Boję się, że sufit spadnie mi na głowę…

3
REKLAMA

Znowu zaczynała wszystko od nowa…

Kilka dni spędziła z dziećmi u sąsiadów. – Kiedy woda opadła, wróciłam, nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam. Ze ścian poodpadały tynki, zniszczone okna, zalane, spleśniałe meble. Usiadłam na progu i zaczęłam płakać, po raz kolejny zostałam z niczym, znowu musiałam zaczynać od nowa. Z powodzi mało co udało się uratować. Zacisnęłam zęby, zakasałam rękawy i wzięłam się do pracy. Za pieniądze z odszkodowania zrobiono mi nowe wylewki i położono na nich gumolit, w jednym z pokoi na ścianach wyłożono plastikowe panele, kupiono piec węglowy, na którym w zimie gotuję. Wiele pomagali mi wtedy dobrzy ludzie, ksiądz z naszej parafii i sąsiedzi, kupowali dla nas wodę, środki czystości, trochę jedzenia. Ledwie nieco posprzątałam, a w czerwcu znowu nas zalało. Wody było na szczęście o wiele mniej, ale i tak zrobiła swoje: podmokły ściany, na które wyszedł grzyb. Z pomocą dzieci usuwałam szkody do grudnia, przez kilka miesięcy mieszkaliśmy jak w oborze. Mimo że stale o tym marzyłam, nigdy nie stać mnie było, aby doprowadzić do domu wodę i zrobić łazienkę. Musimy myć się z misce, a wychodek mamy na podwórku. Może to nawet trochę wstyd w dzisiejszych czasach, ale nic na to nie poradzę – mówi kobieta.
Od tamtego czasu dom pani Bernardy zaczął coraz bardziej podupadać. Nieszczelny dach kryty eternitową dachówką jest pofalowany, lejąca się w czasie deszczy na strych woda powoduje gnicie krokiew i desek powały. Przed upadkiem chronią go jedynie drewniane stemple. – Mój syn Daniel ma swój pokój, ale już dawno w nim nie mieszka, sufit się wybrzuszył, boję się żeby coś nie spadło mu na głowę.

W piecu trzeba palić cały czas…

Przy domu pani Bernardy jest studnia, ale woda z niej nadaje się tylko do mycia i prania. – Do gotowania kupuję wodę w pięciolitrowych butelkach, czasami muszę ze trzy razy jechać do sklepu, na rowerze mogę przewieźć tylko dwie. Na wodę wydaję dużo pieniędzy, nawet kilkaset złotych na miesiąc. Pranie zajmuje mi kilka godzin, najpierw muszę nagrzać wody, używam zwykłej pralki. Teraz jest lato, ciepło, pranie szybko wysycha, ale w zimie wisi na sznurkach nawet kilka dni.

REKLAMA (3)

Stare, pojedyncze, drewniane i wypaczone okna nie chronią w zimie przed chłodem. – W tamtym roku, jak przyszły duże mrozy, musiałam palić cały czas w piecu, jak tylko przestawałam, od razu robiło się zimno. Węgla nie używam bo się boję, po pierwsze dlatego, że komin jest nieszczelny, po drugie że dom jest drewniany. Opał dużo kosztuje, więc z jego kupnem nie czekam do jesieni, kupuję po trochę przez cały rok. Jak ktoś drzewa obcina przed domem, zbieram gałęzie i składuję je w szopie, niedawno jeden ze znajomych przywiózł mi z budowy trochę desek i różnych okrawków, na pewien czas nam wystarczy. Ale w październiku, jak jakieś pieniądze mi zostaną, będę musiała kupić jeszcze trochę, nie wiadomo, jaka będzie zima – zastanawia się pani Bernarda.

REKLAMA (2)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
3 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze