Zbieracze przetrwali „rewolucję”

0
zbieracze
zbieracze
REKLAMA

Dorobiony klucz
Przez długie lata byli stałym elementem osiedlowego pejzażu w Tarnowie. Przyjeżdżali rowerami, na których znajdowało się mnóstwo wypełnionych reklamówek, albo dwukołowymi wózkami. Chodzili od zsypu do zsypu, od altanki śmieciowej do altanki.
Dzisiaj nie są już tak widoczni. Zsypy w wieżowcach i altanki śmieciowe zostały przez zarządców pozamykane, a klucze mają mieszkańcy.
My poznaliśmy pana Romana, emeryta, który co 2‑3 dni przyjeżdża na największe osiedla, aby szukać cennych odpadów. Twierdzi, że dorabia sobie do 900‑złotowej renty. Po namyśle zgadza się na krótką rozmowę.
– Zauważyłem, że pan otworzył sobie zsyp kluczem. Skąd go pan ma?
– Znajomy, który mieszka w tym bloku, dał mi swój klucz i sobie dorobiłem. On ma do mnie zaufanie. Wie, że tylko popatrzę w pojemniki i nie narobię bałaganu, ani nie podrzucę tu śmieci ze swojego domu.
– Coś mi się wydaje, że ma pan więcej takich kluczy…
– …
– Czego konkretnie pan szuka w zsypach i altankach?
– Tego, co zawsze. Puszek, jakichś metali, domowego sprzętu w dobrym stanie.
– Puszek i metali? One teraz trafiają do specjalnych pojemników.
– Nie wszystkie. Po tych śmieciach, które tu są, najlepiej widać, że wielu ludzi z osiedla mało przejmuje się segregacją. Wszystko idzie do jednego kubła. I ja te puszki tutaj wynajduję.
– Już bardzo niewielu zbieraczy zagląda w te miejsca, pan jest chyba jednym z ostatnich. W przeszłości chodziliście nawet nocą, z hukiem otwierając metalowe drzwi do zsypów i budząc mieszkańców.
– To prawda. Kiedyś była między nami ostra konkurencja. Nocą wychodziło się na miasto i odwiedzało zsypy i śmietniki. Kto pierwszy, ten lepszy. Największe łowy były z niedzieli na poniedziałek, po weekendzie, a przed porannym wywozem śmieci. Teraz częściej zagląda się do pojemników na ulicy, w których są przebrane odpady. Często na takich jak ja czeka gotowizna.
– Nie wolno zabierać odpadów z pojemników. To w świetle prawa kradzież. Śmieci stały się własnością gminy.
– Wie pan co? Niech pan lepiej napisze o władzy, która kradnie. I na pewno nie są to śmieci.
– Długo pan się zajmuje takim zbieraniem? Znalazł pan coś szczególnie cennego?
– Od kilku lat tak sobie chodzę. Kiedyś na Falklandach znajdowałem komórki starszego typu w dobrym stanie, jedną wziął ode mnie komis. Była też sprawna jeszcze, ruska lodówka, kolega pomógł mi ją wywieźć z osiedla. Sprzedałem ją za parę złotych facetowi, który ma domek na działce. Nie mówiłem mu, że lodówka była już w zsypie, bo może by mu zbrzydła. Ale lodówka jest w porządku, ciągle działa.

 Czy „rewolucja śmieciowa”, która dokonała się w minionym roku, zdążyła wymieść z tarnowskich osiedli drobnych zbieraczy surowców wtórnych? Okazuje się, że nie do końca. Niektórzy nawet, jak się wydaje, mają teraz ułatwione zadanie. W pojemnikach czekają na nich posegregowane odpady, w tym takie, którymi nie wzgardzi żaden punkt skupu.
Krzysztof Kluza, dyrektor Tarnowskiego Organizatora Komunalnego, na pytanie o zbieraczy odpadów z osiedli odpowiada:
– Na pewno nie ma u nas takich sytuacji, by ktoś z pojemników wywoził odpady samochodami. Nie obserwujemy zorganizowanych grup zbieraczy. Czasem mamy podejrzenia, że ktoś mógł się zjawić przed firmą wywozową, lecz na razie nie powiadamialiśmy policji. Trudno ustalić, ile i co zginęło z pojemnika i jaką przedstawiało to wartość. Można się zastanawiać, ile mogą kosztować śmieci…
Pracownicy niektórych punktów skupu surowców wtórnych potwierdzają, że drobni osiedlowi zbieracze nie wyginęli w nowych warunkach. Nawet mają łatwiej niż wcześniej, przed śmieciową rewolucją.
– Przychodzili i nadal przychodzą do nas ludzie ze złomem. Słychać, że niektórzy nie muszą grzebać w śmieciach, bo w kolorowych pojemnikach od razu znajdują to, czego szukają. Śmieci są teraz posegregowane – mówi pani pracująca w skupie metali Złomrex Metal przy ul. Studniarskiego. – Jak byłam zatrudniona w Rzeszowie, też tych zbieraczy nie brakowało. Tyle że ceny surowców są teraz niższe i to nie zachęca.
W punkcie za kilo złomu cienkiego płaci się 62, a grubego – 72 grosze. Nie było jak za czasów, gdy Chiny przygotowywały olimpiadę w 2008 r. i były w okresie wielkiego popytu na stal. Wtedy złom w Polsce też znacznie podrożał.

REKLAMA (3)

 Trzeba żyć
– Są, są, odwiedzają nas regularnie – mówi o zbieraczach pracownica ze skupu Your Partner przy ul. Kochanowskiego. – Ostatnio przynoszą zużytą folię. Z makulaturą już nikt nie biega, bo się nie opłaca – dwadzieścia groszy za kilogram. Kilogram białej folii to 60 groszy zarobku.
Do punktu skupu Ekopartner przy ul. Przemysłowej zbieracze już nie zaglądają.
– Może gdybyśmy się znajdowali bliżej centrum, byłaby inna sytuacja – usłyszeliśmy w punkcie. – Kiedyś było ich u nas mnóstwo, ale wtedy byliśmy niedaleko śródmieścia. Przychodzili głównie starsi ludzie, renciści, emeryci, bezrobotni. Młodym już chyba tak się nie chce, nawet jeśli dociska bieda. Zarobek na tym też nie jest wielki.
Innego zdania jest kobieta prowadząca punkt skupu Zomet przy ul. Głowackiego. Krótko podsumowuje obecną sytuację.
– Ci, którzy ze zbierania odpadów żyli, zrobią wszystko, żeby dalej z tego żyć.
Zbieracze byli od dawna. W PRL‑u, w latach 80., gdy doskwierał wielki kryzys gospodarczy, bardzo ceniona była przez nich makulatura. Nie dlatego, że w punkcie skupu była droga, ale dlatego, że można było ją wymienić na deficytowy… papier toaletowy, jedno z trudno dostępnych dóbr PRL‑u. W Tarnowie najbardziej znanym zbieraczem makulatury był wówczas starszy mężczyzna zwany „Kiepurą” lub „Królem papieru”. Regularnie odwiedzał między innymi ówczesne tarnowskie redakcje w poszukiwaniu cennego surowca. Każdy, kto nie był w stanie kupić toaletowego w sklepie, biegł na ratunek do „Kiepury”.

REKLAMA (2)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze