Ci, którzy są przeciwnikami PiS i prezydenta Dudy, krzyczą, że w Polsce umiera albo wręcz już umarła demokracja, oraz żądają postawienia prezydenta przed Trybunałem Stanu. Ci politycznie niezadeklarowani utwierdzają się w przekonaniu, że świat polityki jest światem chaosu, awantury i ciągłego obrzucania się inwektywami. Nie trafiają do nich ostrzeżenia, że przy braku dobrego i samodzielnego funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego rządzący w przyszłości będą mogli podejmować decyzje niebezpieczne dla ogółu społeczeństwa i krzywdzące poszczególnych obywateli.
Taki argument w sposób oczywisty nie może do nikogo trafić, bowiem rządzący także przy dobrze funkcjonującym Trybunale również podejmują oszalałe decyzje, które krzywdzą ludzi, i albo nikt tego nie zaskarża, albo okazuje się, że Konstytucję można różnie interpretować. I nie dotyczy to tylko naszej Konstytucji, bo na przykład w myśl interpretacji Konstytucji Stanów Zjednoczonych niewolnictwo przez wiele lat było z nią zgodne, by potem stać się jej łamaniem.
Nie ma państwa idealnego, ale państwo jako takie jest potrzebne i im lepiej funkcjonuje, tym bardziej dobrze mają się jego obywatele, i pierwszym skutkiem obecnej zawieruchy jest kolejny spadek zaufania do państwa.
Po drugie, warto na chwilę zatrzymać się przy definicji „dobrze funkcjonującego państwa”. Moja główna obawa w tej materii bierze się dziś stąd, że wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że dla PiS dobrze funkcjonujące państwo to państwo zarządzane centralnie. W takim państwie nie ma miejsca dla niezależnego Trybunału Konstytucyjnego, dla niezależnych mediów publicznych i dla wolnej prasy. W państwie zarządzanym centralnie minister kultury zakazuje pokazywania spektakli teatralnych na podstawie pogłosek o ich nieprawości lub niesłuszności, a minister gospodarki kupuje na pniu nikomu niepotrzebny węgiel od bankrutujących i źle zarządzanych kopalni. Tym wszystkim, którzy teraz wzruszają ramionami i uważają, że nie ma niczego złego w centralnym zarządzaniu, chciałbym przypomnieć, że centralnie zarządzanym państwem był PRL, czyli państwo, które przez 45 lat swojego istnienia nie potrafiło poradzić sobie z problemem niedoborów i dystrybucji. W PRL nigdy nie można było normalnie kupić sznurka do snopowiązałek i papieru toaletowego, a samochody sprzedawano na talony.
Po trzecie wreszcie, zamieszanie wokół Trybunału Konstytucyjnego pokazuje, jak łatwo można niszczyć ludzi. Weźmy na przykład takiego profesora Andrzeja Rzeplińskiego. Zdaniem polityków PiS Rzepliński jest człowiekiem PO: koniec i kropka. Nie obchodzi ich to, co Rzepliński robił w poprzednich latach i jak się zachowywał. A tymczasem w trudnych latach, a takie lata były dane wszystkim tym, którzy rodzili się krótko po wojnie i których dorosłość przypadała na PRL, profesor zachowywał się przyzwoicie. Był członkiem PZPR, ale go z tej partii wywalono. Działał w Solidarności, ale nie tej Piotra Dudy, tylko w tej, która legła u podstaw naszej wolności. („Legła” nie jest tu żadnym przejęzyczeniem). W wolnej Polsce działał na jej pożytek i niewiele brakowało, by w 2005 roku został Rzecznikiem Praw Obywatelskich, ale został zablokowany przez senatorów SLD. Jedynym zarzutem do profesora, jaki ja mogę mieć, jest to, że kilka miesięcy temu przyjął z rąk kardynała Nycza wysokie odznaczenie papieskie, co moim zdaniem stawiałoby go w trudnej sytuacji, gdyby TK miał wyrokować w jakiejś ważnej ustawie dotyczącej stosunków Państwo – Kościół. Ale to mój pogląd i jestem gotów o nim dyskutować, ale politycy PiS nigdy takiego argumentu nie wysunęli. Dla nich Rzepliński jest z PO i basta. Dla nich po prostu każdy jest z jakiejś partii, a jeżeli nie bardzo wiadomo z jakiej, to tym gorzej. Bo to znaczy, że skurczybyk potrafi się dobrze maskować.
Wokół Trybunału
REKLAMA
REKLAMA




















