Diler

0
diler
diler
REKLAMA

Sąsiedzi patrzą na niego krzywo, znajomi i przyjaciele, którzy jeszcze niedawno szukali jego towarzystwa, unikają go jak ognia.
Ksywka „Misiek” przylgnęła do niego jeszcze w dzieciństwie, w taki przekorny sposób żartowano z jego mikrej postury. Do nauki nigdy głowy nie miał, z trudem skończył zawodówkę. Życia łatwego też nie miał – matka umarła, gdy miał sześć lat, ojca praktycznie nie zna. Przygarnęła go siostra matki. Od najmłodszych lat ciężko pracował w polu. Miał 20 lat, kiedy kolega zaproponował mu wyjazd za granicę do pracy w rzeźni.
– Musiałem dźwigać półtusze świń, często pracowałem w chłodni. Po wyjściu z zakładu przez wiele godzin nie mogłem się rozgrzać, często się przeziębiałem, lekarz powiedział, że mam początki reumatyzmu – wspomina. Za każdym razem, gdy jechał do Polski, zabierał ze sobą narkotyki, głównie haszysz. Mimo że wymyślał coraz to lepsze sposoby zabezpieczania towaru, w samolocie drżał ze strachu, na lotnisku dostawał ataków paniki. Sprzedawał od razu po przyjeździe za dobre pieniądze. Po kilku latach doszedł do wniosku, że za granicę będzie jeździł tylko po towar – siedział w domu, raz na kilka tygodni leciał w podróż, po powrocie handlował, interes się kręcił. Jak mówi, w klubach tańczyły dla niego najpiękniejsze dziewczyny.
Narkotyki zażywają starzy i młodzi, uczniowie, mężczyźni i kobiety. Niektórzy robią to tylko w weekendy i wciągają wtedy amfę, na trawkę jest zbyt przez cały tydzień. Sam narkotyków nigdy nie zażywał – jest słabego zdrowia, a gdy raz spróbował, to nie mógł dojść do siebie przez kilka dni.
Z policją nigdy nie miał kłopotów, z klientami umawiał się w wyznaczonych miejscach, dawał towar i odbierał należności. Nigdy nie kręcił się w okolicy szkół – to jego zdaniem zawsze niesie duże ryzyko. Nie korzystał z pośredników, bo wychodził z założenia, że im mniej osób wie o tym, co robi, tym lepiej. Raz mu się zdarzyło, że spełnił życzenie klienta.
– Zadzwonił do mnie mężczyzna i powiedział, że leży w szpitalu, umiera na raka płuc, błagał o amfetaminę. Pomyślałem wtedy, że to podpucha ze strony policji, nie pojechałem. Ale za dwie godziny facet znowu zadzwonił, głos miał zmieniony. Pojechałem z ciekawości – opowiada Misiek. Prośba nie była blagą, na jednym z oddziałów czekał na niego wychudzony mężczyzna, ręce mu się trzęsły. Misiek usiadł na jego łóżku zasłonił go przed wzrokiem sąsiada, wtedy chory wciągnął amfetaminę. – Na jego twarzy od razu pojawił się błogi uśmiech, dziękował mi stokrotnie. Umówiliśmy się na dostawę na następny dzień, kiedy przyszedłem, jego łóżko było puste, dowiedziałem się, że umarł w nocy.
Misiek nie wyróżnia się na ulicy, dziewczyny nie zwracająca na niego uwagi. Ale jego klientki za nim przepadały, chciały się umawiać na randki. Te, które wiedziały, gdzie mieszka, wystawały przed jego domem.
– Wiedziały, że mam pieniądze, inne chciały narkotyków – nie zawsze miały pieniądze, oferowały inny sposób zapłaty, a wybredny nie byłem – opowiada mężczyzna. Na pytanie, czy nie miał wyrzutów sumienia, gdy sprzedawał narkotyki 13 i 14-latkom, odpowiada: Ja nikogo o wiek nie pytałem, ktoś chciał kupić mój towar, płacił i sprawa była prosta. Nikomu na siłę nic nie wciskałem.
Kiedyś wieczorem wracał do domu z Krakowa z nowym towarem, zatrzymali go policjanci.
– Ktoś musiał mnie „nadać”, bo skąd gliniarze wiedzieli, że od razu mają szukać w bagażniku? Nawet o nic nie pytali, zabrali mnie do radiowozu i wsadzili do aresztu.
W czasie procesu wszyscy jego dotychczasowi przyjaciele zeznawali na jego niekorzyść.
– Wszyscy dupy ratowali, wypięli się na mnie. Wyrok był dla mnie szokiem – półtora roku!
Teraz Michał nie wie, co robić, ale chyba wyjedzie za granicę. Do handlu narkotykami raczej nie wróci, zresztą jest teraz na celowniku. Czy czegoś żałuje?
– Straconego czasu, który musiałem spędzić w pierdlu… – mówi.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze