Od nagrania jego pierwszej płyty mija w tym roku 52 lata. To szmat czasu. Na przestrzeniu tych ponad pięciu dekad Dylan dał światu nie tylko swoją muzykę, ale również istotne przemyślenia ujmowane w dojrzałych literacko tekstach.
Ten poszukujący artysta przeszedł w swoim życiu najróżniejsze fascynacje – zarówno muzyczne, jak i światopoglądowe. Jego pierwsze lata to okres mocno lewicujący. Dylan jawił się wówczas jako zaciekły bojownik o sprawiedliwość społeczną, jako buntownik walczący z amerykańskim establishmentem, ale również – jak choćby w sztandarowym Blowin’ In The Wind – jako poeta stawiający pytania o miarę człowieczeństwa w świecie zobojętniałym na zło. Różne koleje losu artysty, jego wielkie sukcesy, ale i osobiste dramaty zaprowadziły go w końcu ku duchowej przemianie mającej swoje korzenie, jak sam twierdził, w Ewangelii.
W 1961 roku (jeszcze jako Robert Zimmerman) po raz pierwszy wylądował w Nowym Jorku. W szpitalu odwiedził chorego Woody’ego Guthrie – duchowego ojca i inspiratora najmłodszej generacji amerykańskich folkowców. Wiele przejął od tego powszechnie szanowanego artysty i w przeciągu roku wysunął się na pozycję lidera nurtu. Już wówczas miał niezwykłą umiejętność komponowania i pisania tekstów, ponoć potrafił tworzyć po pięć piosenek dziennie. Ceniony, wręcz uwielbiany, mimo swojego chrapliwego brzmienia stał się głosem i symbolem pokolenia.
Minęło zaledwie kilka lat, a Dylan, nie chcąc być utożsamiany li tylko z protest songami i muzyką folk, dokonał… zdrady. W 1965 roku podczas występu w Newport zaszokował folkową publiczność elektrycznym brzmieniem swojej gitary i towarzyszącego mu zespołu. Mimo olbrzymiej niechęci tego środowiska nie poddał się. Wkrótce świat miał już pewność, że racja była po stronie artysty. Płyta Highway 61 Revisited z superhitem Like A Rolling Stone, stając się numerem jeden w wielu krajach świata, pokazała Dylana jako rockowego idola. W 1965 roku artysta udał się do Francji. Jego przyjazd tygodnik Paris Match powitał artykułem zatytułowanym Panie Dylan, czy Pan jest prorokiem?
W sierpniu 1966 roku, osiągnąwszy szczyt popularności, artysta uległ ciężkiemu wypadkowi. Po miesiącach milczenia w styczniu 1968 roku wydał album – John Wesley Harding. Zaskoczył nim krytykę, która porównała go właśnie do proroka powracającego po okresie samotności ,przekazującego światu swoje objawienia.
Kolejne lata przynosiły raz za razem nowe „oblicza” Dylana, a to jako kompozytora muzyki filmowej, a to jako aktora (Pat Garrett i Billy Kid), a to jako twórcy nowych, świetnych płyt.
W 1978 roku Bob Dylan ponownie wprawił świat w osłupienie, tym razem zadziwił całe środowisko rockandrollowe. Jezus jest rzeczywisty – twierdził i dodawał: chciałem tego, pogłębiało się to we mnie, aż wreszcie doznałem tego uczucia, tej wizji, że narodziłem się powtórnie (…). Efektem tych powtórnych narodzin stała się płyta Slow Train Coming. O krążku tym artysta powiedział, że to pierwszy biblijny album rockowy. Nie było na nim prowokującej poezji, jej miejsce zajęła – by rzec za Stevem Turnerem – seria reklam Dobrej Nowiny Jezusa Chrystusa. Kontynuacją płyty były kolejne albumy; Saved oraz – zamykający tę, jak to określono, „trylogię powtórnie narodzonego” – Shot Of Love.
Do dziś ten zbuntowany bard wykonuje na koncertach swoje chrześcijańskie kawałki, wśród nich Every Grain Of Sand z płyty Shot Of Love: Pokusa zawsze woła moje imię/Gdy mijam okno pełne jej wściekłego blasku,/Zmierzając w dalszą drogę, zaczynam rozumieć,/Że każdy włos jest policzony i każde ziarnko piasku.
Jednak, mimo kolejnych dowodów na to, że jest człowiekiem wierzącym, co zawarł na późniejszych albumach (w tym na moim ulubionym Oh Mercy), Dylan nigdy nie lubił mówić o swojej twórczości w kontekście religijnym. Uważał, że Chrystus nie przybył na świat, by zakładać religię, lecz po to, by ludzie poznali Boga i mogli czcić Go w swoim codziennym życiu.
W XXI wieku Dylan, czym zresztą znowu zadziwił świat, wystąpił z koncertem dla Jana Pawła II. Był to piękny – niekoniecznie, jak chcieli niektórzy, obliczony na spektakularny efekt – gest.
Na koniec jeszcze pewna myśl Dylana. Myślę, że sztuka może doprowadzić do Boga. Myślę, że to jest celem wszystkiego. Jeżeli sztuka tego nie daje, to co daje?
Dylan, czyli… ikona
REKLAMA
REKLAMA




![Dworek w Skrzyszowie po modernizacji [ZDJĘCIA] Dworek Skrzyszów](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Dworek-w-Skrzyszowie-2026-3-218x150.jpg)

















