„On lubił chłopców”
Niechlubną przeszłość tarnowskiego księdza jako pierwszy ujawnił na swym blogu ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który – jak twierdzi – ma udokumentowane 14 przypadków molestowania przez ks. Stanisława P. – Dotyczyły one czynów wobec chłopców, bo on lubił chłopców. Najpierw było to „niewinne” głaskanie po głowie, później już tylko gorzej. Generalnie P. preferował „zły dotyk” – mówi ks. Zaleski.
Ostatnio niezwykle mocnym echem odbił się reportaż, który ukazał się na portalu „Onet. pl”. Autor tekstu, Szymon Piegza, dotarł do jednej z ofiar ks. P, który w materiale przedstawia się jako Andrzej. Chce pozostać anonimowy, bo – jak twierdzi – mieszka w jednej z małych miejscowości w diecezji. Niektóre wypowiedzi bohatera reportażu są niezwykle drastyczne i poruszające.
– Będąc ministrantem przez kilka lat, miałem do czynienia z kilkoma księżmi. To byli normalni ludzie w sutannach. Natomiast ks. Stanisława P. pamiętam w wielu scenach, ale każda kojarzy mi się źle. (…) To jego ciągłe przyciskanie mnie do siebie, nawet w grupie innych ministrantów. Ta kolęda, na którą poszedł ze mną, chociaż to nie był jego teren, jakby już wtedy miał wobec mnie jakiś niecny plan. No i wreszcie coś, czego nie zapomnę chyba nigdy: spotkanie w pokoju na plebanii, kiedy siłą włożył mi rękę do spodni. Pamiętam też, jak szybko stamtąd uciekałem. Natomiast później był już tylko strach. Bałem się tego człowieka i po prostu go unikałem. Te wspomnienia naprawdę zostają w głowie na długo – opowiada bohater reportażu „Onetu”.
Skarga goni skargę
Jako pierwsi rozpasania moralnego swojego duszpasterza ks. P. nie zdzierżyli parafianie z Woli Radłowskiej. Nauczyciele i rodzice już w 2001 roku napisali do tarnowskiej kurii, że ich proboszcz zachowuje się gorsząco. I krzywdzi ich dzieci. Oficjalny list wpłynął na biurko ówczesnego ordynariusza tarnowskiego Wiktora Skworca, dziś metropolity katowickiego, początkiem 2002 roku. Efekt? „Podjęcie kroków dyscyplinarnych wobec kapłana” i zlecenie przeprowadzenia postępowania wyjaśniającego.
Przesłuchano świadków, ksiądz P. nie przyznał się do winy, jednak poprosił o zwolnienie z probostwa w Woli Radłowskiej. Złożył też funkcję wicedziekana dekanatu Radłów oraz wicenotariusza do spraw łączności w tym dekanacie. Zawnioskował również o urlop. Na wszystko otrzymał zgodę, a biskup Skworc wezwał go wówczas do „prowadzenia życia godnego kapłana”. P. kilka miesięcy odpoczywał, po czym poczuł wolę Bożą do pracy na Ukrainie. Zgodę na wyjazd ze strony swoich przełożonych otrzymał.
W 2003 roku P. wyjeżdża za wschodnią granicę. Pracuje tam pięć lat. Diecezja kamieniecka nie zapomniała o posłudze tarnowskiego kapłana na Kresach. Nawet po długich latach. Bowiem czas temu jakiś na biurko obecnego biskupa tarnowskiego Andrzeja Jeża trafiło pismo z watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary. I nie było to bynajmniej podziękowanie za kapłańską posługę, złożone za pośrednictwem Stolicy Świętej przez diecezję z Podola. Ale informacja o wszczęciu kolejnego procesu, którego czarnym bohaterem ma być ks. P. Zarzuty? Te same, które przewijały się w pismach z Woli Radłowskiej. Generalnie „obyczajówka”. O sprawie miała też być poinformowana prokuratura.
Po powrocie z Ukrainy ks. P. został skierowany do Krynicy, do parafii zdrojowej, gdzie wówczas proboszczem był jeden z jego kolegów kursowych, który dziś pracuje jako proboszcz w Tarnowie. Tam spowiadał i uczył religii. Bo o jego podejrzanych „kozackich podbojach” nikt jeszcze wówczas nie wiedział. Ale w diecezji miał już jednak nadszarpniętą opinię. – Czasem jest tak, że kiedy biskup już nie ma co zrobić z danym księdzem, mówi delikwentowi: „Poszukaj sobie jakiejś parafii, bo ja nic dla ciebie w tej chwili nie mam. Jak ktoś cię przyjmie, to nie będę oponował”. Albo znajdź sobie miejsce w innej diecezji. Tak mogło być i w tej sytuacji, ale nie znam dokładnie sprawy. Mówię tylko o pewnym mechanizmie – słyszymy od jednego z księży diecezji tarnowskiej.
Przychodzi rok 2010. Do kurii wpływa zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez ks. Stanisław P. Na złożenie takowego nalegał kanclerz. Po przesłuchaniu ordynariusz zawiesił ks. P. w czynnościach kapłańskich. W praktyce oznaczało to, że nie mógł spowiadać i głosić kazań, otrzymał zakaz pracy z dziećmi i młodzieżą, który nadal obowiązuje. P. miał się też przeprowadzić do domu księży emerytów przy ul. Pszennej w Tarnowie. Zamówiono przy okazji ekspertyzę psychologiczną. Diagnoza nie stwierdziła u niego tendencji pedofilskich. Tym niemniej wszystkie dokumenty zostały przesłane do Watykanu, który polecił przeprowadzenie procesu karno-administracyjnego. Sprawa trwała dwa lata. Wyrokiem sądu, kapłan dostał 10-letni zakaz sprawowania sakramentów, mszę mógł odprawiać wyłącznie w domu emerytów. Nadto miał się poddać terapii. Jakiś czas później bp Skworc zobowiązał ukaranego księdza do pokrycia leczenia pokrzywdzonego, które zostało wycenione na 5 tys. dolarów. Pieniądze zostały wpłacone.
Z wyroków trybunałów kościelnych ks. P. niewiele sobie robił. Widziano go bowiem paradującego w sutannie i odświętnej komży podczas procesji odpustowych, miał pielgrzymować do świętych miejsc, głosił nawet rekolekcje. Władze kościelne na wieść o postępkach podejrzewanego kapłana rozkładały bezradnie ręce. W końcu miarka się przebrała. Początkiem marca delegat biskupa Andrzeja Jeża do spraw wykorzystywania seksualnego małoletnich złożył zawiadomienie do prokuratury w Tarnowie o weryfikację czynów pedofilskich, których w swej karierze kościelnej miał się dopuszczać ks. P. Śledczy prowadzą postępowanie w kierunku przestępstwa z art. 200 par. 1 KK. Dotyczy on obcowania płciowego z osobą poniżej 15 lat lub dopuszczania się wobec niej innych czynności seksualnych. Za ten czyn grozi nawet 12 lat więzienia.





















![Pedofile w rękach policji [wideo] lowca pedofilow w tarnowie](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2019/10/lowca-pedofilow-w-tarnowie-100x70.jpg)

