Jakiś czas temu w programie Fonograf na antenie RDN Małopolska z satysfakcją prezentowałem debiutancki krążek Blues Pills, wydany w końcu lipca minionego roku. Krakowski koncert kwartetu umocnił mnie w przekonaniu, że to nie tylko świetny band, ale też grupa młodych ludzi, którzy swoją sceniczną pracę po prostu kochają.
W ubiegłym roku, przy okazji debiutanckiego krążka Blues PIlls, na łamach magazynu Teraz Rock można było przeczytać: Panie i panowie zapamiętajcie tę nazwę, bo zlekceważenie muzyki tego zespołu to dla fana klasycznego hard rocka srogi wstyd.
Zanim jednak zespół zarejestrował materiał na swój studyjny album, upłynęło trochę czasu, bo historia grupy sięga roku 2011. Wtedy to dwóch młodziaków z Iowa: basista Zack Anderson i pałker Cory Berry poznali studiującą w Kalifornii szwedzką wokalistkę Elin Larsson. Po nagraniu pierwszej epki – Bliss, kapela udała się w podróż koncertową do Europy i tu (we Francji) odkryła genialnego smarkacza, jakim okazał się 16‑letni, cudownie grający na gitarze Dorian Sorriaux. Z Francuzem w składzie formacja zarejestrowała kolejne małe krążki, w tym Live At Rockpalast, odbyła też trasę po Australii. Na Starym Kontynencie wystąpiła na festiwalowych imprezach, takich jak Hard Rock Festival i Summer Breeze, a w maju 2014 roku podczas Freak Valley Festival zarejestrowała znakomity materiał na płytę koncertową. Tak wygląda historia bandu w olbrzymim skrócie. Czas zatem, by przejść do koncertowego grania w krakowskiej Fabryce.
Przed pojawieniem się na scenie gwiazdy wieczoru, a po supportującej ją szwedzkiej kapeli Spiders, na scenie zostaje rozłożony dywan. Wkrótce potem, zgodnie z koncertową zasadą, band rusza swoim sztandarowym mocarnym numerem – High Class Woman. Już po kilkudziesięciu sekundach czuje się, że to nie byle jakie granie. Frontwoman, niczym długowłosa blond modelka z czasów flower power, przykuwa uwagę męskiej części widowni, ale walory zewnętrzne to nie jedyny jej atut. Panna Larsson wielokrotnie udowodni tego wieczoru, że jej kapitalny „wygar” to walor absolutnie najważniejszy. Kiedy w rockowym transie zespół przechodzi w drugi numer Ain’t No Change, a następnie w poprzedzony klaskaniem Astralaplane można się zastanawiać, kogo słychać w tym niezwykłym głosie Elin. Barwą przypomina Janis Joplin, kiedy przechodzi w wyższe rejestry, słychać Grace Slick (Jefferson Airplane), jest tam też Elkie Brookes (Vinegar Joe), ale również najlepsze soulowe gwiazdy z Arethą Franklin na czele. Brawo.
A oto kolejna postać: Dorian Sorriaux. Od chwili, kiedy ze swojego wiosła wydobywa pierwsze dźwięki natychmiast przykuwa uwagę. Gdyby nie broda, jaką zapuścił, można by sądzić, że oto właśnie legendarny gitarzysta Free, młodziutki Paul Kossoff czaruje swoją grą. Sorriaux to instrumentalista wielkiego talentu, potrafiący grać nie tylko z subtelnością, artykulacją i niezwykłym wibrato w stylu Kossoffa, ale też z powerem, pazurem i wyobraźnią bliską Hendrixowi.
Kapitalna sekcja rytmiczna również przywołuje czasy flower power. Wizualnie basista Zach Anderson to jakby Mark Farner z Grand Funk, a Andre Kvarnstrőm to… John Bonham z Led Zeppelin. Ale to nieistotne, jak wyglądają, ważne, jak grają. Perkusyjny szturm, jakim rozpoczyna się utwór Bliss, czy choćby jazda w kończącym zasadniczą część koncertu numerze Black Smoke, jako żywo przypominają dokonania wielkiego bębniarza Zeppów.
Tego wieczoru zostają też z dużym smakiem zaserwowane klimaty refleksyjno‑nostalgiczne, jak choćby w utworze Little Sun, czy w pierwszym wykonanym na bis Yet To Find, który Elin wykonuje w duecie z Dorianem. 75‑minutowy występ kończy porywający Devil Man. Pozostaje żal, że to już wszystko. Z drugiej jednak strony przecież nie w czasie trwania, a w jakości tkwi siła koncertu.
Na koniec wracam do tytułu dzisiejszego felietonu. To, że zespół Blues Pills z kapitalnym polotem odnosi się do czasów muzycznej psychodelii, jest faktem godnym podkreślenia. Gdyby jednak dokonania te opierały się tylko na zgrabnym naśladownictwie, to nie byłoby w nich nic nadzwyczajnego, co najwyżej postarzałym rockfanom byłoby miło i… tyle. Ale muzycy Blues Pills potrafią też porwać i unieść nastolatków, a ich tryskające młodzieńczą energią i bluesrockowym czadem występy są w dzisiejszym świecie jak gorący, ożywczy gejzer.
Psychodeliczny gejzer
REKLAMA
REKLAMA




![Dworek w Skrzyszowie po modernizacji [ZDJĘCIA] Dworek Skrzyszów](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Dworek-w-Skrzyszowie-2026-3-218x150.jpg)

















