Po lasach leżących na Powiślu Dąbrowskim beztrosko spacerować nie można, na każdym kroku natknąć się można na różnorakie pułapki zastawione na łowną zwierzynę, a te mogą być niebezpieczne także dla ludzi. W ciągu roku myśliwi w okolicach Dąbrowy Tarnowskiej znajdują po kilkaset różnego rodzaju pułapek zastawionych na sarny, dziki i ptaki.
W ciągu ostatnich kilku lat dąbrowscy policjanci złapali kilkunastu kłusowników, zarekwirowali kilkadziesiąt sztuk broni palnej i sporo amunicji. Strażnicy łowieccy mówią, że być może to jedna tysięczna nielegalnie polujących.
– Dawniej ludzie kłusowali z głodu i z chęci zarobku, dzisiaj robią to raczej dla sportu, z chęci przeżycia przygody, podniesienia poziomu adrenaliny – mówi Andrzej Leń, od 20 lat społeczny strażnik łowiecki w powiatach: dąbrowskim, brzeskim i bocheńskim. – Z moich obserwacji wynika, że zamiłowanie do kłusownictwa jest dziedziczne: polowali dziadkowie, ojcowie, teraz ich dzieci. I najgorsze jest to, że nie widzą w tym nic zdrożnego, nie dostrzegają tego, iż w niehumanitarny sposób mordują zwierzynę i skazują ją na nieopisane męki. Walka z kłusownictwem to jak walka z wiatrakami, bo jest na nie duże przyzwolenie społeczne. Ludzie tolerują to, że ich sąsiedzi wyposażeni w urządzenia kłusownicze oraz nielegalną broń wychodzą do lasu.
Jak wyjaśnia Andrzej Leń, nielegalni myśliwi stosują różne drastyczne metody odłowu.
– Najczęściej używają wnyków, które w zależności od rozmiaru zwierzęcia, jakie chcą upolować, wykonują z drutu lub stalowych linek. Kiedy ptak albo zwierzę w nie wejdzie, pętla się zaciska i uniemożliwia mu ucieczkę, dusząc ofiarę. Sarny lub dziki złapane we wnyki szarpią się, a na ich ciałach robią się głębokie rany. Niezliczoną ilość razy uwalniałem tak poranione zwierzęta, wielokrotnie też odnajdywałem je nieżywe z powodu odniesionych ran. Obrażenia, jakie widziałem, świadczyły o tym, że cierpienia tych zwierząt były straszne, zanim padły. Bywa też tak, że tusza złapanej na wnykach zwierzyny zostaje zmarnowana, bo kłusownicy wnyki zastawiają, ale nie przychodzą sprawdzić, czy coś się w nie złapało. To czysta głupota i bezmyślność.
Łowiecki strażnik opowiada, jak pewnego razu został wezwany do lasu przez policjantów, którzy odnaleźli uwięzionego i poranionego we wnyku dzika.
– Musiałem go niestety dostrzelić, bo miał złamaną kość nogi i tylko ścięgno trzymało go na wnyku. Praktycznie żaden dzik złapany we wnyki nie ma szans na przeżycie – do rannego zwierzęcia nie da się podejść, bo w szale i w bólu mogłaby poranić człowieka, nawet go zabić. W lepszej sytuacji są sarny – jeśli znajdujemy żywą złapaną we wnyki, narzucamy jej na głowę jakąś część ubrania, wtedy się uspokaja i bezpiecznie można ją uwolnić z pułapki. Niestety, najczęściej odnajdujemy zwierzęta już nieżywe.



















![Dąbrowski rynek prawie gotowy [ZDJĘCIA] Rynek Dąbrowa Tarnowska](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2025/10/IMG_20251018_092750-218x150.jpg)




