Ma już tego serdecznie dość. Wcześniej próbowała w kilku innych firmach, ale za każdym razem się sparzyła. Zrezygnowana ma ochotę wyjechać za granicę, podobnie jak wielu jej znajomych.Anka mieszka w Tarnowie, niedawno skończyła szkołę. Ponieważ nie pochodzi z bogatej rodziny, natychmiast musiała znaleźć jakąś stałą robotę, żeby się utrzymać. Poza tym jest ambitna: nie wyobrażała sobie, by po zakończeniu nauki i zdobyciu zawodu wciąż jeszcze brać pieniądze od mamy.
– Od samego początku zderzałam się ze ścianą – opowiada. – Najpierw dowiedziałam się, że jest praca w „kebabach”, ale okazało się, że szefowa potrzebuje kogoś już z doświadczeniem. Tłumaczyłam jej, że skończyłam szkołę gastronomiczną, mam zawodowe przygotowanie i zrobienie kanapki nie jest dla mnie problemem. Do tego nie potrzeba specjalnego doświadczenia. Nic z tego. Nie dała się przekonać.
W końcu zaczepiła się w firmie telemarketingowej, która sprzedawała między innymi usługi internetowe.
– To była firma po przejściach, nowy właściciel przejął ją z długami, myśląc, że sobie poradzi. Oszczędzano w niej na wszystkim, ze szkoleniami pracowników łącznie, atmosfera była fatalna. Wiedziałam, że nie jestem przygotowana przez firmę do tej pracy i pewnego dnia stało się: sprzedałam klientowi dostęp do Internetu, podając nieumyślnie mylne informacje. Klientem był prawnik i rozpętał piekło. Bez zastanowienia zwolniono mnie dyscyplinarnie. Znajoma prawniczka poradziła mi, co zrobić. Złożyłam zawiadomienie do inspekcji pracy, a do sądu pozew o mobbing. Wtedy firma zaprosiła mnie do siebie, wycofała dyscyplinarkę i zaproponowała rozwiązanie umowy za porozumieniem stron…
Śmieciowe pieniądze
Kiedy Anka dowiedziała się, że pewien bank, który ma filię w Tanowie, poszukuje przedstawicieli, zgłosiła się bez wahania.
– Byłam naiwna. Myślałam, że to poważna firma. Bank jest znany, często reklamowany w telewizji, działa za granicą. Na miejscu dowiedziałam się, że musiałabym dojeżdżać do Bochni i pracować 5 godzin dziennie na jakiejś „śmieciówce” za śmieciowe wynagrodzenie – 540 zł. Przy czym dojazdy musiałabym pokrywać z własnej kieszeni. To ile by mi zostało na czysto? Na spotkanie przyszło wiele młodych bezrobotnych dziewczyn, które na tę okazję wyciągnęły z szafy swoje najlepsze ciuchy. Były tak samo zawiedzione jak ja.
W końcu trafiła tutaj – do firmy, która sprzedaje w mieście pieczywo. To mobilna sprzedaż w różnych punktach Tarnowa. Początkowo Anka się cieszyła.
– Myślałam tak: lepiej stać już przy ladzie na świeżym powietrzu niż w ciągłym gorącu przy kebabach. Znajoma z „kebabów” ma 800 zł na miesiąc, mnie tutaj dali 840 na rękę. Byłam optymistką. Niestety za wcześnie.
Anka codziennie wstaje około czwartej rano, by o 4.30 wsiąść na rower i dojechać z domu do miejsca, w którym ma ruchome stoisko. Zimą jest jeszcze ciemno. Po piątej melduje się już pan Kazio, kierowca z firmy, który rozwozi towar. Do godziny 10 lub 11 to szczyt zakupów; ludzie idąc do pracy, szkoły lub do sklepu, chętnie zaopatrują się w pieczywo.
– Dostałam umowę, oczywiście „śmieciówkę”, w której napisano, że mam sprzedać 300 sztuk pieczywa w ciągu miesiąca, a ja tę normę wyrabiam często w ciągu jednego dnia! Szef ciągle jednak jest niezadowolony, wykrzykuje, gdy nie udaje się sprzedać wszystkiego. Grozi, że jeśli będzie tak dalej, to przyjdzie się nam rozstać. Żeby wykonać plan, stoję więc nie po 5 godzin, ale niekiedy i po osiem, do ostatniej sprzedanej sztuki. Za każdy dzień mam 39 złotych brutto…
Chcecie otruć moją żonę?
Żeby wytrzymać w tej robocie, trzeba mieć zdrowe przede wszystkim nogi. Trzeba mieć siłę, aby wystać. Anka z podziwem parzy na starszy personel: schorowane emerytki i rencistki, które mają zusowskie świadczenia w wysokości 700 zł i brakuje im pieniędzy na lekarstwa. Uczepiły się tej pracy i trwają za wszelką cenę. Wiedzą, że dla nich jest to być może ostatnia szansa. Pokornie znoszą wszystkie niedogodności.
– Dobrze, że teraz są łagodne zimy, ale bywają dni, w których mimo ciepłej odzieży jestem przemarznięta. Dostaję skurczu nóg, ponieważ cały czas muszę stać i nie mogę doprosić się od firmy chociażby składanego krzesełka. Chyba będę musiała przynosić swoje…
Anka czas w pracy spędza przy drewnianym sfatygowanym wózku – prowizorycznej ladzie. Z wózka regularnie odpada kółko. Kiedyś odpadło na samym środku ruchliwej ulicy. Nie mogła sobie poradzić. Wózek waży 150 kilo. Jak go sprawnie przeciągnąć na drugą stronę drogi? Dopiero litościwy przechodzień pospieszył jej z pomocą. Wózek jest stary, przez szklane ścianki, mimo że zabezpiecza je silikon, przecieka woda, gdy pada deszcz. Krople spadają na towar, który wilgoci nie lubi.
– Któregoś dnia pewien pan ostro mnie obsztorcował. Krzyczał na całą ulicę: co pani sprzedaje, czy chce pani otruć moją żonę? Uważał, że sprzedałam jego małżonce złe pieczywo. Możliwe. Od pewnego czasu mam wrażenie, że firma miesza świeży towar z towarem z poprzednich dni, z tak zwanymi zwrotami. Nie mam na to wpływu.
Kasowy przekręcik
Anka dość prędko się zorientowała, że firma działa nieuczciwie, a jej szef prawdopodobnie należy do drobnych przekręciarzy. Dokładnie opisuje, jak kombinuje on z kasami fiskalnymi.
– Miałam polecenie, żeby jedną uruchamiać wcześniej, a drugą później, kazano mi też na kasę „wbijać” co drugi – trzeci sprzedany wyrób. Raporty kasowe zupełnie nie pokrywają się z końcowymi rozliczeniami. Trzymam na to dowody. Właściciel co tydzień ma na moim stoisku 3,5 tys. zł utargu.
Dziewczyna zbiera dowody, gdyż nie jest pewna, czy ktoś – gdy sprawa z kasami w końcu się rypnie – nie będzie chciał jej w coś wrobić. Dowody to święta rzecz. Ma również nagranie rozmowy z rozwożącym towar panem Kaziem, który każdego dnia proponował jej randkę. Nakłaniając do spotkania po pracy, odgrywał rolę szarej eminencji w tej firmie, która wszystko może. W swoich męskich zaczepkach był uporczywy, lecz nieskuteczny. Brak skuteczności odwzajemnił złośliwym podrzucaniem poturbowanego pieczywa.
– Obawiałam się, że za uszkodzone pieczywo cała wina spadnie na mnie i będę musiała pokryć szkody. O to chodziło. Dziś na szczęście z panem Kaziem mam spokój, ale wiadomo mi o jakiejś dziewczynie z pracy, która przeżywała z nim podobne problemy. Potem, gdy się poskarżyła, zwolniono ją, lecz ona nie miała żadnych dowodów na końskie zaloty. Ja mam.
Ankę zdziwiło również, że gdy przyjmowali ją do pracy, nikt nie żądał badań z sanepidu. Jeszcze dziwniejsze było, gdy książeczka zdrowia zatrudnianej w tym samym czasie koleżanki najpierw była pusta, a potem wróciła z lekarskimi adnotacjami, mimo że koleżanka nie robiła żadnych badań.
Wyjeżdżam stąd
– Młodzi ludzie w Polsce często nie mają wyboru. Biorą pracę jakąkolwiek, za grosze. Przyglądają się temu dziadostwu, które tam zastają, i tracą nadzieję. Ale czy w Tarnowie, nie mając odpowiednich znajomości, można liczyć na coś lepszego? – pyta retorycznie Anka.
Z pracy wraca koło południa lub później w zależności od tego, w jakim tempie schodził towar. Potem odpoczywa w domu, je obiad i wybiera się do drugiej pracy. Niedawno przyjęła ją jedna ze spółek pożyczkowych. Wraca wieczorem, spojrzy jeszcze na telewizor i zaraz kładzie się spać; o 4 rano znów zadzwoni budzik. I tak każdego dnia. Rozkosze młodości…
Już nieraz chciała odmienić swoje życie, ale nie wymyśliła niczego oryginalnego. Któregoś dnia postanowiła, tak jak wielu jej znajomych z Tarnowa, wyjechać za pracą do Anglii.
– Niech nikt nie myśli, że czekają tam na człowieka same frykasy. Jednym się udaje bardziej, innym mniej. Dużo zależy od szczęścia. Mnie nie za bardzo dopisało. Na początku zajmowałam się roznoszeniem ulotek nawołujących do pomocy dla byłych angielskich żołnierzy. To była jakaś akcja humanitarna. Nachodziłam się, przemierzyłam na nogach dziesiątki kilometrów, ale mi nie zapłacono. Potem pracowałam w fabryce kanapek, też bez większego powodzenia. Były okresy, w których nie dostawałam pensji. Wróciłam do Tarnowa…
Wróciła i znów szukała szczęścia. Nie znalazła. Teraz ponownie rozważa wyjazd. Tym razem do Niemiec. Myśli o zbiorze truskawek początkiem lata. Jej znajomi za kilka tygodni pracy zarobili około 2 tys. euro. To kusi.
– To moja kolejna próba. Pojadę do Niemiec i jeśli tylko moja mama będzie dochodzić do zdrowia po operacji, która ją czeka, zostanę już tam na dłużej. Zacznę od truskawek, później poszukam czegoś stałego. Nie wrócę tutaj szybko, bo nie ma do czego. Może teraz wreszcie mi się uda?…
























