Trwa prokuratorskie postępowanie dotyczące serii pożarów w Radłowie, w ich wyniku zniszczeniu uległo kilka pojazdów z konwoju humanitarnego jadącego na Ukrainę. Podejrzany o podpalenie mężczyzna mieszka z rodziną w Radłowie. Nie został aresztowany, znajduje się pod dozorem, jest zobowiązany trzy razy w tygodniu meldować się na policji. Był już przed kilku laty karany za wzniecenie pożaru w lesie, leczył się też psychiatrycznie. Do ostatniego podpalenia nie przyznaje się. Teraz czeka na sprecyzowanie zarzutów przez śledczych, w czym pomóc mają m.in. ekspertyzy biegłych. Grozi mu kara do 7,5 roku pozbawienia wolności.
W piątek (3 marca), pożary wybuchały w krótkich odstępach czasu przy ulicach Grobla i Kolejowej w centrum miasteczka. Najpierw zapłonęły nieużytki rolne, pustostan byłej cegielni i drewniane palety przy ul. Grobla. Później ogień strawił doszczętnie karetkę pogotowia na parkingu urzędu miasta przy Kolejowej. Płomienie poważnie uszkodziły drugi ambulans oraz dwa inne samochody, straty oszacowano wstępnie na blisko 90 tysięcy złotych. Dzięki monitoringowi policja szybko ustaliła, że doszło do podpalenia, a piromanem jest 35-letni mieszkaniec Radłowa, który był już wcześniej notowany za podobne przestępstwa. Mężczyzna został przesłuchany w tarnowskiej prokuraturze, gdzie usłyszał zarzuty uszkodzenia mienia i został zwolniony do domu. Zastosowano wobec niego dozór policyjny.
To tylko fragment tekstu… |
![]() REKLAMA (2)
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów. Wykup nielimitowany dostęp do wszystkich treści i wydań elektronicznych tygodnika TEMI. Sprawdź dostępne pakiety. Jesteś już subskrybentem? Zaloguj się |
























