Ostatni małopolski łosoś zakończył życie w 1956 roku. Szczątki nie zachowały się, trudno więc dziś sprawdzić, na ile odmienny genetycznie był to gatunek i czy był specjalnie przystosowany do życia w polskich rzekach. Ostatniego naszego łososia złowiono w Sanie.
Gdy przystępowano do programu przywrócenia łososia w Małopolsce, Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Krakowie zwrócił się do mieszkańców regionu z apelem o przekazywanie trofeów wędkarskich lub informacji mogących ułatwić poznanie żyjącego niegdyś w naszych rzekach podgatunku. Apel nie został bez echa, dotychczas jednak nie zbliżył pracowników projektu do celu. – Udało się zdobyć trofea z łososi wiślanych z lat pięćdziesiątych, jednak przez użyte do konserwowania substancje tkanki zostały na tyle zniszczone, że nie udało się z nich pozyskać odpowiedniego materiału badawczego – mówi Marek Jelonek, koordynator projektu „Biała Tarnowska” z Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie. – Narybek, który przed dwoma laty został wypuszczony do małopolskich rzek – w tym także do Białej – to łosoś z hodowli, przedstawiciel łososia litewskiego z Dźwiny. Jeśli uda nam się uzyskać materiał genetyczny bliższy małopolskiej odmianie okazów, na pewno spróbujemy uzupełnić i zmodyfikować populację – zróżnicowanie genetyczne jest naszym sprzymierzeńcem w tym programie.
Nie chodzi tylko o odzyskanie łososia „z dawnych lat”. Chodzi o przetrwanie w ogóle. Łosoś to ryba wędrowna, po pierwszych dwóch latach życia w górskich rzekach i potokach, gdzie się urodził (lub, jak w Małopolsce – gdzie go wypuszczono jako drobną rybkę), wędruje miesiącami w dół rzeki. Kolejne 2-3 lata spędza w morzu, gdzie dorasta. Dorosłe łososie, zwykle już kilkukilogramowe ryby, wracają w górę rzeki, aby odbyć tarło w „miejscu pochodzenia”.
Oczywiście, po drodze czeka łososia wiele przeszkód i niebezpieczeństw. Nie najdrobniejsze z nich to „zdobycze cywilizacji” – zapory i progi wodne, które uniemożliwiają rybom migrację, dlatego zaplanowano m.in. przebudowę czterech z kilkunastu różnych „łososiowych barier” w korycie Białej. Dwie przepławki – w Ciężkowicach i Pleśnej – już powstały, w przyszłym roku mają być ukończone kolejne.
Jednak, jako że łosoś zmierza do morza większymi rzekami, najpoważniejszą przeszkodą jest zapora we Włocławku. Pierwsze pieniądze na wykonanie „korytarzy” dla migrujących ryb skierowano tam podobno już w latach 2005-2007, problemu jednak nie rozwiązano.
– Zapora we Włocławku – pomnik megalomanii ujarzmiania natury z czasów poprzedniego ustroju! – irytuje się jeden z moich rozmówców. – Czy naprawdę takim problemem jest przeprowadzenie rury przez beton?
Wiosną 2008 i 2009 r. wpuszczono do Białej po 60 tys. sztuk młodego łososia. Jeśli pierwsze pokolenie migrowało w stronę morza – i przy założeniu, że przynajmniej część drobnych jeszcze ryb pokonała rzeczne przeszkody – w tym roku dorosłe sztuki powinny zacząć wracać na tarło. Jeśli zaś łososie trafią z powrotem do Białej, prawdopodobnie zostaną wyłapane, by „wytarły się” (rozmnożyły) w warunkach sztucznych. Ichtiolodzy obawiają się bowiem, że w Białej i jej dorzeczu nie ma właściwych terenów na tarło łososi, m.in. ze względu na brak właściwego żwiru i zamulenie koryta.
Przeżywalność łososi wypuszczonych kilka lat temu badano kilkakrotnie. W pierwszym roku po wypuszczeniu wyniosła ok. 8 procent, w kolejnych – 2-4 proc. Według ostatnich danych, przeżywalność pierwszych populacji łososi to niecałe 2 proc. – To jednak dobry wynik – zapewnia Marek Jelonek. – Gdybyśmy odchowali łososie w sztucznych warunkach – w stawach hodowlanych – przeżywalność byłaby na poziomie nawet kilkudziesięciu procent. Ale nam chodzi o ryby, które potrafią same przetrwać w środowisku polskich rzek, wędrować, rozmnażać się. Pierwsze wypuszczone populacje traktowaliśmy jako rodzaj eksperymentu – jeśli choć drobny procent sobie poradzi, wypuszczamy kolejne pokolenia. Prawdziwa, żyjąca w naturalnych warunkach populacja powinna być przecież także zróżnicowana wiekowo.
Jesienią br. do Białej trafi kolejne pokolenie salmon salar (łososia atlantyckiego) – tym razem w liczbie 200 tys. sztuk. Czy młode ryby znajdą się w bardziej przyjaznym łososiom świecie? Może odrobinę… Ale to one będą się musiały przystosować i – zapewne – większość zapłaci za to życiem.
Młodym rybom zagrażają nawet potencjalni sprzymierzeńcy, czyli wędkarze. Są oni co prawda dobrze nastawieni do przywrócenia atrakcyjnej ryby Białej, ale – z drugiej strony – mogą mylić młode łososie przed wysrebrzeniem (tzw. smolty) z innymi gatunkami ryb łowionych w Białej, Dunajcu czy Wiśle – choćby z pstrągiem.
Mieszkańcy okolic nad Białą z reguły projektowi przywrócenia rzece łososia kibicują, choć są pełni wątpliwości. – Po co tak męczyć stworzenia boże? Przecież Biała to ciągle miejscami zwykły ściek! – komentuje mieszkanka Grybowa.
– Niestety, obawiam się, że program poniesie fiasko. To nie jest tylko kwestia zarybienia i kilku przepławek – ocenia inny komentujący. – Żeby Biała mogła być tarliskiem łososi, to trzeba by ją „rozregulować”, czyli zlikwidować uregulowane odcinki, pozwolić rzece swobodnie meandrować, a jej dolinę objąć kompleksową ochroną, z odtworzeniem nadrzecznych łęgów i innych biotopów włącznie…
Prowadzony od kilku lat projekt, realizowany wspólnie przez Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Krakowie, Instytut Ochrony Przyrody PAN i organizację WWF Polska, za ostateczny cel ma właśnie „naturalizację” Białej i przywrócenie towarzyszących rzece naturalnych środowisk. Oprócz likwidacji „barier” w korycie, w kluczowych miejscach mają zostać odtworzone przybrzeżne lasy łęgowe. Inne cele projektu to np. przywrócenie historycznego zasięgu skójki gruboskorupowej – małża, który jest naturalnym filtratorem i jednocześnie wskaźnikiem czystości wód. – Projekt dotyczący Białej stanowi jeden z nielicznych w Polsce przykładów kompleksowego przywrócenia rzece i jej dolinie ciągłości ekologicznej i związanych z tym funkcji przyrodniczych – podkreśla Paweł Średziński, rzecznik prasowy WWF Polska.
– Łosoś to klucz – mówi Marek Jelonek. – Klucz do czystych, malowniczych, przyjaznych rybom i innym organizmom rzek, jakie chcielibyśmy mieć w Małopolsce. Jeśli uda się łososiowi, może i nam się uda. W Niemczech na Renie podobny eksperyment w pełni się powiódł.
Rybi survival, czyli łosoś wraca do Białej
REKLAMA
REKLAMA
























