Naprawdę dziwny jest ten świat

0
Grzegorz Miecugow
REKLAMA

Gdy Niemen zaśpiewał po raz pierwszy song o dziwności świata (1967), człowieka jeszcze nie było na Księżycu, od czterech lat starano się wyjaśnić sprawę zamachu na Johna Kennedy’ego, w Moskwie rządził Breżniew, a w Polsce Gomułka. Rok później świat miał się stać jeszcze dziwniejszym za sprawą spacyfikowania przez żołnierzy Układu Warszawskiego „Praskiej Wiosny”. Muzyka Beatlesów i Rolling Stonesów stała mocno na listach przebojów po obu stronach Atlantyku, tyle, że w USA popularniejsi byli Elvis Presley (jeszcze szczupły) i Jimmi Hendrix. Telewizja była czarno – biała, a w Polsce mieliśmy jeden kanał telewizyjny, w którym można było podziwiać na przykład „Kabaret Starszych Panów”, których humor może nie docierał do wszystkich, ale przecież nie było wyboru.
W czym widzę spójność tamtego świata? Ano w swego rodzaju stabilności. Obaj giganci mieli pełno głowic atomowych i bardzo uważnie starali się wzajemnie nie prowokować. Wszyscy mniej więcej czytali to samo i oglądali te same filmy. To znaczy, za żelazną kurtyną oglądano coś innego, ale generalnie społeczeństwa dostawały spójne przekazy.
A dziś? Co można powiedzieć o świecie, w którym przekazów jest tak dużo, że aż trudno je policzyć? Powiedzieć o takim świecie, że jest pokawałkowany, to mało. Ten świat jest poszatkowany. Zupełnie coś innego ma w głowie 20‑latek, który nie czyta ani gazet (czasem mu do ręki wpadnie jakiś tabloid), ani książek, ma tablet do gadania, fotografowania i do dostępu do sieci, w której interesuje go łatwość nawiązywania kontaktów z płcią przeciwną, a zupełnie coś innego ma w głowie jego rówieśnik poważnie traktujący naukę, który używa sieci do tego, by rozsądnie zaplanować swoją karierę (niestety najczęściej poza Polską).
Siłą rzeczy do obydwu tych młodych ludzi nie można mówić tymi samymi słowy. Co więcej, wcale nie jest powiedziane, że ten drugi chłopak jest raczej z miasta. Sieć zmieniła świat też w taki sposób, że, jak nigdy w naszej historii, rzeczywiście może być tak, że dla chcącego, nic trudnego. Korzystając z sieci, można się i nauczyć języków, i nadrobić wszelkie inne braki, także kulturowe. Jednak nieznane są wszystkie konsekwencje wpływu Internetu na nasze życie. Pytałem niedawno znajomego socjologa, co może dla społeczeństw oznaczać fakt, że nawiązujemy znajomości nie terytorialne, jak to robili nasi rodzice i dziadkowie, ale ponadterytorialnie.
Przykład piłki nożnej pokazuje, że może to nie znaczyć nic. W mojej młodości, czyli właśnie w latach 60. ubiegłego stulecia, w Cracovii, czyli w klubie, któremu kibicowałem (i nadal kibicuję), grali piłkarze z okolicy – dzisiaj klub prawie nie ma wychowanków, pełno jest obcokrajowców, ale kibice nadal uważają Cracovię za „swoją” drużynę. Ze społeczeństwem chyba jednak tak bezboleśnie nie będzie. Nie może być bez znaczenia fakt, że znajomych mamy coraz bardziej w sieci, że wspólnota zainteresowań staje się ważniejsza niż tradycyjna wspólnota – czy to gminna, czy dzielnicowa. To zjawisko już w tej chwili wpływa na naszą rzeczywistość polityczną. Moim zdaniem dwa plemiona podzielone w sprawie katastrofy TU – 154 mniej się znają z ulicy, a bardziej z sieci. Ponieważ wchodzą na inne strony, są skazane na wzajemne niezrozumienie.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze