Budowa pierwszej nitki gazociągu Nord Stream 2 dobiegła końca. Przynajmniej tak twierdzi operator tego projektu. Trzeba się powoli oswajać z myślą, że rosyjski gaz będzie płynął tą nową magistralą.
Wszystko wskazuje na to, iż pomimo sprzeciwu między innymi Polski, projekt ciągnącego się po dnie Bałtyku gazociągu Nord Stream 2 zostanie jednak zrealizowany. Przedstawiciele rosyjskiego Gazpromu nieoficjalnie twierdzą, że ostatecznie cały projekt będzie ukończony w sierpniu. Nie oznacza, że od razu gazociągiem tym popłynie gaz. Warto wspomnieć choćby, że w trakcie jego budowy zmieniły się przepisy unijne dotyczące tego typu obiektów. A dokładnie zasad ich użytkowania. Na przykład to, że teraz gazociąg leżący na terenie Unii Europejskiej musi mieć niezależnego operatora. A jego niezależność potwierdza Komisja Europejska. Ów operator ma dbać choćby o równy dostęp wszystkich chętnych do infrastruktury gazociągu. Samo zatwierdzenie takiego operatora może zabrać miesiące. I może oznaczać kolejne różnego rodzaju targi. No, ale jakby na to nie patrzeć techniczne zakończenie robót będzie oznaczało, że pewien etap zostanie zamknięty.
Nie da się obronić tezy, że tego typu inwestycja nie jest inwestycją polityczną. Żeby było ciekawiej, w ostatnich dniach media przytoczyły fragment z napisanej pod koniec lat dziewięćdziesiątych pracy doktorskiej niejakiego Władimira Putina. Pada w niej między innymi takie stwierdzenie: „Zapotrzebowanie na energię w Europie stwarza okazję do zbudowania trwałej zależności energetycznej kontynentu od dostaw ze Wschodu”. Nic dodać nic ująć, aspekt polityczny widać tu jak na dłoni.
Oczywiście Nord Stream 2 jest szczególnie uciążliwy dla Polski i dla Ukrainy. Pozbawia on nas i naszych sąsiadów możliwości zarabiania na tranzycie. No i umożliwia, to argument szczególnie chwytliwy medialnie, zamknięcie kurka tylko nam. Przy tranzycie konsekwencje takiej decyzji ponosiliby także dalsi odbiorcy. Co prawda w praktyce ten argument działa dzisiaj nieco inaczej, choćby ze względu na liczne połączenia systemów dystrybucji gazu w różnych krajach tak zwanymi interkonektorami, ale oczywiście teoretycznie wciąż ma znaczenie. Tak na magnesie, w UE jest także szereg innych bezpieczników na taką ewentualność, również prawnych. Wracając jednak do głównego tematu, działalność Nord Stream 2 oznacza również ewentualną perspektywę importu rosyjskiego gazu do Polski z Niemiec, czyli istnienie pośrednika. Co z pewnością nie jest korzystne.
Opóźnienie w projekcie Nord Stream 2 wynikające głównie z sankcji nałożonych na ten projekt przez Donalda Trumpa podwyższyło koszty rurociągu i dało nam dwa lata. Czas ten poświęciliśmy między innymi na zwiększenie możliwości przeładunkowych w Świnoujściu, zorganizowanie budowy Baltic Pipe, czyli gazociągu z Norwegii, choć tu w ostatnich dniach pojawiły się problemy, oraz budowę przyłączy do systemów gazowych Słowacji i Litwy. Teoretycznie to wszystko razem może nam dać niezależność od rosyjskiego gazu. Ale nie jest to wcale takie pewne. Dlaczego?
Po pierwsze dlatego, że zapotrzebowanie na gaz będzie rosło. I to prawdopodobnie mocno. Ma to związek choćby z kwestiami ekologicznymi. Wycofywanie się z węgla w polskiej energetyce oznacza między innymi zastąpienie go gazem. Z całym szacunkiem dla np. paneli fotowoltaicznych czy wiatraków, ale sposób produkcji prądu w tych technologiach, przede wszystkim zaś brak ciągłości tej produkcji w ciągu doby oznacza, że póki co mogą to być tylko źródła wspomagające. Gaz będzie także a właściwie już się to dzieje, zastępował węgiel w ciepłownictwie. Tak czy inaczej najbliższe lata będą oznaczały wzrost zapotrzebowania na błękitne paliwo.
Druga kwestia to koszty. Szczególnie w kontekście terminalu w Świnoujściu. Skroplenie gazu to potężny wydatek energetyczny. A zatem koszt tego procesu jest wysoki. Jeśli nie dojdzie do jakiejś rewolucji technologicznej Rosjanie zawsze będą mogli zaoferować, przynajmniej teoretycznie, swój gaz taniej. Ewentualne wyższe koszty gazu oznaczają mniejszą konkurencyjność np. polskiego przemysłu. A najlepszym tego przykładem są Azoty Tarnów, największy pojedynczy konsument gazu w Polsce. A zatem, jeśli nawet będziemy niezależni od dostaw rosyjskich, to może to oznaczać, że średnia cena gazu zużywanego w naszym kraju będzie wyższa, niż będą płacić odbiorcy np. w Niemczech. Jakby zatem na to nie patrzeć Nord Stream 2 nie jest dla nas korzystny. Ale cóż, jakoś będziemy musieli sobie z tym faktem poradzić…



















