W zasadzie wszystkiego, czego tylko dotnie się tzw. dobra zmiana. Nawet takich rzeczy jak stadniny koni, Puszcza Białowieska, pomór świń, Mierzeja Wiślana, foki bałtyckie. Pośmiewiskiem stała się zafałszowana historia, lizusowskie filmy i spektakle, festiwale, nawet doprowadzona do upadku piłkarska reprezentacja, która dla p. Dudy była miernikiem kondycji państwa.
Ale wszystkie dotychczasowe „triumfy” przebiło nowe „zwycięstwo” PiS, tym razem polegające na odwołaniu istotnego zapisu ustawy, którą pół roku temu PiS‑owscy politycy i propagandyści ogłosili jako wielki sukces i powód do narodowej dumy Polski, która wreszcie wstała z kolan, odzyskała prawdziwą suwerenność, której nie miała od 1989 roku, przestała być poniżana przez niemiecką narrację. Staliśmy się wielkim dumnym narodem, który ze wzniesionym sztandarem pokaże naszym wrogom i oszczercom, gdzie jest ich miejsce (w domyśle w PiS‑owskim więzieniu). Niech drżą oszczercy Gross i Engelking oraz pomniejsi żydowscy i niemieccy fałszerze. Jak napisał red. Paweł Wroński: „Ustawa o IPN, wypowiedzi premiera i pisowskich propagandystów zepchnęła Polskę do roli podszytego antysemityzmem kraiku, który swoich racji historycznych broni przy pomocy prokuratora”. („GW”, z dn. 20 06 2018r. nr 149). To, co było powodem do wielkiej dumy i narodowym sukcesem, zostało w kilka godzin przez PiS obalone przy łamaniu regulaminu, zablokowaniu debaty (tu pomocny okazał się pomagier p. Winnicki, hańbiący nazwę ruch narodowy), okazało się bowiem szkodliwe i niepotrzebne. Zgodnie z zasadą wszelkich kolaborantów i karierowiczów o „mądrości etapu”, która obecnie polega na podlizywaniu się PiS‑owi i czerpaniu z tego osobistych korzyści, należało odrzucić istotne zapisy tej ustawy w interesie Polski, oczywiście takim samym, jakim było ich uchwalenie.
Byłem jednym z bardzo nielicznych posłów, którzy głosowali przeciwko tej haniebnej ustawie i w wystąpieniu sejmowym uzasadniałem dlaczego, mniej więcej takimi samymi argumentami jak obecne uzasadnienia obozu dobrej zmiany. Wówczas panowie: Gowin, Kaczyński, Jaki, Karczewski itp. mówili zgodnie, że jest to konieczna, dobra, niezbędna ustawa. Kto jest przeciwko, to zdrajca, wróg Polski na niemieckim i – w domyśle – żydowskim żołdzie. Spuszczono ze smyczy PiS‑owskich trolli i pseudodziennikarzy. Fala antysemityzmu, głupoty i podłości przewalała się przez te wszystkie narodowe, katolickie i niezłomne telewizje, radia (w tym oczywiście „katolicki głos w twoim domu”), gazety i fora internetowe. Przez chwilę wróciła propaganda i narracja z Marca ’68 i wydawało się, że raz jeszcze będziemy przeżywać tamte dni. Intelektualista p. Karczewski mówił, że on, marszałek Karczewski, uważa ustawę za dobrą i niezbędną, Kaczyński chyba bredził coś w rodzaju – ani kroku w tył, tak samo Gowin i Jaki, który uzasadniał z dumą i radością, jakie to dobrodziejstwo spadło na Polskę dzięki PiS‑owskiej mądrości i patriotyzmowi. Jak zawsze w tego rodzaju sytuacji nie zająknął się episkopat. Gdzie byli panowie Jędraszewski, Hoser i inni? Rozumiem, że episkopat nie był stroną w tym konflikcie, ale na pewno jest stroną do brania przez Rydzyka budżetowych pieniędzy dla swoich potrzeb.
Ci ludzie nie mają cienia wstydu. Z takimi minami i takim samym przekonaniem mówili dziś to, co atakowali pół roku temu. Za łaskawe spojrzenie Kaczyńskiego i miejsce na liście wyborczej, czyli dostęp do korytka wyprą się wszystkiego, pozbędą wstydu i godności. Po raz kolejny obóz PiS zapisał długą listę polskiej hańby. Mam nadzieję, że jedną z ostatnich, że odejdą w hańbie największej w naszej historii. Nie pozwólmy im odejść inaczej.
Nowe „zwycięstwo” PiS
REKLAMA
REKLAMA




















