Wreszcie…

0
Marek Zuber
REKLAMA

Ceny niektórych artykułów żywnościowych w polskich sklepach zaczęły wreszcie spadać. Wreszcie, bo na światowych rynkach spadek ich cen zaczął się w wielu przypadkach już dawno. Kilka miesięcy temu pisałem, że ceny surowców i żywności zaczęły mocno spadać na światowych rynkach. Oczywiście w wielu przypadkach był to spadek z bardzo wysokiego poziomu. W marcu i kwietniu doszło bowiem do paniki, która przeniosła ceny w obszary niewidziane od lat. Świetnym przykładem jest tutaj pszenica, która podrożała o dwie trzecie i w ciągu dosłownie dni dotarła do poziomu, który ostatnio widzieliśmy w roku 2008. I dotyczyło to całego świata, nie tylko rynku europejskiego. W USA pszenica kosztowała w marcu 2022 w pewnym momencie ponad 1250 USD za buszel, kiedy jeszcze w grudniu 2020 było to poniżej 800 USD za buszel. A w maju dotarliśmy w okolicę 1300 USD za buszel. Dodajmy, że owe prawie 1300 USD to historyczny rekord. Olej rzepakowy odnotował z kolei poziom nigdy nieobserwowany, czyli dobił do 1000 euro za tonę. A słonecznikowy 2400 dolarów za tonę, też osiągając historyczny rekord. W tych dwóch przypadkach wzrost zaczął się wcześniej, to znaczy w roku 2021. Wpłynęły na to działania Rosji, które już wtedy doprowadziły do wzrostu cen gazu. Nikt nie wierzył jeszcze w możliwość pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę, ale cena gazu ma duży wpływ na koszty produkcji oleju. No, a kiedy do eskalacji wojny doszło, ceny poszybowały. Nie chodziło bowiem już tylko o gaz, ale o dostępność produktu. Ukraina jest wielkim producentem oleju słonecznikowego. A rzepakowy jest alternatywą, no i stąd panika. Oczywiście świat to system naczyń połączonych. A zatem wzrost cen dotyczył większości produktów. Także dlatego, że podrożały nośniki energii, a je przecież wykorzystujemy prawie wszędzie.

Ale po kilku miesiącach sytuacja zaczęła się uspokajać. Okazało się, że zboże ukraińskie jednak będzie na rynku, będą na rynku także produkty na nim oparte. Europa zaczęła szukać alternatywy na przykład dla rosyjskiego gazu i go znalazła. Głównie w USA, Katarze i Australii. Wojna niestety się nie skończyła, ale jej wpływ na gospodarkę, wpływ na różne rynki jest mniejszy, niż wielu sądziło. A trzeba też pamiętać, że te tak zwane sądy wynikały często z różnych pobudek niemających nic wspólnego z rzeczywistością. Pamiętam, jak wmawiano nam prawie rok temu, że nie da się szybko zwiększyć produkcji gazu na świecie o tyle, żeby zniwelować ewentualne braki z Rosji. Okazało się to wszystko nieprawdą. I dla każdego, kto choć trochę obserwuje choćby rynek łupkowy (ja do tych osób należę), ta teza musiała się wydawać dość wątpliwa. W przeciwieństwie do drugiej, że Europa ma problem z wpompowaniem gazu LNG do sieci, choćby ze względu na brak wystarczającej liczby gazoportów i magazynów. Ale tu z kolei sytuacja zaczęła się szybko zmieniać. Warto w tym momencie przypomnieć o absolutnym rekordzie świata Niemców, którzy w ciągu nieco ponad dwustu dni zbudowali pływający gazoport i dwa tygodnie temu operacyjnie włączyli go do sieci. A za chwilę zacznie działać kolejny.

REKLAMA (3)

Tak czy inaczej, ceny zaczęły spadać. Żeby tylko odnieść się do przykładów sprzed chwili: pszenica kosztuje obecnie około 760 USD za buszel, olej słonecznikowy 1150 USD za tonę, a olej rzepakowy 550 euro za tonę. Oczywiście trzeba jeszcze uwzględnić kurs złotego do USD i do euro, ale jak to wszystko podsumujemy, to od tygodni jedna kwestia nie mogła nas nie zaskakiwać: dlaczego my w sklepach wciąż płacimy tak dużo? I o tym kilka tygodni temu pisałem.
Dwa lata temu olej rzepakowy kosztował około 6 złotych za litr. W apogeum wzrostu cen bywało, że nawet ponad 20 złotych za litr. Teraz średnia cena to około 12 złotych za litr.

REKLAMA (2)

Mam tu na myśli produkty rozpoznawalnych marek. Skąd ta cena, skoro na światowych rynkach wróciliśmy do pierwszej połowy roku 2021? Nawet uwzględniając kurs euro?
No cóż, kilka rzeczy odgrywało tu rolę. Dwie pewnie główną. Pierwsza jest taka, że jak ktoś się obkupił drogim olejem, czy czymkolwiek innym, to nie chce sprzedawać ze stratą. To jasne. A druga, że kupujemy co prawda mniej, ale nie o tyle jeszcze mniej, żeby wymusić szybkie obniżki cen.
Ale wreszcie coś drgnęło. Oto bowiem w ostatnich dniach wiele produktów zaczęło tanieć. A najbardziej było to chyba widoczne w przypadku masła. W ciągu ostatniego pół roku masło na europejskim rynku potaniało o 40%. Oczywiście mam na myśli ceny wyrażone w euro. Osiągnęło ono cenę z roku 2019, czyli około 4500 euro za tonę. To skąd 9 złotych za kostkę w polskich sklepach?! No właśnie. Ale w zeszłym tygodniu widziałem już w wielu miejscach dużo niższe ceny. I niech to będzie dobry prognostyk na następne miesiące. Nie tylko w kontekście masła oczywiście…

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze