Niektórzy zwycięzcy wyborów są już znani

0
pewne reelekcje
Burmistrz Zakliczyna, Dawid Chrobak w poprzednich wyborach miał dwóch konkurentów, wygrał, zdobywając w pierwszej turze 55 procent głosów. W nadchodzących wyborach nikt nie chciał z nim konkurować, więc reelekcję ma już praktycznie w kieszeni
REKLAMA

Teoretycznie również i te wybory można przegrać. Każdy mieszkaniec uprawniony do głosowania otrzyma bowiem kartę wyborczą z imieniem i nazwiskiem kandydata po to, by wpisać znak „x” w jedno z dwóch pól: „TAK” lub „NIE”. Uzyskanie więcej niż połowy ważnie oddanych głosów na tak oznacza wygraną. W sytuacji, gdy będzie więcej głosów na „nie”, wyboru dokona rada gminy w tajnym głosowaniu. Do wyboru potrzeba będzie wtedy bezwzględnej większości głosów ustawowego składu rady.
W regionie tarnowskim żadnej konkurencji nie ma ośmiu wójtów i jeden burmistrz. Na terenie powiatu tarnowskiego tylko jeden chętny do rządzenia jest w Zakliczynie, Gromniku i Skrzyszowie. W powiecie dąbrowskim po jednym kandydacie mają gminy – Mędrzechów, Bolesław i Olesno, w powiecie brzeskim – Borzęcin i Iwkowa, a w powiecie bocheńskim – Lipnica Murowana.
Dawid Chrobak w poprzednich wyborach miał dwóch konkurentów, wygrał, zdobywając w pierwszej turze 55 procent głosów. – Liczyłem, że ktoś jeszcze wystartuje, słyszałem o różnych kandydatach, widocznie zrezygnowali. To pierwszy taki przypadek w historii Zakliczyna – twierdzi burmistrz. I domyśla się, że jest to efekt tego, co działo się przez ostatnie cztery lata w mieście i sąsiednich miejscowościach. – Słuchałem mieszkańców. Nie opuściłem ani jednego zebrania, a mamy 24 miejscowości w gminie, na których dzielono pieniądze z tak zwanego funduszu sołeckiego. Doskonale znałem potrzeby mieszkańców i to teraz zaprocentowało. W tej kadencji wydaliśmy 45 milionów złotych na inwestycje, to rekordowa kwota. Bardzo dobra współpraca z radnymi pozwoliła zintegrować całe środowisko. Wydaje mi się, że większość mieszkańców zrozumiała, że podziały są niepotrzebne.
W gronie weteranów jest Janusz Kwaśniak, który Borzęcinem rządzi nieprzerwanie od pięciu kadencji, czyli 20 lat. Teraz wystartuje w wyborach po raz szósty. – W poprzednich wyborach też nie miałem konkurenta, a wolałbym mieć, bo to okazja do dyskusji i debaty na temat rozwoju gminy – mówi. Dlaczego nikt inny się nie zgłosił? – Nie wiem. Być może jest to kwestia zaufania do wójta i do obecnych radnych. Być może forma oceny, że zadania realizujemy właściwie. Czy już czuję się zwycięzcą? Nie. Głosowanie się przecież odbędzie. Poczuję się po 21 października, gdy mieszkańcy na mnie zagłosują.
W podobnym tonie wypowiada się Bogusław Kamiński, który gospodarzem Iwkowej jest od 16 lat. – To nowa sytuacja w naszej gminie, zwykle zgłaszało się trzech kandydatów na wójta. Może argumentem dla niektórych było to, że sporo zrobiliśmy, ale też wiele inwestycji z unijnym dofinansowaniem jest w trakcie realizacji i trzeba je dokończyć. O tyle mnie ta sytuacja nie zaskakuje, że co pół roku organizowałem spotkania z mieszkańcami i w czasie tych spotkań nikt nie zgłaszał ani większych problemów, ani pretensji. Widocznie mieszkańcy nie widzą potrzeby zmian, podobna sytuacja dotyczy zresztą wyboru radnych.
To właśnie w Iwkowej padł rekord – bez głosowania obsadzonych zostanie tutaj 12 miejsc w 15-osobowej radzie. Gdy w okręgu wyborczym zgłosi się tylko jeden kandydat do rady gminy, głosowania się nie przeprowadza, a mandat radnego wędruje do zarejestrowanej osoby. Potrzebna jest do tego jedynie uchwała gminnej komisji wyborczej. Z tego samego powodu mandat radnego ma już w kieszeni dziewięciu kandydatów z gminy Skrzyszów i dziewięciu z gminy Bolesław oraz ośmiu z Borzęcina i ośmiu z Mędrzechowa.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze