Pies pozdrawiający rowerzystów
W rodzinie Dariusza Zaroda, fotografa i filmowca, z zawodu nauczyciela, pies jest od pięciu lat. Typowy golden retriever – wcielenie łagodności i dobroduszności.
– Wszystkie odwiedzające nas dzieci uwielbiają się do Azy przytulać, czesać, a najchętniej szyłyby jeszcze dla niej ubranka – śmieje się właściciel pupila. – Aza uwielbia towarzystwo zarówno mniejszych czy większych ludzi, jak i innych zwierząt. Od kilku dni nawiązuje przyjazne relacje z naszą nową kotką Lusią, czasem obawiamy się, że jej ogon może nie wytrzymać tego radosnego machania.
Pies Dariusza Zaroda jest prawdziwą, choć dyskretną duszą towarzystwa, ma zwyczaj kłaść się w środku przyjęcia przed wybranym gościem i wpatrywać się w jego oczy z nieskrywanym uwielbieniem. Najbardziej czeka na dźwięk trzech słów: idziemy na spacer. Reaguje wtedy nawet na szept, a gdy pan zbyt długo stuka w klawiaturę komputera, patrzy na niego niemal pytająco: kiedy się mną zajmiesz?
– Największą frajdę sprawia Azie kąpiel w Dunajcu, zanurza się wtedy po szyję i siedzi w przepływającej wodzie, kontemplując otoczenie. Dla mnie to najlepsza okazja do fotografowania, choć najbardziej efektownie wygląda w ruchu z rozwianym pióropuszem ogona – opowiada tarnowianin. – Kiedyś kochała spacery nad naszym morzem i pościgi za mewami, ale stwierdziliśmy, że długa podróż samochodem jest dla niej zbyt męcząca i stresująca. Szczeka bardzo rzadko z sobie tylko znanych powodów, na przykład kiedy drogą przejeżdża rowerzysta. Myślę, że to z jej strony rodzaj pozdrowienia, bo na pewno nie agresja.
Dariusz Zaród nie podziela tezy, że każdy dobiera sobie zwierzęta o charakterze podobnym do własnego, choć nieraz mawia z żoną, że jeżeli przypadkiem mieliby stać się zwierzakami, to w domu byłyby …trzy golden retrievery.
Podobni z twarzy, chodu, charakteru
Bożena Grodny‑Wilk, przewodnicząca Okręgowej Rady Pielęgniarek i Położnych w Tarnowie, miała dwa psy, które zdecydowanie różniły się nie tylko wyglądem, lecz również osobowością. Diana, duży owczarek szkocki collie, była bardzo karna i zdyscyplinowana, mogła spacerować bez smyczy przy nodze, nie odchodząc ani na krok. Natomiast Era, czarno‑srebrna miniaturka sznaucera, jest zupełnie jak małe dziecko.
– Delikatna, potrzebuje opieki, troski i zabawy. Gorzej się uczy, nie jest zdyscyplinowana i mówiąc szczerze, trudno ją traktować poważnie. Ma swoje zdanie, jak chce, to przyjdzie, a jak jej się nie podoba, to nie zareaguje. Nie można na nią krzyknąć albo się pogniewać, zrobi smutną minkę i spuści ogonek, a człowiek wszystko jej wybaczy – opowiada pani Bożena. – Erę przywieźliśmy z hodowli w Wejherowie, jej rodzice byli championami. Pies miał wadę zgryzu i nikt nie chciał go kupić, bo nie mógł uczestniczyć w wystawach. Nam na tym nie zależało, Era miała sześć tygodni, gdy przywieźliśmy ją do domu. Kiedy była mała i chodziliśmy z nią na spacery, mąż żartował, że nie wiedział wcześniej, iż kobiety tak bardzo zachwycają się psami, bo mógłby podrywać na nie dziewczyny. Faktycznie przechodzące obok panie potrafiły porzucić wszystkie siatki, by głaskać psa i mówić, jaki jest cudny, a Era pozowała i robiła słodkie miny.
Teraz sznaucer rozpoczyna 12. rok życia i wciąż sprawia wiele radości.
– Pies i właściciel na pewno upodabniają się do siebie. Czasem na ulicy spotykamy człowieka, który ma podobny chód do swojego pupila, przypomina go z wyrazu twarzy, z podobnych cech charakteru i upodobań. Mam koleżankę, która nosi długie proste włosy, a jej pies york też ma takie. Są psy, które lubią leżeć na kanapie jak ich właściciel, inne potrzebują sobie pobiegać podobnie jak ich pan. Ludzie często szukają psów z usposobienia pasujących do ich przyzwyczajeń. Moja Diana biegała przy rowerze, a Era lubi spacery – dodaje szefowa ORPiP, przyznając, że sama bardziej podobna była chyba do swojego pierwszego ulubieńca, który był zdecydowany i poukładany.






















