Podobno domowe zwierzaki dobieramy do własnej osobowości i charakteru. Czy to oznacza, że blondynki gustują w niewielkich yorkach, a tylko prawdziwi macho mają rotwailery? – To nie do końca prawda – przekonują tarnowianie posiadający czworonożnych przyjaciół.
Pies czy kot? Z rodowodem czy nierasowy? Według naukowców odpowiedzi na te pytania wiele mówią o naszej osobowości. Zwierzęta wybieramy bowiem jak przyjaciół – na podstawie własnego charakteru. Osoby deklarujące sympatię do psów zwykle mają ekstrawertyczną naturę, są ugodowe i sumienne. Z kolei miłośnicy kotów bywają bardziej kreatywni i żądni przygód. Naukowcy poszli nawet krok dalej i udowodnili, że posiadane zwierzę może świadczyć także o tym, jak … głosujemy w wyborach. Pytani przez nas tarnowianie – posiadacze zwierząt domowych, mają na ten temat różne zapatrywania.
Kot, który chce pisać
Ulubieniec domu posłanki Urszuli Augustyn to czarny kot o imieniu Don Pedro, przypominający tajemniczego szpiega z krainy deszczowców, bohatera starej kreskówki dla dzieci. Pewnego dnia przybłąkał się do mieszkania i już w nim pozostał.
– W tym roku skończy 14 lat. Gdyby przeliczyć jego kocie lata na nasz wiek, to okazałoby się, że ma już uprawnienia emerytalne. Dlatego, jak na emeryta przystało, jest bardzo spokojnym, stonowanym starszym „panem”, który ma się świetnie i niczym się nie przejmuje. Nawet nie drażni go przelatująca obok mucha, choć wcześniej był w stanie zdewastować pół mieszkania, by ją złapać. Dzisiaj patrzy na otoczenie z dystansu. Bardzo przypomina mi jedną z postaci bajki o czarnym i białym kotku – Filemonie i Bonifacym. Nasz kot to zdecydowanie Bonifacy, bo pasuje do niego zarówno kolor, jak i rezerwa do świata. Lubi się łasić i uwielbia pieszczoty. Podobno głaskanie kota uspokaja, ale do tej pory nie doszliśmy do tego, czy działa to na zwierzaka czy głaszczącego. Możliwe, że na obojga – śmieje się posłanka.
Kiedy Don Pedro był młodszy, uwielbiał siadać na monitorze komputera, a jeśli jego pani nie zwracała uwagi, zasłaniał łapą albo merdającym ogonem cały obraz. Urszula Augustyn lubi notować coś ręcznie na papierze lub ołówkiem na tablecie i bywa, że ma problem, bo czarny piękniś też chciałby coś napisać. Gdy siedzi u swojej pani na kolanach, za wszelką cenę próbuje jej zabrać ołówek.
– Dlaczego kot? Na razie nie zdecydowaliśmy się na psa, weźmiemy jakiegoś ze schroniska, gdy oboje z mężem pójdziemy na emeryturę, bo wtedy będziemy mogli poświęcić mu czas. Kot jest zwierzęciem, które nie wymaga aż tak dużej naszej obecności i potrafi sam gospodarzyć w domu. Bywa jednak obrażony, gdy na długo zostaje pozostawiony. Daje nam to odczuć, czego efektem są choćby pogryzione łydki – dodaje nasza rozmówczyni.























