
Jakby tego było mało, na spotkanie przyprowadzono grupę dzieci, które przez kilka godzin były zmuszone słuchać zupełnie dla nich niezrozumiałej dyskusji. W całym zamieszaniu mało słyszalny jest głos tych rodziców, którzy skarżą się na poziom nauczania w jadownickiej „jedynce”, boją się, że gdy ich pociechy uczyć się w niej będą przez osiem lat, zupełnie nie poradzą sobie w szkołach średnich.
Brzeski wydział edukacji przedstawił projekt, według którego po wprowadzeniu reformy oświaty szkoła nie będzie ośmio- lecz czteroklasowa, a starsi uczniowie mają być dowożeni do znajdującego się także w Jadownikach zespołu szkół. Zdecydowane weto tym planom postawiła grupa rodziców – twierdzą, że jest to niezgodne z założeniami rządowej reformy. – Nie chcemy, aby obcy ludzie decydowali o tym, do której szkoły będą chodzić nasze dzieci. Dawniej placówka była ośmioklasowa, dzieci było znacznie więcej i wszystko było w porządku, więc dlaczego nie może tak samo być teraz? – pyta przewodnicząca rady rodziców, Anna Kraj.
Sęk w tym, że protestujący w ogóle nie chcieli słuchać tego, co druga strona ma do powiedzenia. Każda próba wypowiedzi burmistrza, naczelnika wydziału edukacji czy przewodniczącego komisji oświaty była zagłuszana krzykami. Rodzice sprytnie podparli się swoimi dziećmi, te wniosły na salę transparenty z napisami między innymi: „Nie oddamy naszej szkoły! ”
– To, że rodzice i prawdopodobnie dyrekcja szkoły wykorzystali w proteście dzieci, było wielce naganne. Zostały ściągnięte do szkoły i były tam aż do godziny 21. Dyrektor powinien za to odpowiedzieć – mówi jedna z radnych obecna na spotkaniu. Oburzyło to także przewodniczącego komisji edukacji, Bogusława Babicza. – Wprowadzenie dzieci na spotkanie było zupełnie niepotrzebne. Emocje były duże i ja to rozumiem, bo każdy rodzic chce, aby jego dziecko uczyło się jak najbliżej domu, ale merytoryczna dyskusja z niektórymi rodzicami jest niemożliwa. Opracowując nową sieć szkół, braliśmy pod uwagę nie tylko dostęp do szkoły, ale także odpowiedni poziom nauczania.
Czy samorząd gminy ugnie się i powoła w Jadownikach szkołę ośmioklasową? – Projekt zaprezentowany rodzicom nie jest ostateczny, będziemy go jeszcze analizować i w dalszym ciągu o nim rozmawiać. Musi on także zostać jeszcze poddany ocenie przez kuratorium– dodaje przewodniczący Babicz.
Jak się okazuje, rodzice uczniów jadownickiej „jedynki” są podzieleni i nie wszyscy przyłączają się do protestu. Spora grupa jest zdania, że w szkole jest niski poziom nauczania i boi się tego, że jeśli ich pociechy uczyć się w niej będą przez osiem lat, to luki w ich wykształceniu nie pozwolą na kontynuowanie nauki w szkołach średnich. Problem jednak w tym, że ta grupa, w obawie przed dyrekcją i nauczycielami, boi się głośno wypowiadać swoje opinie. – Moja córka po skończeniu jedynki z dobrymi ocenami poszła do gimnazjum i okazało się, że ma wiele do nadrobienia, w pierwszej klasie była daleko w tyle za kolegami – mówi jedna z mam.
Z danych Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej wynika, że jeśli chodzi o wyniki egzaminów szóstoklasistów, placówka jest w ogonie szkół w powiecie. Wyniki znacząco pogorszyły się od 2007 roku i do tej pory nic się w tym względzie nie zmienia. Dyrektor szkoły, Zenon Kubala tłumaczy to tym, że… w klasach jest zbyt wiele dzieci. – Nie można opierać się na suchych liczbach. Aby zrozumieć problem, należy rozpatrzyć go w szerszym kontekście, wziąć także pod uwagę między innymi predyspozycje uczniów – mówi. Niski poziom nauczania zauważyło także kuratorium, które dwa lata temu zarządziło prowadzenie w szkole programu naprawczego. Jak dotąd żadnych pozytywnych skutków to nie przyniosło, ale dyrekcja szkoły twierdzi, że na poprawę wyników nauczania potrzeba lat…
Zapytana o problem przewodnicząca rady rodziców, Anna Kraj twierdzi, że niski poziom nauczania jest wynikiem tego, że gmina nie daje nauczycielom pieniędzy na dokształcanie. W gminie mówią, że szkoła każdego roku ma na ten cel pieniądze, ale nie są one w pełni wykorzystywane. – Jest grupa nauczycieli, która już tylko czeka na emeryturę i do podnoszenia kwalifikacji nie można ich zmusić – to opinia jednej z pracownic wydziału edukacji.
– Bronią szkoły, ale z dawnej zostały już tylko mury, na lekcjach niewiele się dzieje, a dyrektor udaje, że wszystko jest w porządku. Dzieciom to oczywiście odpowiada, bo bez większego trudu zdobywają dobre oceny, ale nie zdają sobie sprawy z tego, jakie mają opóźnienia w porównaniu ze swoimi rówieśnikami z innych szkół. Mam nadzieję, że władze gminy nie poddadzą się terrorowi grupy rodziców i będą bronić racjonalnych argumentów. Dyrektor, korzystający w sporze z pomocy przewodniczącej rady rodziców, powinien się wstydzić. Ta pani reprezentuje skandalicznie niski poziom, o czym świadczy choćby fakt, że w wypowiedziach używa wulgaryzmów. Nie rozumie pewnych realiów rządzących szkołą i w ogóle nie ma pojęcia o oświacie – mówi mama jednego z uczniów.
Dyrektor sprawujący funkcję od 2006 roku jest zdania, że skoro reforma zakłada tworzenie szkół ośmioklasowych, to w Jadownikach też tak powinno się stać. – Mamy na to odpowiednie warunki lokalowe, a za pieniądze, które gmina chce przeznaczyć na dowóz dzieci, można wyposażyć pracownie – mówi. Zapytany o to, czy nie czuje niesmaku w związku z zachowaniem i treścią wypowiedzi przewodniczącej rady rodziców, odpowiada: Nie ja decyduję o składzie rady, wybrali ją rodzice, oni też zdecydowali o tym, że na spotkanie z przedstawicielami samorządu przyszły ich dzieci.























