Na „pięćset piątym” ciągłe kolizje. Tarnowski Trójkąt Bermudzki?

Nikt nie znajduje wyjaśnień dla groźnych zdarzeń na drodze

0
505 kilometr autostrady A4
REKLAMA

Wielu kierowców 505. kilometr autostrady A4 nazywa Trójkątem Bermudzkim. To tutaj, kilka kilometrów od Tarnowa, dochodzi do bardzo dużej liczby kolizji i wypadków. Droga, jak to na autostradzie, jest prosta jak drut, trudno dostrzec widoczne przeszkody czy ograniczenia. „Pięćset piąty” jest już sławny nie tylko w lokalnych mediach, pisze o nim także prasa ogólnopolska. Nikt nie potrafi wyjaśnić, co jest powodem kłopotów kierowców. GDDKiA też tego nie wie i twierdzi, że nic w tej sprawie nie da się już zrobić. Tak więc kolizje i wypadki znowu zapiszą się tu w bliskiej i dalszej przyszłości.

Ostatnie zdarzenie na 505. kilometrze, z lipca tego roku: kierowca skody podczas deszczu stracił panowanie na pojazdem i uderzył w bariery. Jedna osoba doznała obrażeń. Ktoś powie, że nic w tym nadzwyczajnego, takich zdarzeń na drogach jest mnóstwo. To prawda. Ale niektórzy zadają sobie pytanie: dlaczego w ciągu autostrady A4 od Krakowa po Rzeszów i Korczową najwięcej jest ich właśnie tutaj? Co takiego tkwi w tej drodze (czy może raczej na tej drodze), że aż niemal połowa kolizji i wypadków na tarnowskim odcinku A4 rejestrowana jest na wysokości Zaczarnia i Nowej Jastrząbki? Według danych policji w latach 2019-21 odnotowano tu 156 kolizji i 7 wypadków. Trzy osoby poniosły śmierć.

Musicie uważać…

Pytania te pozostają bez odpowiedzi od początku zbudowania fragmentu A4 od Tarnowa do Dębicy, czyli od 2014 roku. O zastanawiającej sytuacji na 505. kilometrze pisało już wielu dziennikarzy, pisało także TEMI. Temat powraca dlatego, że problem istnieje, a nie widać sposobu na jego rozwiązanie. Co ciekawe, sprawa wydaje się coraz bardziej tajemnicza.
Pytany przez nas Bartosz Wysocki z rzeszowskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad odpowiedział: – Już kilka lat temu zaobserwowaliśmy wzrost zdarzeń drogowych w okolicach tego „kilometra”. Po spotkaniach z udziałem policji wprowadzono oznakowanie znakami ostrzegawczymi A-30 (inne niebezpieczeństwo) oraz T-15 (tabliczka wskazująca miejsce częstych wypadków spowodowanych śliską nawierzchnią jezdni ze względu na opady deszczu). Autostrada została wybudowana zgodnie z przepisami i warunkami technicznymi, co potwierdzają wydane zezwolenia na użytkowanie. Słusznie Pan zauważył, że do wypadków dochodzi w czasie opadów deszczu, w związku z tym warto apelować do kierowców, aby dostosowywali prędkość do warunków panujących na drodze.

REKLAMA (2)

To wszystko się zgadza, ale niczego nie tłumaczy. Poza tym w mailu do rzeszowskiej GDDKiA nie napisaliśmy, że na „pięćset piątym” dochodzi do zdarzeń tylko wtedy, gdy są opady, ale że przede wszystkim wtedy. Oczywiste jest, że kiedy pada deszcz (śnieg) i jezdnia staje się śliska, ryzyko wypadku wzrasta. Ale w takich „okolicznościach przyrody” (niekoniecznie pięknych) ryzyko wzrasta na całej długości autostrady, a mimo to do większości zdarzeń dochodzi właśnie tam. Gdyby opady występowały tylko między Zaczarniem i Nową Jastrząbką, kłopot mielibyśmy z głowy, wszystko stałoby się jasne, ale tak nie jest.

Uwaga, fatum nad autostradą!

– Kiedy zaczyna padać, jest prawie pewne, że na 505. kilometrze wystąpią jakieś problemy. To niemal reguła – mówi kom. Janusz Fido, zastępca naczelnika Wydziału Ruchu Drogowego KM Policji w Tarnowie. – Sytuacja ta może zastanawiać, ale nie umiemy jej wyjaśnić. Nie zamierzamy jednak snuć jakichś teorii na ten temat, jako policja opieramy się tylko na rzeczach sprawdzalnych, na faktach, na tym, co zostało potwierdzone w badaniach. Zainteresowana przez nas tym problemem GDDKiA przeprowadziła na tym odcinku swoje analizy, ale nie odpowiedziały one na pytanie, co konkretnie może być przyczyną kumulacji zdarzeń na 505. kilometrze. Zdaniem Generalnej Dyrekcji droga jest zaprojektowana i zbudowana właściwie i nie wymaga korekt. Jako policja możemy wnioskować o uzupełnienie infrastruktury na tym fragmencie A4, ale na tym kończą się nasze możliwości.

Kiedy nie do końca wiadomo, co się dzieje, pojawiają się spekulacje. Niektórzy zaczynają dopatrywać się działania sił nadprzyrodzonych, które wpływają na sytuację na drodze. Mowa jest wtedy o fatum, choć nie ma wątpliwości, że gdyby na 505. kilometrze ustawić znak ostrzegawczy: Uwaga, fatum!, niejeden przestraszony kierowca zdjąłby nogę z gazu… Ale takich znaków nie ma, nie ma też żadnych podstaw, by wierzyć różnego rodzaju przesądom. Jeszcze częściej mówi się o oddziaływaniu na kierowców słynnych żył wodnych, lecz i w tym przypadku brak jakichkolwiek dowodów.

REKLAMA (3)

Zielony domek

W całym kraju są takie odcinki dróg, które obfitują w wypadki, mimo że nie są dla kierujących szczególnie trudne. Swego czasu złą sławę miał fragment obecnej drogi krajowej nr 94 w pobliżu Machowej, na granicy dzisiejszych powiatów dębickiego i tarnowskiego. Chodzi o dawną „czwórkę”.
– Mimo upływu czasu dobrze pamiętam ten odcinek. Tam ciągle się coś działo, wypadek za wypadkiem, zwłaszcza w pobliżu drewnianego domku pomalowanego na zielono – mówi Andrzej Mróz, były komendant miejski Państwowej Straży Pożarnej w Tarnowie i małopolski komendant wojewódzki PSP, obecnie wójt gminy Wierzchosławice.

Latem 1995 roku w tamtym miejscu zginęło czterech maturzystów z Przemyśla, którzy jechali samochodem do Krakowa złożyć papiery do wyższych uczelni. Zwiększoną wypadkowość w okolicach Machowej niektórzy starali się tłumaczyć obecnością żył wodnych.
O wpływie podziemnego cieku wodnego na kierowców mówiło się także przy okazji licznych wypadków w okolicach Gorzkowa pod Bochnią, również na dawnej E4. Na ledwie 300-metrowym odcinku zginęło tam w wypadkach około 20 osób.

Pułapka na sławnych

W Buszkowie pod Bydgoszczą zastanawiał tzw. zakręt śmierci, na którym często dochodziło do tragicznych wypadków. Ale zakręty mają to do siebie, że często są zdradliwe, zaskakują i są trudne do pokonania. Jednak w tym przypadku dopatrywano się fatum, które prześladować miało sławnych w Polsce ludzi. Na zakręcie w Buszkowie wypadkom samochodowym ulegli w różnym czasie: Waldemar Baszanowski, słynny polski sztangista, piosenkarze Irena Santor i Krzysztof Krawczyk oraz Bogumił Kobiela, wielki aktor komediowy, który na skutek odniesionych obrażeń zmarł. Nawiasem mówiąc, Kobiela przejazdem odwiedził Tarnów miesiąc przed tym wypadkiem, w czerwcu 1969 roku. Obiad jadł w „Bristolu”, potem na prośbę personelu wpisał się do księgi gości.

Ostatecznie „zakręt śmierci” pod Bydgoszczą trochę wyprostowano, ale problem 505. kilometra pod Tarnowem pozostaje wciąż aktualny. GDDKiA jest przekonana, że ze swej strony zrobiła już wszystko i wystarczy, że kierowcy zachowają w czasie jazdy ostrożność. To dobra rada, ale istnieje obawa, że na „pięćset piątym” niewiele ona zmieni.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze