Do poradni leczenia uzależnień alkoholowych trafia coraz więcej kobiet w różnym wieku. Najmłodsze mają nawet mniej niż dwadzieścia lat, najstarsze więcej niż sześćdziesiąt. Po pijanemu łatwiej zapomnieć o kłopotach, po kilku głębszych myśli przestają krążyć wokół bolesnych przeżyć i wspomnień, a świat wokół nabiera weselszych barw. Ale następnego dnia, kiedy dopada ból głowy i wracają natrętne myśli, znowu trzeba się napić.Jest mitem stwierdzenie, że kobiety piją mniej od mężczyzn. Piją równie często, łatwiej popadają w alkoholizm i o wiele trudniej jest im z nałogu się wyzwolić. Pijane chodzą do pracy, załatwiają interesy, siadają za kierownicą i latami potrafią to umiejętnie ukrywać.Podkrążone z przepicia i niewyspania oczy nietrudno ukryć pod grubą warstwą makijażu czy pod ciemnymi okularami. Mężowie i partnerzy są zdumieni, gdy odkrywają, że kobiety, z którymi od dawna zamieszkują pod jednym dachem, zdrowo popijają.
Marta prowadziła dużą firmę, którą przejęła po ojcu. Kontrakty, wyjazdy, terminy, kilkunastu pracowników. – Wszystko musiało być na wczoraj, setki telefonów, nadzór nad całą firmą zajmowały mi cały dzień i dużą część nocy. Nie miałam czasu, aby cieszyć się nowym domem, córkę widywałam dwa razy w tygodniu, a męża, który postanawiał czasem na mnie czekać, zastawałam śpiącego na kanapie przed telewizorem – wspomina kobieta. Przez pierwszych kilka lat takie tempo pracy i zarabiane pieniądze sprawiały jej przyjemność i nawet ciąża nie zatrzymała jej ani na chwilę. Tydzień po porodzie już była w swoim biurze. – Pewnego dnia weszłam do domu i zdziwiłam się, że moja córeczka jest już taka duża. I było mi żal, bo dziecko ze wszystkim uciekało do ojca, prawie wcale nie zwracając na mnie uwagi. Mąż wydawał się daleki, nie było między nami dawnego ciepła.
Ale pęd do pomnażania rodzinnej fortuny był silniejszy, wychodziła do pracy i nie miała czasu myśleć o rodzinie, tłumaczyła sobie, że wszystko robi dla nich. Zaplanowała, że da z siebie wszystko jeszcze dwa, trzy lata, a potem z mężem i dzieckiem będą zwiedzać świat. Ale w jej prowadzonym perfekcyjnie kalendarzu nagle coś przestało się zgadzać. Okazało się, że po jednej z nielicznych wspólnych nocy z mężem zaszła w niespodziewaną ciążę. – Tadeuszowi nic nie powiedziałam, po kilku tygodniach zmagań ze sobą postanowiłam pojechać do Wiednia na zabieg. Nie była to łatwa decyzja, ale innej być nie mogło – kiedy miałam znaleźć czas dla dziecka? Już z drogi dzwoniłam do męża, chciałam mu powiedzieć, ale nie odebrał telefonu. Po kilku miesiącach myśli o dziecku powróciły jak natrętne muchy, w firmie działo się coraz gorzej, Tadeusz warczał na nią, a ojciec ciągle krytykował. Była u kresu wytrzymałości.
Marta nigdy nie piła alkoholu, nie dlatego, że jej nie smakował, ale nie miała na to czasu. Na firmowym spotkaniu opłatkowym wypiła kilka lampek szampana, po powrocie do domu wypiła jeszcze szklaneczkę szkockiej.– Uświadomiłam sobie, że po raz pierwszy od niepamiętnych czasów niczego się nie boję, nie zastanawiam się, co w firmie i czy jutro zdążę ze wszystkim. W nocy dobrze spałam, nie budząc się z lękiem co dwie godziny…
Po kilku dniach, po podpisaniu kolejnego sporego kontraktu, znowu był szampan. I znowu pojawił się ten luz i uśmiech. Od tamtej pory Marta już nie potrzebowała ani okazji, ani towarzystwa, żeby się napić. – Po ciężkim dniu, a takie były wszystkie, wyciągałam butelkę. Najpierw szklaneczkę, po pewnym czasie, aby zasnąć, potrzebne były już dwie…
Firma przeżywała poważny kryzys, nie pomogły rady ojca ani zaciskanie pasa, musiała zwolnić część pracowników. – W czasie każdej rozmowy czułam, jak serce mi się rozrywa, znałam tych ludzi od dziecka, wiedziałam, że to oni zbudowali tę firmę, niektórym tylko kilka lat brakowało do emerytury. Ale udawałam twardzielkę, a wieczorami piłam coraz więcej, urządziłam osobną sypialnię, tłumacząc mężowi, że nie chcę go budzić, wracając o różnych porach z pracy. Rano kawa, krople do oczu, tabletki uspokajające i obowiązkowo makijaż. W firmie nerwówa, o klientów coraz trudniej, brakowało pieniędzy na wypłaty… Ale wieczorami siadałam z kieliszkiem i łapałam oddech, a wódki potrzebowałam coraz więcej. Dopiero jak kompletnie się upiłam, mogłam zasnąć.Po jednej z takich pijackich nocy w drodze do pracy zatrzymali ją policjanci. Wynik zaskoczył ją bardzo, miała ponad promil, straciła prawo jazdy. Po całym mieście rozeszła się wieść, że nawalona bizneswoman nie mogła wysiąść z auta. Ale i to nie potrząsnęło Martą zbyt mocno, firma się rozpadała, nie przejmowała się plotkami.– Uderzenie poczułam dopiero w chwili, gdy dostałam z sądu pismo informujące, że Tadeusz wystąpił o rozwód i o wyłączną opiekę nad dzieckiem. Nawet w najczarniejszych chwilach myśl, że mogłabym ich stracić, nie przychodziła mi do głowy. Ale zdałam sobie sprawę, że dla rodziny nie jestem nikim ważnym. Zgodziłam się na separację, Tadeusz zabrał dziecko i zostawił mnie samą w wielkim, nikomu niepotrzebnym domu. Nie było już przed kim ukrywać się z piciem, a powodów do picia było coraz więcej. Chlałam na umór, wychodziłam do knajpy na parę szybkich, z butelką szłam do łóżka.
Opamiętała się po jednej z alkoholowych eskapad, po której nie mogła wstać przez cały następny dzień. Po sześciu latach pijaństwa zapisała się na kurację, dostała leki od psychiatry, zamknęła się w domu, zarządzanie upadającą firmą przejął ojciec. – Nie ma dnia, żebym nie miała ochoty się napić, wiele razy złamałam daną sobie obietnicę i pociągnęłam z flaszki. Oddala mnie to od powrotu do pracy i do rodziny, ale wódka jest silniejsza. Na terapię chodzę od półtora roku, a czuję, że stoję w miejscu. Sąsiedzi i znajomi patrzą na mnie z politowaniem, łatwiej stawić im czoła, gdy myśli i uczucia przytępione są alkoholem. Wiem, że czeka na mnie rodzina, ojciec odbudowuje firmę, ale droga do normalności nie skraca się…
























