W listopadzie ubiegłego roku wydał piękny solowy album Avonmore, 45 lat temu założył jeden z najbardziej zasłużonych zespołów w dziejach brytyjskiego rocka – Roxy Music. Ten znakomity artysta, znany światu jako Bryan Ferry, w minioną sobotę skończył 70 lat.
Nie pierwszy raz w tym miejscu wracam do sylwetki tego artrockowego dandysa. Czynię to z rozmysłem, bo tego rodzaju twórców jest coraz mniej na współczesnej scenie muzycznej, bo albo już się wypalili, albo przenieśli się w zaświaty, co, jak by nie było, dla sztuki rockowej ma podobny wydźwięk.
Ferry to jedna z najciekawszych postaci brytyjskiego rocka, wieloletni lider zespołu Roxy Music, wokalista i klawiszowiec, kompozytor, autor tekstów i producent nagrań, a przy tym kolekcjoner i znawca dzieł sztuki. Dziś artysta jest mężczyzną w słusznym wieku, ale prawdę powiedziawszy, na rockowej scenie nigdy nie wyglądał na smarkacza. Zapewne również dlatego, że kiedy zdobywał popularność jako lider zespołu Roxy Music, to zbliżał się już do trzydziestki. Rzecz jednak nie tyle w jego wieku metrykalnym, ile raczej w stylu, któremu pozostał wierny.
Artysta, nawet gdy obowiązywały komiczno‑kosmiczne błyszczące stroje, boa i buty na koturnach, miał w sobie coś z dystyngowanego angielskiego dandysa. Oczywiście w taki lub inny sposób ulegał na scenie wpływom rockowej mody, ale zawsze, a tym bardziej po latach, można było stwierdzić, że świecące marynarki, noszone zgodnie z glam rockowym sznytem, wyglądały na nim – co by nie mówić – mniej kiczowato niż na innych rockmanach tamtej epoki. Tak naprawdę to ani „wsiowe” glamowe ciuchy, ani hipisowskie stroje, ani też rockowe skóry nigdy nie były mu bliskie. Ferry, jak na gentlemana przystało, najlepiej czuł się w klasycznych strojach, które należałoby nazwać popołudniowymi, a częściej nawet wieczorowymi.
Niedawny jubilat dość długo był jedynym ważnym przedstawicielem brytyjskiej sceny rockowej, który, jak by to ujął konserwatysta, podczas występów stosował się do zasad klasycznej elegancji. Z czasem, co wynikało też z przybywających lat, inni artyści, jak choćby David Bowie czy Rod Stewart, poszli co do ubioru w podobne klimaty.
Bryan Ferry studiował sztuki piękne w Manchesterze oraz na Newcastle University (m.in. u Richarda Hamiltona). Po uzyskaniu w 1968 roku dyplomu uczył ceramiki i dorywczo pracował przy restaurowaniu zabytków. Jak należy sądzić, studia uniwersyteckie z jednej strony ukształtowały jego wysmakowany pogląd na sztukę, z drugiej zaś wpłynęły na kierunki jego muzycznych poszukiwań.
Zanim w 1970 roku założył zespół Roxy Music, występował wcześniej z lokalnymi grupami – Banshees i Gas Board. Roxy Music stał się najważniejszym projektem Ferry’ego. Bo, mimo że jego dokonania solowe pozostawały na wysokim, a przynajmniej dobrym poziomie, to jednak wpływ Roxy na muzykę lat siedemdziesiątych (Sparks, Sailor) i osiemdziesiątych (Duran Duran, Spandau Ballet) pozostaje nie do podważenia. Grupa znakomitych, ambitnych muzyków (m.in. Brian Eno, Andy McKay, potem Phil Manzanera i Paul Thompson) potrafiła stworzyć niecodzienny repertuar, w którym piosenki ocierające się o banał sąsiadowały z utworami wyrafinowanymi. Wiesław Weiss tak rzecz ujął: wszystkie kompozycje grupa poddawała niecodziennym zabiegom instrumentacyjnym, brzmieniowym i wyrazowym. Dążyła do skarykaturowania stereotypów muzyki rozrywkowej i zrazem wytworzenia własnego, frapującego klimatu dźwiękowego.
W muzyce Roxy Music, a zwłaszcza na okładkach płyt zespołu, dawała się też zauważyć świadoma fascynacja Ferry’ego kiczem. Artysta zdawał sobie doskonale sprawę z tego, jaki wpływ ma kicz na masowego odbiorcę. Był to jednak nie tyle cyniczny zabieg marketingowy, ile wyraz jego artystycznych igraszek.
Jubilat (obdarzony charakterystycznym głosem z naturalnym vibrato) wydawał przez lata płyty sygnowane własnym nazwiskiem równolegle z firmowanymi przez Roxy Music. Jednak już od dłuższego czasu skupia się na dokonaniach solowych.
Bryan Ferry XXI wieku to artysta pozostający chętnie w dwóch muzycznych światach. Z jednej strony jest znakomitym wykonawcą uznanych standardów, z drugiej zaś jest ciągle energicznym muzykiem z kręgu artystowskiego rocka, z którym nagrywają najlepsi.
I coś na koniec. Kiedy tak słucham (po raz nie wiadomo już który) utworów z jego ostatniej płyty Avonmore, to tak sobie myślę, że skoro w tym wieku nadal można „popełniać” tak urokliwe nagrania, to wena jeszcze sprzyja, to twórczy power jeszcze jest, to chce się jeszcze pozostawiać światu kolejne piękne kompozycje. Mister Ferry, życzę i Panu, i sobie, aby tak było nadal, jeszcze przez długie lata.
![Utrudnienia w ruchu przy tarnowskim sądzie [ZDJĘCIA] Utrudnienia na ul. Dąbrowskiego](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Utrudnienia-ul.-Dabrowskiego-4-218x150.jpg)



![Dworek w Skrzyszowie po modernizacji [ZDJĘCIA] Dworek Skrzyszów](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Dworek-w-Skrzyszowie-2026-3-218x150.jpg)

















