
Kazimierz stracił klientów. Pana Krzysztofa pobił 40-latek, bo nie podobała mu się gazeta, którą czytał. Justyna pokłóciła się z matką tak bardzo, że ta kazała jej wynosić się z domu, a pani Alicja została potępiona przez sąsiadów, ponieważ powiesiła koło domu tęczową flagę.
„Nie” leżało obok „Wyborczej” i „Naszego Dziennika”
Kazimierz prowadzi niewielki sklepik, w którym kupić można artykuły przemysłowe, papierosy i prasę. – Zyski z nóg nie zwalają, ale do emerytury jeszcze tylko dwa lata, więc muszę jakoś ten wózek ciągnąć. W moim wieku o nowej pracy mogę tylko pomarzyć – mówi handlowiec.
Klienci go lubią, zawsze coś doradzi, a przy dużych zakupach mogą liczyć na rabat albo jakiś gratis. Przychodzą też tacy, zwłaszcza emeryci, którzy potrzebują porozmawiać, czymś się pochwalić, czy wyżalić. – Codziennie mam bezpłatny dostęp do świeżej prasy, więc czytam, bo polityka i to, co dzieje się w kraju, bardzo mnie interesuje. Jeszcze do niedawna na największej półce miałem wyłożone wszystkie gazety. „Nie” leżało obok „Wyborczej”, „Naszego Dziennika” i „Gazety Krakowskiej”. Tak było wygodniej: kupujący zabierał prasę, ja liczyłem, ile ma zapłacić. Kilka miesięcy temu weszła do sklepu pewna pani – zresztą moja stała klientka – i zarzuciła mi, że nieprzyzwoitością jest, aby katolickie pisma leżały obok obrazoburczych gadzinówek. W złości zrzuciła nawet kilka gazet z półki. Wprost mnie zamurowało; nie mogłem uwierzyć w to, co właśnie się działo. Pani nic nie kupiła i powiedziała, że jej noga więcej w moim sklepie nie postanie. Jak powiedziała, tak zrobiła, nie widziałem jej już dawno. Nawet gdy raz spotkałem ją na ulicy, nie odpowiedziała na moje powitanie.
Czuję się jak za komuny
Na tej jednej klientce się nie skończyło. – Po tamtym zajściu zauważyłem niepokojące zachowania kilku innych kupujących. Wypytywali mnie o moje polityczne poglądy albo o to, czy nie wstyd mi sprzedawać „Nie” Urbana. Po pewnym czasie te osoby przestały u mnie kupować – relacjonuje Kazimierz.
Sklep przemeblował, przy wejściu i na ladzie ułożył katolickie i prawicowe pisma oraz krzyżówki. Ogólnopolskie dzienniki leżą na stojaku za ladą, a „Nie” schowane jest pod jedną z półek. – Czuję się jak za komuny, kiedy niemile widziane było otwarte głoszenie poglądów sprzecznych z linią władzy. Może stchórzyłem, ale nie mogę pozwolić sobie na utratę kolejnych klientów. O polityce z nikim już nie rozmawiam; nawet jak ktoś mówi o swoich zapatrywaniach, potakuję i nie odzywam się. Nie ukrywam jednak, że to, co dzieje się z ludźmi; to, jak są podzieleni i poróżnieni, bardzo mnie zastanawia i boli jednocześnie – mówi ze smutkiem Kazimierz.
Czytałem „Wyborczą”, dostałem po głowie
Pan Krzysztof ma prawie 70 lat, mieszka sam. Jest emerytowanym nauczycielem; polityką się pasjonuje, zarówno tą krajową, jak i międzynarodową. Dużo czyta. – Często wychodzę z domu, siadam na ławce przed blokiem. Zawsze spotkać tam można jakiegoś sąsiada, porozmawiać o pogodzie czy polityce. Na wypadek gdyby nikt do rozmowy się nie trafił, biorę gazety i czytam na słońcu. Tak było też wtedy, gdy pobił mnie podpity osiłek – jeden z moich sąsiadów – bo nie podobał mu się tytuł artykułu, który miałem w rękach – opowiada mężczyzna.
Zaczęło się niewinnie. Sąsiad pana Krzysztofa przysiadł się do niego i zagaił o pogodzie, wyraźnie czuć było od niego alkohol. – Kiedy tematy do rozmowy się skończyły, zwrócił uwagę na moją gazetę; poczerwieniał na twarzy, nie wiem czy ze złości, czy od wypitych piw. I zaczął krzyczeć, że jak Tusk chciałbym oddać Polskę w niemieckie ręce, że jestem sprzedawczykiem, a w moim wieku to do kościoła powinienem chodzić i do grobu się szykować. Odebrał mi pismo, podarł je na kilka kawałków i jeszcze głośniej zaczął się wydzierać, że „Wyborcza” to wymysł diabła, a pracujący w niej to k…wy i złodzieje. Spokojnie zacząłem temu panu tłumaczyć, że jak nie ma ochoty, to niech jej nie czyta, ale pozwoli robić to innym. W międzyczasie obok bloku zrobiło się już małe zbiegowisko, wstałem z ławki i chciałem wrócić do mieszkania. Wtedy złapał mnie jedną ręką za ramię, a drugą z całej siły uderzył mnie w głowę. Kiedy upadłem na ziemię, kopnął mnie jeszcze w nogę. Na szczęście w porę ludzie go odciągnęli, bo nie wiem, jakby się to skończyło. W starciu z takim osiłkiem nie miałem szans.
Kondycją naszego społeczeństwa jestem przerażony
Pan Krzysztof trafił na pogotowie, bolała go głowa i noga, miał siniaki.
