Tymczasem funkcjonariusze z krakowskiego Archiwum X nie próżnują; w regionie tarnowskim zajmują się kilkoma innymi sprawami, które dotychczas nie zostały wyjaśnione. Niewykluczone, że w przyszłości dotrą oni do sprawców innych zbrodni popełnionych w okolicach Tarnowa.
Sprawą zabójstwa Iwony Cygan policjanci z Archiwum X trudnili się od kilku lat. To specjalna komórka w policji, która zajmuje się wyjaśnianiem najbardziej skomplikowanych spraw z przeszłości.
Funkcjonariusze dokładnie analizowali materiały zgromadzone w śledztwie, starali się dotrzeć do nowych świadków, przełamać wieloletnią zmowę milczenia, która panowała w Szczucinie. W końcu dzięki ich i prokuratorskim działaniom udało się. Podejrzani o udział w zabójstwie dziewczyny zostali postawieni w stan oskarżenia. To jednak ciągle połowa sukcesu.
Archiwum X wciąż jednak bada tę sprawę, dla policjantów nie jest ona jeszcze zamknięta.
– Funkcjonariusze zajmują się jej różnymi wątkami – informuje nadkom. Katarzyna Cisło z biura prasowego Małopolskiej Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. – Chcemy wyjaśnić okoliczności śmierci innych mieszkańców gminy Szczucin, w której dwadzieścia lat temu doszło do brutalnej zbrodni: Tadeusza Draba, Marka Kapela i Wojciecha Sołtysa.
Podpalony samochód
Sprawy dwóch pierwszych osób, które mogły dużo wiedzieć o ludziach związanych z zabójstwem Iwony, wielokrotnie opisywaliśmy na naszych łamach. Mniej znana jest historia Wojciecha Sołtysa.
Jesienią 2016 roku prawie 80-letni mieszkaniec Świdrówki nagle zaginął, a policja została powiadomiona przez jego rodzinę po tym, jak nie zgłosił się na lotnisku, z którego miał odlecieć samolotem do USA. Po trwających 3 tygodnie poszukiwaniach funkcjonariusze odnaleźli nad brzegiem Wisły zwłoki Sołtysa. Mężczyzna leżał twarzą do ziemi. Obok stał podpalony samochód osobowy toyota, który należał do denata. Przy martwym mężczyźnie znajdowała się dość pokaźna gotówka, łącznie z dolarami amerykańskimi, oraz telefon komórkowy. Przeprowadzona sekcja zwłok nie wykazała przyczyny śmierci. Ponieważ wydarzyło się to w czasie, gdy media informowały o przełomie śledztwa w sprawie zabójstwa Iwony Cygan i poszukiwaniu nowych świadków, niektórzy śmierć Sołtysa zaczęli łączyć z ponurą zbrodnią dokonaną na nastolatce. Pojawiły się głosy, że mieszkaniec Świdrówki również mógł coś istotnego wiedzieć na ten temat. Dlatego organa ścigania postanowiły bliżej przyjrzeć się okolicznościom jego śmierci.
W poszukiwaniu „drobiazgu”
– Archiwum X podejmuje się wielu nietypowych spraw związanych głównie z zabójstwami, zgonami określanymi jako tajemnicze i które mogą budzić wątpliwości czy zagadkowymi zaginięciami. To zespół doświadczonych ludzi – w Krakowie z ponadwudziestoletnim stażem w pionie kryminalnym. Pracują oni nietuzinkowo, mają swoje metody, które już nieraz okazywały się skuteczne – mówi nadkom. Cisło.
Krakowskie Archiwum X zainteresowała także sprawa Joanny Matjaszek z okolic Brzeska. Przypomnijmy, że 17-letnia wówczas licealistka zaginęła w listopadzie 2000 roku. Do dzisiaj nie są znane jej losy. W kręgu osób podejrzewanych, które mogły mieć związek z jej zaginięciem, znalazł się jej dawny narzeczony, lecz prokuratura nie znalazła dość dowodów na to, by go oskarżyć o udział w zniknięciu dziewczyny. Sprawa toczy się nadal.
– Policjanci z Archiwum X każdą taką sprawę analizują od nowa. Od początku czytane są akta, by spróbować znaleźć w nich coś, co być może wcześniej umknęło innym śledczym. Czasem o dalszym postępowaniu decyduje niepozorny z pozoru drobiazg – opowiada nadkom. Katarzyna Cisło.
– Myślę, że w sukurs powołanego przed laty Archiwum X, którego oddziały są dziś prawie w każdym województwie, przyszła przede wszystkim nowoczesna technika, niedostępna wówczas nam, zwykłym policjantom – twierdzi emerytowany oficer dawnej Komendy Wojewódzkiej w Tarnowie. – Mało kto słyszał wtedy o genetyce, kodach DNA itp. Ale jeśli na samym początku po ujawnieniu zbrodni coś się już sknoci, coś przegapi, czegoś nie zabezpieczy, to potem znacznie trudniej dotrzeć do sprawcy. Decydujące są początki śledztwa.
„Dom zły”
W Tarnowie i okolicy na wyjaśnienie wciąż czeka kilka ważnych spraw. Początkiem lat 90. w swoim domu w Ładnej, położonym przy ówczesnej „czwórce”, brutalnie zostało zamordowane małżeństwo M. Stało się to w biały dzień, a sprawca posłużył się ostrym narzędziem. Potem prawdopodobnie umknął w pobliskie pole z kukurydzą. Przez lata „dom zły”, w którym doszło do krwawej zbrodni, stał opuszczony, w końcu działkę i budynek przejął znajdujący się po sąsiedzku salon samochodowy.
– Pamiętam, że badanych było kilka wątków tej sprawy, ale żaden nie stał się właściwym punktem zahaczenia. Śledztwo utknęło w martwym punkcie – wspomina oficer emeryt.
Wiadomo już, że w toku śledztwa dotyczącego seryjnego zabójcy z lat 90., tzw. Inkasenta, popełniono błędy odnoszące się do zabezpieczenia części materiału dowodowego. Zabójca, posługując się bronią palną, zastrzelił w mieszkaniach kilka osób, w tym matkę z dzieckiem w Łapczycy pod Bochnią. Po dwóch latach udało się schwytać podejrzanego, proces – oparty na poszlakach – odbył się w Krakowie, lecz sąd uniewinnił oskarżonego.
Trzydzieści lat
Być może dopiero po 26 latach uda się wyjaśnić prokuraturze, bez udziału Archiwum X, kto zastrzelił Andrzeja P., handlarza walut z centrum Tarnowa, którego zwłoki odnaleziono w rowie przy drodze do Czarnej obok jego mercedesa z przebitą oponą. Jak już pisaliśmy, obecnie sprawdza się, czy związek z zabójstwem nie miał tzw. gang kantorowców, którego proces odbywa się w Sądzie Okręgowym w Tarnowie.
Coraz mniejsze szanse na wyjaśnienie ma sprawa zabójstwa Stefanii Sharetzky w 1985 roku w Dąbrowie Tarnowskiej, starszej pani, która mieszkała w Polsce i USA.
Nie wiadomo, czy którąkolwiek z tych niewyjaśnionych spraw zajmie się w przyszłości Archiwum X. W przypadku morderstw śledczy mają obecnie 30 lat, aby wytropić sprawcę, potem następuje przedawnienie karalności.
– Krakowskie Archiwum stanowi niewielki, kilkuosobowy zespół – zaznacza nadkom. Katarzyna Cisło. – Obecnie zajmuje się on kilkunastoma głośnymi i skomplikowanymi sprawami, między innymi sprawą zamordowanej i oskórowanej studentki z Krakowa. Tam są zaangażowane nasze siły i środki. Niewykluczone jednak, że w późniejszym czasie powróci się do historii innych zbrodni popełnionych w okolicach Tarnowa.
Niektóre nierozwikłane, mroczne zagadki z czasem obrastają w legendę, która długo trwa. Tak jak ta z lipca 1937 roku, gdy na tarnowskim ratuszu nożem zabitych zostało dwóch strażaków pełniących nocną wartę. Nigdy nie dowiedziano się, kto i dlaczego zabił, ale – rzecz jasna – nikt też tą sprawą nie będzie się już zajmował.























