Drugi album Uriah Heep

0
REKLAMA

fonograf - Uriah HeepW lutym 1971 roku ukazał się krążek Salisbury, drugi w dyskografii Uriah Heep. Mimo że nie był szczytowym osiągnięciem, stanowił ważny etap w krystalizowaniu się stylu grupy.
W roku 1970 Albion obchodził setną rocznicę śmierci Karola Dickensa i prawdopodobnie dlatego Gerry Bron, późniejszy opiekun bandu, zasugerował szyld. Uriah Heep, czyli Uriasz Heep. Był to jeden z bardzo wrednych bohaterów powieści Dickensa David Copperfield. Chciwiec i obłudnik, który – by zdobyć majątek swojego pracodawcy – nieustannie knuł intrygi. Trzeba było być odjechanym, żeby nadać zespołowi nazwę Uriah Heep.
Pamiętam, że gdy byłem nastolatkiem, nieco obciachowe było przyznawanie się (zwłaszcza wśród ciut starszych fanów rocka) do tego, że lubi się Uriah Heep. Tak do końca nie wiem z czego to wynikało. Być może z pewnej wtórności zespołu wobec Deep Purple, może też z mniejszej wyrazistości w porównaniu do Led Zeppelin czy Black Sabbath. Warto jednak przypomnieć, że około 1973 roku na Wyspach ukuto termin – „heepsteria”. Odzwierciedlał ogromną popularność zespołu i określał reakcję publiczności na jego koncertach.

W przeciwieństwie do pierwszego albumu, większość utworów na płycie Salisbury to zasługa gitarzysty i klawiszowca Kena Hensleya. Była to pewna różnica, bo w przypadku debiutu można było mówić o pełnoprawnym partnerstwie Hensleya z frontmanem i wokalistą Davidem Byronem oraz gitarzystą Mickiem Boxem.
Niedługo po wydaniu Salisbury z zespołu odszedł perkusista Keith Baker, którego zastąpił Ian Clark. Wraz z Clarkiem zespół wyruszył w swoją pierwszą trasę po Stanach Zjednoczonych, supportując Three Dog Night oraz Steppenwolf.
Nagrania, które wypełniły album były rejestrowane w październiku i listopadzie 1970 roku w londyńskich studiach Lansdowne. Ken Hensley, gdy dziennikarz pisma Jazz And Pop dopatrywał się podobieństw do muzyki Moody Blues i King Crimson, stwierdził, że te grupy podobają się mu się, jednak nie było to zamierzone kopiowanie. Salisbury nazwał też szczerym świadectwem rozwoju zespołu.

REKLAMA (3)

Okładka albumu, co istotne, przedstawiała brytyjski czołg Chieftain, a to stosownie łączyło się z tytułem, ponieważ Salisbury Plain w Wiltshire w Anglii to poligon wojskowy. To trochę tak, jakby w Polsce nagrać płytę zatytułowaną Drawsko Pomorskie. Ale w 1971 roku, kiedy radykalne ruchy nasilały swoje działania, widok czołgu na poligonie i tytuł płyty związany z ćwiczebnymi działaniami wojsk miały swój odpowiedni wydźwięk.
Wydawnictwo otwierał ostry i wyrazisty Bird Of Prey z zapadającym w pamięć riffem i psychodelicznymi partiami wokalnym Davida Byrona. Po nim następowała ballada The Park. Klimat utworu bliski był art rockowi, a skojarzenia z King Crimson całkiem uzasadnione. Urzekająca melodia i tekst o bezsensie wojny dopełniający całość współtworzyły całkiem atrakcyjną kompozycję.
Trzeci numer Time To Live mniej zachwycał „heepowym”, prawie hard rockowym brzmieniem i nieco topornym riffem.

REKLAMA (2)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze