Niektórzy zarzucają policji bezczynność i ignorancję w tej sprawie. Policja odpiera zarzuty, twierdząc, że dopełniła wszystkich obowiązków.
Jedna z gazet ogólnopolskich oskarża policję, że w przeszłości nie reagowała w odpowiedni sposób na sygnały płynące od kierowców przejeżdżających autostradą A4 w okolicach Tarnowa. Powołując się na informacje zawarte w aktach sądowych, dziennikarze zwrócili uwagę na istotny wątek w tej sprawie. Na kilka miesięcy przed śmiercią kierowcy funkcjonariusze mieli zgłoszenia od innych kierowców twierdzących, iż podczas przejazdu w pobliżu wiaduktów w rejonie Biadolin na ich samochody posypały się fragmenty lodu, a nawet kamienie. Takich zgłoszeń było przynajmniej trzy.
Według ustaleń dziennikarzy, policjanci zlekceważyli problem. Ograniczyli się do spisania notatek służbowych, a w jednym tylko przypadku podjęli czynności sprawdzające. Z tym jednak, że pomylili wtedy wiadukty oddalone od siebie o 10 km.
Do kwestii tej odniósł się także sąd. W uzasadnieniu wyroku dla sprawców tragedii w Biadolinach znalazł się fragment: „Gdyby wcześniej podjęto bardziej energiczne działania prewencyjne, być może uniknięto by tej tragedii”.
Tarnowska policja broni się przed tym zarzutem. Olga Żabińska, rzeczniczka Komendy Miejskiej Policji, przedstawia inną wersję wydarzeń.
– Przeanalizowaliśmy całą dokumentację odnoszącą się do tej sprawy za okres od 1 grudnia 2012 roku aż po dzień, w którym zaistniał tragiczny wypadek, czyli 21 lutego 2013. W tym czasie otrzymaliśmy cztery zgłoszenia od kierowców przejeżdżających autostradą A4, którzy twierdzili, że coś posypało się na ich pojazdy, gdy znaleźli się w pobliżu wiaduktów. Były to jednak zdarzenia, które obejmowały różne miejsca na odcinku A4.
Olga Żabińska zaznacza, że w dwóch przypadkach ustalono, że na pojazdy mogły spaść lodowe sople, które samoistnie oderwały od elementów wiaduktów.
– Badaliśmy też przypadek kierowcy, który zgłosił nam, że ktoś zrzucił coś twardego na maskę jego samochodu. Ponieważ do zdarzenia doszło na odcinku, który położony jest już w granicach powiatu brzeskiego, sprawa została przekazana tamtejszej policji.
W czwartym przypadku znanym tarnowskim funkcjonariuszom doszło do uszkodzenia samochodu wskutek zrzucenia na niego kawałków lodu lub kamieni.
– Kierowca, który wcześniej przebył dłuższą trasę, nie umiał określić, gdzie mogło dojść do zdarzenia. Nie był w stanie dokładnie go opisać, nie widział ewentualnych sprawców. Ostatecznie zrezygnował ze złożenia zeznań, informując, że szkody, do których doszło w jego pojeździe, pokryje z własnej polisy ubezpieczeniowej AC.
Policja oskarżana o bezczynność
REKLAMA
REKLAMA
