– Kilka godzin później córka wezwała policję; spisali protokół i nazwiska świadków. A dwa dni później przyszła do mnie zapłakana żona napastnika i błagała, abym wycofał zawiadomienie. Powoływała się na to, że mają czwórkę dzieci, ona nie pracuje i nie będą mieli pieniędzy, aby się bronić w sądzie. I wie pani, co zrobiłem? Pojechałem na komendę i powiedziałem, że nie chcę, aby go ścigali. Po co mi na starość włóczenie się po sądach? Ale kondycją naszego społeczeństwa jestem przerażony. Zdaję sobie sprawę, że opinia akurat tego pana nie powinna mnie przytłaczać, jednak wiem doskonale, iż jego zacietrzewienie podziela wielu, bardzo wielu ludzi – dopowiada pan Krzysztof.
Nie chodzą do kościoła i są egoistkami
37-letnia Justyna jest pielęgniarką. Samotnie wychowuje kilkuletnią córeczkę, do niedawna mieszkały z jej matką.
– O politykę ostro spierałyśmy się od zawsze, ale dyskusje kończyłyśmy zawieszeniem broni, mimo że każda zostawała przy swoim zdaniu. Tak było jednak do ostatniej wielkiej kłótni. Pewnego dnia wróciłam do domu po dyżurze; mama czytała akurat jakiś artykuł potępiający kobiety za to, że tak mało dzieci rodzą. No i zaczęła głosić, że inaczej by było, gdyby chodziły do kościoła i nie były egoistkami. A pod moim adresem rzuciła, że gdybym się nie rozwiodła, też mogłabym urodzić jeszcze kilkoro dzieci. Zabolało, wiedziała przecież dlaczego rozstałam się z mężem – był pijakiem i niemal codziennie mnie bił, nawet jak byłam w ciąży. Odpowiedziałam tylko, żeby nie zajmowała się cudzymi sprawami i pozwoliła żyć każdemu tak, jak tego chce. Rozjuszyło ją to strasznie; wykrzyczała mi w twarz, że to ona zajmuje się domem i pilnuje mi dziecka, a ja taka niewdzięcznica. A jak mi się nie podoba, to żebym się z jej domu wynosiła – wspomina Justyna.
Mam prawo żyć po swojemu
Następnego dnia wynajęła mieszkanie, spakowała się i wyszła. – Mama bardzo mi pomogła: zajmowała się małą, mogłam pracować i skończyć studia. Ale nie mogłam pozwolić, aby zawładnęła moim umysłem i poglądami. Zresztą to, co zrobiła mojej córce, też mi się bardzo nie podoba. Ciągle straszyła ją, że jak czegoś nie zrobi, pójdzie do piekła. Mała nie rozumiała, o co chodzi babci, ale się bała. A ja nie chcę, żeby moje dziecko wychowywane było w strachu. Mama krzyczała, że nie chodzę do kościoła; stale podsuwała mi jakieś katolickie pisemka, a ja po przeczytaniu samych tytułów już miałam dość. Chcę żyć po swojemu i mieć prawo wygłaszać poglądy, jakie mi się podobają.
Mój wnuk jest homoseksualistą
Pani Alicja mieszka w małej wiosce i wielkim ciosem było dla niej wyznanie wnuka. – Coś tam słyszałam w radiu, oglądałam w telewizji, ale żeby w moim domu? O Patryku sąsiedzi plotkowali od dawna, że nie ma dziewczyny, że ktoś go w niedalekim mieście widział z jakimś starszym mężczyzną. Ja go o to nie pytałam, bo brakło mi odwagi. To mądry chłopak; studiuje prawo, wychowałam go od pieluch; jest moją dumą, wszystkim, co mam na starość – mówi 72-letnia pani Alicja.
Jedyna córka pani Alicji po urodzeniu chłopca zrzekła się praw rodzicielskich i wyjechała za granicę. – To był dla mnie wielki dramat. Przepłakałam miesiące zanim wzięłam się w garść. Razem z mężem zostaliśmy rodziną zastępczą dla Patryka, na kilka lat zrezygnowałam z pracy. Ale on cudownie się nam za to odwdzięczał: dobrze się uczył, nie mieliśmy z nim problemów. Byliśmy tacy szczęśliwi gdy zdał maturę i dostał się na wymarzone studia. W tamtym roku przyjechał i już w progu oświadczył, że musi z nami poważnie porozmawiać. Wyjawił, że jest homoseksualistą; od dwóch lat mieszka ze swoim chłopakiem. Mąż wstał zza stołu i przytulił nasze dziecko do serca. Zrobiłam to samo i powiedziałam, że chętnie poznamy jego wybranka. I to właśnie wtedy, przed ich przyjazdem, powiesiłam przed domem tęczową flagę. Uznałam, że to będzie najlepszy sposób na to, aby o orientacji Patryka poinformować sąsiadów – wyznaje pani Alicja.
Większość wsi potępiła i flagę, i Patryka. – Niektórzy pluli mi pod nogi, krzywili się, pokazywali obsceniczne gesty; raziło mnie to, ale chłopak jest dla nas ważniejszy, wspieramy go we wszystkim co robi. Rówieśnicy i dawni koledzy ze szkoły dalej się z nim przyjaźnią, a starzy to niech sobie myślą, co chcą. Ich zdania i tak nie zdołam zmienić – śmieje się pani Alicja.
# TEMI, Publicystyka, współcześni Polacy, Gazeta Wyborcza, Nasz Dziennik, nienawiść, pobicie, podzielenie, poglądy polityczne, zacietrzewienie, kłótnie, kościół, egoizm, rozwód, homoseksualizm, homoseksualizm, polaryzacja























