Myśliwi nie pamiętają już, kiedy mięso z dzika było tak tanie jak obecnie.
– Jeszcze nie tak dawno cena kilograma tuszki kształtowała się w granicach 6‒7 zł, potem około 5, a teraz skup płaci 2‒2, 50 zł – mówi Krzysztof Łazowski, łowczy okręgowy, przewodniczący Zarządu Okręgowego PZŁ w Tarnowie. – To powoduje problemy finansowe naszych kół.
Koła łowieckie pozyskują coraz więcej dzika. Zwierząt tych znacznie przybyło, wyrządzają one szkody w uprawach, a ponadto jest duża presja na myśliwych, by polowali jak najczęściej, bo dzik dokucza właścicielom pól. W przeszłości bywało, że nawet lokalne samorządy z okolic Tarnowa zwracały się na piśmie do PZŁ o zwiększony odstrzał dzików.
– Plany odstrzału zostały zwiększone – zapewnia łowczy okręgowy. – Kiedyś były na poziomie 200‒300 sztuk rocznie, teraz powyżej tysiąca.
Problem polega na tym, że wraz ze zwiększonym pozyskaniem dzika, zresztą przez większość kół łowieckich w kraju, spada cena tuszki. Jest niska na tyle, że nie wyrównuje wypłat dokonywanych przez koła z powodu szkód poczynionych w rolnictwie. Te zaś cały czas rosną. W okręgu tarnowskim w poprzednich latach łączna kwota odszkodowań wynosiła średnio 200‒250 tys. zł rocznie, obecnie jest ponaddwukrotnie wyższa. Zdecydowaną większość szkód na polach czynią dziki.
– One są mało wybredne, zadowalają się różnego rodzaju pokarmem, dlatego szkody wyrządzane są na znacznym obszarze – wyjaśnia Krzysztof Łazowski.
A tu płacić trzeba. Już stało się jasne, że w kołach, na terenie których szkody są największe, martwy dzik nie „zarobi” na wypłaty dla rolników i trzeba ratować się w inny sposób. Ponieważ koła mają także inne wydatki, sytuacja finansowa niektórych mocno się skomplikowała. Czy dziki mogą je puścić z torbami?
– Szuka się różnych rozwiązań – odpowiada łowczy okręgowy. – Część kół, żeby istnieć, dodatkowo się opodatkowała. Członkowie co miesiąc płacą składkę od 10 do 30 zł na samo koło, teraz trochę więcej. Nie ma wyjścia.
Myśliwi są sfrustrowani. Najpierw wkładają dużo wysiłku w to, by upolować dzika. Opowiadają, że nie jest to takie łatwe.
– To sprytne i czujne zwierzę. Jest inteligentne, nie daje się w prosty sposób zaskoczyć – przekonuje Krzysztof Łazowski. Potem jest problem z opłacalnym zbyciem tuszki, a największym zaskoczeniem są ceny przetworów z dzika w sklepach.
– Między cenami w skupie i sklepie istnieje przepaść – podkreśla łowczy okręgowy. – Być może na rynku jest za dużo pośredników. Dziczyzna jest zdrowa, warto ją jeść, ale musi być tańsza. Polski Związek Łowiecki chce też zadbać o to, by zwiększona została ilość punktów sprzedaży dziczyzny.
Bardziej opłacalne dla myśliwych jest polowanie na sarny. Sarnina w skupie kosztuje do 12 zł za kilogram, ale – jak zaznacza łowczy okręgowy z Tarnowa – skala jej pozyskania jest dużo mniejsza niż w przypadku dzików.
Poziom spożycia tego rodzaju mięsa jest w naszym kraju bardzo niski – wynosi… 8 deko rocznie na statystycznego Polaka. Decyduje o tym głównie wysoka cena.
Niedawno jeden z posłów interpelował w tej sprawie do ministra rolnictwa. Apelował o podjęcie działań związanych z promocją dziczyzny w Polsce. Zwracał uwagę, iż maleją ceny w skupie, wiele kół PZŁ znalazło się w trudnej sytuacji i istnieje niebezpieczeństwo, że zabraknie funduszy na wypłatę odszkodowań dla rolników. Myśliwi domagają się także, by to skarb państwa przejął ustawowy obowiązek wypłacania tych odszkodowań.
Dzik puści myśliwych z torbami?
REKLAMA
REKLAMA
























