Zdaniem Andrzeja Lenia wiele poranionych przez kłusowników zwierząt dałoby się uratować, gdyby w rejonie Dąbrowy stworzono dla nich azyle, z których po leczeniu byłyby wypuszczane na wolność.
– Kiedyś dotarła do mnie informacja, że w niedalekiej przyszłości ma powstać takie schronisko dla chorych czy nielegalnie chowanych przez ludzi dzikich zwierząt w Ciężkowicach, jestem całym sercem za tym, aby tak się stało.
Bardziej makabrycznymi sposobami stosowanymi przez kłusowników są tzw. żelazka i szubienice. Te drugie działają podobnie do wnyków, żelazka działają jak zatrzaski – zaciskają się najczęściej na nogach zwierząt, które w nie wdepną. Jeśli nikt ich nie uwolni, chcąc się wyrwać, szarpią się, urywają kończynę lub padają z głodu i wycieńczenia. Jeśli przeżyją, są kalekami.
– Najtragiczniejsze w skutkach działanie mają tak zwane szubienice. Działają podobnie do wnyków, jednak zaczepiane na giętkich, ale mocnych drzewkach niczym katapulta wyrywają złapanego zwierzę w powietrze. Szans na przeżycie praktycznie nie ma żadnych. Co gorsza, takie urządzenia groźne są także dla ludzi. Jeden z moich znajomych wdepnął w żelazo i został poważnie poraniony. We wnyki bardzo często łapią się również psy, w wyniku tego zostają kalekami lub padają – opowiada Andrzej Leń.
Nie mniej koszmarnie wyglądają ofiary kłusowników, którzy używają broni palnej.
– Kiedy chodzę po lesie, stale słyszę odgłos strzałów, często natykam się także na postrzelone lub martwe zwierzęta. Jeśli kłusownik trafi do sarny lub dzika z broni małego kalibru, a te uciekną, to ich męka trwa kilka dni, a tak bywa niestety najczęściej. Kłusownicy z bronią polują nocami i jeśli zwierzę nie padnie od razu, nie zadają sobie trudu, aby je odnaleźć i tym samym skazują je na powolną śmierć w męczarniach. Znajduję je później ogryzione przez lisy, psy, kruki i jastrzębie – mówi strażnik łowiecki.
Andrzej Leń mówi, że niektórzy kłusownicy do swojego niecnego procederu wykorzystują psy.
– Sam widziałem, jak mężczyzna spuścił ze smyczy psa, który zagonił sarnę. Zwierzę w starciu z psem nie miało szans, bo sarna po przebiegnięciu kilkuset metrów pada z wycieńczenia. Dużo szkód w lasach wyrządzają także bezpańskie czworonogi – kilka lat temu mieliśmy taki przypadek, że cztery psy zorganizowały się w grupę i polowały na leśną zwierzynę. Dwa z nich pełniły rolę naganiaczy, pozostałe przyczajone rzucały się na nie i zagryzały.
Jak wygląda walka z kłusownictwem?
– Prowadzimy ją bezustannie – twierdzi Andrzej Leń. – Teoretycznie kara za kłusowanie wynosi do pięciu lat pozbawienia wolności, a za nielegalne pozyskanie zwierzyny łownej są określone kary pieniężne – za łosia 14 tysięcy złotych, jelenia szlachetnego prawie sześć tysięcy, sarnę i dzika po dwa tysiące i tysiąc złotych w przypadku innych zwierząt. Faktycznie stosowane kary są mało uciążliwe dla kłusowników – najczęściej jest to pozbawienie wolności w zawieszeniu plus ekwiwalent, a sądy tłumaczą, że to przestępstwo ma niską szkodliwość społeczną.


















![Dąbrowski rynek prawie gotowy [ZDJĘCIA] Rynek Dąbrowa Tarnowska](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2025/10/IMG_20251018_092750-218x150.jpg)




