Nie wszystkich jednak informacja ta smuci – z ulgą odetchną rodziny hazardzistów, którzy notorycznie przegrywają w lokalach spore pieniądze.
– Uczciwie pracuję, płacę podatki i nagle okazuje się, że mogę odpowiadać za to, że jestem organizatorem gier hazardowych. To lekka przesada – denerwuje się pan Krzysztof. W „siódemce” pracuje już prawie dwa lata i jak mówi, zajęcie do łatwych nie należy. – Często przychodzą pijani klienci, awanturują się, wyzywają, muszę wzywać policję. Wiele osób jest agresywnych, gdy przegrają, nieraz zdarzało się, że mało brakło, bym dostał po głowie – dodaje mężczyzna. Przez ostatnie dwa lata w Brzesku powstało kilkanaście lokali, w których można pograć na automatach. Zapobiegliwi
właściciele pomyśleli o wszystkim, przy kilku z nich znajdują się lombardy – to prawdopodobnie na wypadek, gdyby grającym brakło gotówki. Metraż każdego z nich nie jest duży, ale klientów to nie odstrasza, tym bardziej że „siódemki” czynne są całą dobę. Można się w nich napić i coś zjeść. Udało nam się dotrzeć do jednego z właścicieli sieci „siódemek”. Mężczyzna nie chce podawać swojego nazwiska, ale chętnie rozmawia na temat zaistniałej sytuacji.
– To jest zmiana zasad biegu w trakcie jego trwania – mówi. – Wydano mi pozwolenia na działalność i rozpocząłem jej prowadzenie zgodnie z prawem. Teraz mnie straszą, że za każdy automat mogę zapłacić 12 tysięcy złotych kary. Ale znacznie gorsze jest, że mogę zostać oskarżony o prowadzenie nielegalnego hazardu. A ja mam dokumenty, które stwierdzają, że wszystko, co robię, jest legalne. Teraz mam być traktowany jak przestępca? Właściciel sieci dodaje, że działalność opiera na wynajmie lokali i dzierżawie maszyn do gry. – Zyski są spore, ale ogromne pieniądze idą na opłaty i pensje dla pracowników. Ministerstwo Finansów chce namawiać właścicieli lokali, aby wypowiadali nam umowy. Jeśli tak się stanie, zostanę na lodzie. Zatrudniam wielu pracowników, wszyscy pójdą na bezrobocie. Minister powinien chyba dbać o miejsca pracy.
Już wkrótce pracownicy Urzędu Celnego mają rozpocząć kampanię wśród właścicieli lokali, w których znajdują się salony gier, i nakłaniać ich do wypowiadania umów.
– W Brzesku na pewno właściciele się wystraszą i rozwiążą ze mną umowy. Jeśli ktoś ich postraszy, że w ich domach prowadzona jest działalność niezgodna z prawem i grozi im za to kara, to na nic nie będą czekać – mówi właściciel „siódemek”.
Informację o planach Ministerstwa Finansów z nadzieją przyjmują natomiast rodziny graczy, którzy w brzeskich salonach zostawili już wielkie pieniądze.
– Od półtora roku mój były mąż zostawia tam każdą wypłatę, to było powodem naszego rozstania. Wynosił rzeczy z domu, sprzedawał i grał dalej, nie było ważne, że rodzina nie ma za co kupić jedzenia – opowiada Magda. Kobieta nie ma jednak złudzeń, zamknięcie salonów sytuacji nie poprawi. – Zawsze znajdzie się jakieś miejsce, gdzie legalnie bądź nie będzie można grać.
Właściciel sieci „siódemek”:
Jeśli zmuszą mnie do zamknięcia lokali, w ich miejsce powstaną nielegalne, a państwo nie będzie miało z tego ani złotówki. Do gry nikogo nie zmuszam, a nieletni nie mają do lokali wstępu. Jest popyt, jest podaż, takie jest podstawowe prawo rządzące rynkiem.
„Siódemki” zagrożone
REKLAMA
REKLAMA
























