Zamiłowanie do piłkarskich pamiątek zawładnęło Mariuszem Szatko już od najmłodszych lat. Do dziś wspomina Mundial w 1974 roku, kiedy to Polacy sięgnęli po brązowy medal, stając się trzecią drużyną globu. – Pamiętam, jak wówczas moi koledzy zaczęli zbierać wycinki z gazet i piłkarskie pocztówki. Mnie również ogarnęła ta mania. Jeżeli nie miałeś zeszytu, w którym wklejone byłyby zdjęcia z gazet, byłeś nikim – śmieje się pan Mariusz i dodaje, że już w wieku 13 lat wybrał się na pierwszą giełdę kolekcjonerską. – Giełda odbywała się niedaleko Zakładów Mechanicznych w Tarnowie. Wcześniej, widząc u znajomych klubowe odznaki, również sam zapragnąłem takie posiadać. To wówczas zakupiłem swoje pierwsze dwa egzemplarze – Wisłoki Dębica oraz austriackiej drużyny Wacker Insbruck.
Przełomowym momentem, w którym zdecydował się poświęcić większość swojego czasu kolekcjonowaniu odznak, była wizyta na giełdzie kolekcjonerskiej w Krakowie. – Kiedy dojechałem na miejsce, omal nie dostałem oczopląsu. Metalowe herby były dosłownie wszędzie. Pamiętam, że zakupiłem kilka egzemplarzy, a także sporo starych fotografii z klubami piłkarskimi. To wówczas do swojego domu zaprosił mnie jeden z krakowskich kolekcjonerów, który posiadał 1,5 tys. odznak. Do dziś przed oczami mam obraz tej wspaniałej kolekcji. Chciał, abym i ja podzielił jego pasję, i na zachętę wręczył mi kilkanaście „metalowych piękności”. Po powrocie do domu od razu wziąłem do ręki długopis i zacząłem pisać listy do klubów z prośbą o odznaki. Czasami coś udało się w ten sposób zdobyć, innym razem nie, dlatego głównym miejscem zakupów stały się giełdy. Jeździłem na nie niemal po całej Polsce.
Obecnie kolekcjoner z Brzozówki posiada w swojej kolekcji ponad 3,5 tys. odznak z różnych zakątków świata. Wszystkie swoje zbiory przechowuje w specjalnych gablotach, które zawierają konkretną grupę klubowych i federacyjnych herbów. – W jednej znajdują się odznaki klubów, które występowały w Ekstraklasie, w drugiej tych, które sięgały po Mistrzostwo Polski i Puchar Polski. Są jeszcze gabloty z herbami klubów z ligi włoskiej, angielskiej, niemieckiej i hiszpańskiej, a także zespołów, które zwyciężały w europejskich pucharach. Najciekawsze są jednak witryny, w których znajdują się odznaki federacji piłkarskich z różnych zakątków globu. Jestem jednym z nielicznych kolekcjonerów, który posiada odznakę każdej federacji piłkarskiej na świecie. Mam ich ponad tysiąc!
O tym, czy oznaka jest cenna, czy też nie, decyduje przede wszystkim okres, z jakiego pochodzi, oraz ile sztuk nadal dostępnych jest na rynku. W swojej kolekcji pan Mariusz posiada dwa emblematy, które są unikatowe i bardzo wartościowe. – To odznaka TS Tarnovia, która ujrzała światło dzienne tuż po wojnie, i odznaka Unii Tarnów upamiętniająca 30-lecie klubu – w całej Polsce naliczono ich tylko ok. 10 sztuk, ponieważ resztę kilkadziesiąt lat temu wykupili kolekcjonerzy z Bułgarii i Węgier. Cena sięga nawet tysiąca złotych na licytacjach prowadzonych w Internecie – mówi kolekcjoner z Brzozówki, który okazuje się, że jest również… projektantem oraz pomysłodawcą najnowszej odznaki Unii Tarnów. – Wszystkie odznaki wydawane przez tarnowską Unię w ostatnich 20-latach mają cząstkę mnie. Kiedy zbliżały się jubileusze klubu, wraz z moim nieżyjącym już przyjacielem udawaliśmy się do prezesów i proponowaliśmy zupełnie za darmo stworzenie metalowych emblematów. Wykonywaliśmy wzór, załatwialiśmy grawera… Zresztą podobnie ma się sytuacja z odznakami Tarnovii, w których maczam palce od jubileuszu 80-lecia klubu. W zamian nie otrzymuję żadnych pieniędzy, a nagrodą jest kilka kompletów odznak, które przekazują mi ludzie związani z obiema drużynami.
Kolekcjoner pytany o to, czy byłby skłonny odsprzedać swoje zbiory, twierdzi, że nie miałby z tym problemu, ale pod warunkiem, że taka propozycja padłaby za kilka dobrych lat i od zaufanego kolekcjonera. – Był czas, że moja kolekcja liczyła już ponad 5 tys. odznak. Po pewnym czasie postanowiłem, że skupię się tylko na odznakach klubów tarnowskich i federacjach piłkarskich. W innym wypadku nie miałbym już miejsca, aby wszystko pomieścić. Sprzedałem wówczas blisko 2 tys. odznak, co umożliwiło mi przyspieszenie budowy nowego domu, więc świadczy to o tym, że niektóre egzemplarze są naprawdę cenne – mówi pan Mariusz.
Opowiada, że spotkał się już z kolekcjonerami, którzy mówią, iż zbierają konkretne rzeczy dla swoich pociech, jednak on uważa, że nie ma to najmniejszego sensu – Z genem kolekcjonera trzeba się urodzić. Nie można kogoś zmusić do kontynuowania własnej pasji. Lata lecą i nie wykluczam, że za jakiś czas po prostu sprzedam swoje zbiory, aby mieć trochę więcej pieniędzy na emeryturze. Niestety jest to taka pasja, w której na każdym kroku należy uważać na tzw. sępy, czyli osoby, które dowiadując się o śmierci kolekcjonera, kontaktują się z rodziną zmarłego i nabywają jego zbiory za grosze.
Pamiątkowy zawrót głowy
REKLAMA
REKLAMA
























