii do swoich celów i propagandy, traktowana jak wróg. Jest w tym prymitywne i kłamliwe traktowanie człowieka jako najważniejszego bytu na ziemi, który ma prawo robić z ziemią wszystko co chce, jest „panem stworzenia” i należy mu się wszystko bez ograniczeń. Cała ekologia uchodzi za lewacki przesąd i należy traktować ją na równi z wszystkimi przeciwnikami dyktatorskiej władzy. Wycięcie drzew, zabijanie zwierząt dla futer, mięso, rozrywki należą się człowiekowi, w domyśle białemu, jako lepszemu, mądrzejszemu i przeznaczonemu do rządzenia innymi. Nacjonalizm otwarcie nie może przyznać, jak udaje, że nie jest tożsamy z antysemityzmem i rasizmem, ale na manifestacjach nacjonalistów (także polskich) są bez żadnego skrępowania podnoszone hasła i transparenty chwalące „białą siłę” i walkę z uchodźcami (w domyśle kolorowymi, czarnymi, gorszymi). Skoro na szacunek nie zasługują niewygodni dla nacjonalistów ludzie, to cóż dopiero zwierzęta, zasoby przyrody, rzeki, wody oraz całe naturalne środowisko, które pisowscy dygnitarze niszczą, masakrują i bezlitośnie zanieczyszczają.
Nie jest winą JP II, że jakiś dureń w Kraśniku podjął decyzję o wycięciu drzew i oszpeceniu miasta monumentami i podobiznami papieża Polaka oraz szerzej – że pisowska dyktatura umieściła papieskie symbole i jego imię jako znak poparcia dla PiS-u. Tak samo jak trudno odpowiedzieć na pytanie, jak zareagowałby JP II na to, co wyprawia dziś polski kościół popierający odrażający reżim i w znacznej mierze służący kłamstwu i nienawiści, niereagujący na występy p. Rydzyka i zajmujących Jasną Górę zakonników, którzy zdaniem wielu uczynili z niej górę brunatną. Ale stan dzisiejszej wiedzy pozwala znacznie bardziej krytycznie ocenić pontyfikat JP II i odrzucić naiwne uwielbienie i bezrefleksyjny zachwyt. To JP II otoczył się ludźmi, o których można dziś z całą pewnością powiedzieć, że na szacunek nie zasługują, choćby Stanisław Dziwisz czy Marcial Maciel Degollado. To JP II (delikatnie mówiąc) niewiele zrobił dla przerwania bezkarnej zbrodni pedofilii, która obciąża kościół na całym świecie, a bardzo mocno niestety w jego ojczyźnie. I to JP II pozostał całkowicie bierny wobec tego wszystkiego, co można określić jako imperium p. Rydzyka, a przecież wystarczyłoby jedno słowo skierowane pod adresem tego bogacza w sutannie uprawiającego politykę w najgorszym stylu – won z kościoła szkodniku. Tak jak postąpił Pan Jezus w Świątyni i czego można chyba oczekiwać od Jego następcy.
Polska dla tego reżimu (jak dla każdej dyktatury) istnieje po to, aby jego funkcjonariusze mogli ją wykorzystywać do bogacenia się i czerpania korzyści ze sprawowania władzy. Jest tym, czym żywiciel dla pasożyta lub pole kukurydzy dla szarańczy – obszarem bezwzględnej eksploatacji. Władza sprawowana jest w interesie małej, ale wyjątkowo łapczywej grupy, która na skutek różnych (często przypadkowych) okoliczności do tej władzy się dorwała. W mediach wymieniana jest nowa kategoria ludzi władzy – milionerzy. Są to ludzie, którzy w szybkim czasie istotnie się zasłużyli, dzięki wysługiwaniu się reżimowi. Ale nie tylko tzw. milionerzy, bardzo wielu ludzi dorobiło się dość dużych pieniędzy wyłącznie dzięki lizusostwu i przynależności do obozu władzy. Dla nich wszystkich – a oczywiście dla pisowskich „milionerów” – Polska to zdobyty w walce obszar, który trzeba wykorzystywać najlepiej już na zawsze. Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy – powiedział Władysław Gomułka i trwało to 45 lat. Na razie PiS nie oddaje władzy, do której dorwał się w 2015 roku, już 7 lat. Dla mnie jest to mentalność okupanta. Polska z każdym miesiącem ich władzy pogrąża się w inflacji, jest masakrowana pod względem czystości środowiska, ochrony zdrowia, edukacji, oświaty, kultury, pogrążona w drożyźnie, ośmieszana, upokarzana, ale to dla sprawujących rządy nie ma żadnego znaczenia. Liczy się tylko to, w jaki sposób utrzymać się przy władzy. Liczą się sondaże, społeczne poparcie, skuteczność propagandy oraz możliwości, jakie daje sprawowanie władzy. Rosną gigantyczne fortuny Obajtka i jego pociotków i kolesi, Zofii Paryły (jego księgowej), p. Sobolewskiej (żony wpływowej, szarej pisowskiej eminencji), Morawieckiego, Horały, Glapińskiego, Sadurskiej itp. To jest jakiś koszmarny desant cwaniaków, którzy opanowali nasz kraj. W wymiarze realnym liczy się tylko to, ile jeszcze tego typu ludziom uda się wycisnąć z Polski. Tak zachowuje się okupant, dla którego teren podbity jest polem eksploatacji – kraść i nawet nie tyle nie dać się złapać (bo ich prokuratura, policja polityczna i tzw. wymiar sprawiedliwości zajmuje się zapewnieniem swoim ludziom bezkarności), ale dbać o to, by ta bezkarność nie przeniknęła do mediów i trwała zawsze. Jak w Fauście Goethego – trwaj chwilo, jesteś piękna.
Przy tym – jak okazuje się dla zapewnienia poparcia około 30%, bo tyle mniej więcej według sondaży wynosi obecnie poparcie dla reżimu – wystarczy niezwykle prymitywna, żałosna i prostacka propaganda. Winni są Niemcy (to oni zatruli Odrę), którzy nienawidzą nas i dlatego uczynili z Unii niemiecką strefę wpływów, a z Polski chcą zrobić nową Generalną Gubernię z Tuskiem w roli niemieckiej marionetki. To jest propaganda głupsza niż propaganda Gomułki, która ograniczała się do straszenia, że NRF (w żadnym wypadku nie RFN) chce nam odebrać Ziemie Zachodnie. Nienawiść do Niemiec łączy się z nienawiścią do Unii, która pod pozorem praworządności chce obalić patriotyczny, najlepszy w dziejach rząd i narzucić nam antypolski reżim „niepolskich Polaków”, jak mówi p. Rydzyk. „PiS przykrywa swoją absurdalną antypolską decyzję głównie retoryką godnościową, bo przecież ‘suwerenność nie ma ceny’, bo nie będzie Niemiec nas obrażał jałmużną. Przy okazji szykowany jest polityczny opał na zimę. Gdyby okazało się, że wyborcom jest zimno i ciemno, winni będą Niemcy, którzy sprowokowali Putina do wojny, narzucali nam porzucenie węgla, a dziś zamiast wypłacić reparacje za zniszczenia drugiej wojny, jeszcze odbierają nam europejskie pieniądze. A jak winni Niemcy, to i Tusk.” (Jerzy Baczyński, „Koniec dobrego?”, „Polityka” z dn. 17‒23.08.2022 r.). Pisowcy ogłosili, że zażądali od Niemiec absurdalnej sumy 6 bilionów złotych reparacji wojennych za zbrodnie popełnione przez nazistów. Jest to propagandowa zagrywka skierowana do własnego elektoratu, głównie pisowskiego betonu, a przede wszystkim wyraz pogardy i lekceważenia dla ofiar niemieckich zbrodni oraz daremna próba „przykrycia” zatrucia Odry. Po raz kolejny reżim wykorzystuje śmierć i cierpienia dla własnych korzyści politycznych w walce o władzę. Ale jest moim zdaniem wyjście. Jak wiadomo Rosja odsprzedała Ameryce Alaskę za śmieszną sumę kilku milionów dolarów, car Rosji Aleksander II, który dokonał tej transakcji był jednocześnie królem Polski. Tak więc Rosja dokonała tej transakcji także w imieniu Polski i nic nam z tego nie odpaliła, a Ameryka kupiła kradzione (bo polskie), była więc paserem.
Mamy prawo domagać się nie tylko reparacji za wojnę od Niemiec, ale i odszkodowania od Rosji oraz USA za transakcję kosztem Polski, bo Alaska należała także do Polski, której królem był car Rosji, imperator Aleksander II. Tych pieniędzy nawet bez reparacji od wrednej IV Rzeszy wystarczy na utrzymanie się pisowców przy władzy do końca wieku, a potem nastąpi załamanie klimatyczne, a nas i tak nie będzie.
Niedawno minęła kolejna rocznica Porozumień Sierpniowych, czyli Sierpnia ‘80 i Solidarności, jednego z najpiękniejszych rozdziałów najnowszej historii Polski. Pisowcy usiłują zawłaszczyć i zafałszować tę rocznicę, wymazać z niej Lecha Wałęsę, a na Jego miejsce podstawić ludzi, którzy nie odegrali wówczas żadnej lub daleko mniejszą rolę. Próba ta nie może się udać, tak samo jak załganie historii Polski nie udało się wszystkim innym fałszerzom. Piękne słowo – Solidarność – zostało w polskiej polityce „wyparte przez przeciwieństwo tamtych marzeń, egoizmy społeczne, szczucie jednych na drugich, wzgardę dla potrzeb i działań obywateli, bogacenie się spryciarzy kosztem słabszych. W swoją karykaturę zamienił się także mój dawny związek zawodowy… za to silny w postawach i sercach zwykłych ludzi, dobrowolnie angażujących się w obronę pokrzywdzonych przez system” – napisała jedna z bohaterek prawdziwej Solidarności Barbara Labuda („Przegląd”, 22‒28.08.2022 r.).



















