Sto lat temu, z czego sobie wówczas jeszcze nie zdawano sprawy, kończyła się hegemonia Wielkiej Brytanii, a najważniejszym państwem świata stawały się Stany Zjednoczone, jedyny kraj, który po Wielkiej Wojnie miał dla swojej waluty pokrycie w złocie.
Technologicznie te sto lat dzieli niewyobrażalna przepaść. Nie tylko, że nikomu nie marzył się wtedy Internet, ale nie było jeszcze ani telewizji, ani radia, chociaż na wielkich wystawach technologicznych już wtedy pokazywano pierwsze próbki obu tych wynalazków. Żeby zrozumieć skalę zmiany, która nastąpiła, i której dzisiaj jesteśmy świadkami, wystarczy sobie zdać sprawę z tego, że jeszcze poprzednie sto lat zaowocowało tylko kilkoma wielkimi wynalazkami, to znaczy przede wszystkim wynalezieniem sposobu produkowania energii elektrycznej, ale także wynalezieniem silnika parowego czy też ogłoszeniem teorii ewolucji. Trzeba sobie jednak jasno powiedzieć, że osiągnięcia Karola Darwina nie miały wpływu na życie ani jednostek, ani mas. Kolej żelazna była tylko dla bogatych, a prąd płynął tylko w kilku miejscach na świecie. Zmiany dokonujące się w ostatnim stuleciu, a jeszcze bardziej w latach po II wojnie światowej, dotyczą wszystkich, albo prawie wszystkich ludzi żyjących na świecie.
Może kogoś zaskoczę, ale zaproponuję teraz by spojrzeć na to minione stulecie przez pryzmat sportu, a przede wszystkim przez pryzmat piłki nożnej. Sto lat temu sport był zabawą, dziś jest olbrzymim przemysłem w jakimś stopniu przekładającym się na życie ludzi, bo miliony ludzi na całym świecie czy to truchta, czy w coś gra dla rozrywki i dla zdrowia. Osobną historią jest futbol. To już oderwało się od jakiejkolwiek rzeczywistości. Sto lat temu drużyny piłki nożnej reprezentowały jakąś wspólnotę terytorialną albo zawodową czy też klasową. Dzisiaj reprezentują jakieś wyobrażenie. Bo jaki związek ma z Powiślem w Warszawie Serb, który przyjechał tu na kontrakt, czy też co poza umową wiąże Polaka spod Warszawy grającego na co dzień w Monachium? Powiedzmy sobie szczerze: nic. A już te kontrakty, to w ogóle osobna sprawa. Jedna drużyna, a może powinienem napisać jedno przedsiębiorstwo, płaci drugiej drużynie 100 milionów euro za pracownika. To jest jakieś szaleństwo, ale też i jakaś kalkulacja. Jeżeli bowiem po kupieniu piłkarza, zostanie sprzedanych 5 milionów koszulek z jego nazwiskiem, a każda koszulka przyniesie 20 euro zysku, to koszt tej transakcji stanie się już dochodem. Wielkie piłkarskie przedsiębiorstwa, to są dostarczyciele nie tylko emocji, ale przed wszystkim pieniędzy dla ich właścicieli.
Chociaż emocje też są ważne. Bez nich nie tylko nie sprzedawano by wspomnianych wcześniej koszulek, ale też nie chciano by na całym właściwie świecie oglądać widowiska tworzonego przez tych super drogich zawodników o iście kosmicznych umiejętnościach. Niektórzy uważają, że współczesny sport wyczynowy jest ekwiwalentem za wojny. Nie do końca chyba tak jest. Sport wyczynowy na naszych oczach wystrzelił w rejony niedostępne dla zwykłych śmiertelników, ale wojny nadal są. Może w Europie (odpukać) nie tak częste, ale jednak są. Dla mnie dzisiejszy sport, a właściwie jego odbiór, jest trochę miarą cywilizacji. Oto w minionym tygodniu terroryści zaatakowali przed meczem z Monaco autokar piłkarzy z Dortmundu. Fantastyczne było to jak szybko kibice obu ekip stanęli po jednej stronie i zorganizowali się w porywie solidarności przeciw przemocy. Było to na miarę XXI wieku. Dwa dni później do Lyonu przyjechali rozrabiacze z Turcji. Pojawiła się agresja i przemoc wewnątrz środowiska kibiców. Niby nic nowego. Niby to zdarza się właściwie co tydzień. Tym razem jednak różnicę zrobił polityk. Prawie wszechwładny w Turcji prezydent tego kraju głośno opowiedział się po stronie rozróby i agresji. Znam takie zachowania także znad Wisły. Niestety. To są postawy jak sprzed 100 lat.
Świat jak piłka
REKLAMA
REKLAMA




















