– W najbliższym czasie wybieramy się całą rodziną na narty do Krynicy. Słotwiński stok bardzo nam odpowiada. Poza tym w miejsce starego, krzesełkowego wyciągu miała powstać nowa, kilkuosobowa „kanapa” z podgrzewanymi siedziskami. Jestem ciekawa tych zmian – mówi Renata. – Ze względów finansowych nie planujemy już wyjazdów z noclegami poza domem. Wybieramy stacje narciarskie znajdujące się w odległości do stu kilometrów od Tarnowa, stąd między innymi Słotwiny – dojazd jest szybki od strony Grybowa przez Florynkę, a droga bardzo malownicza. Rano wyjeżdżamy, wieczorem wracamy. W sezonie odwiedzamy też Magurę Małastowską, trasa narciarska jest długa, a to ma znaczenie.
Z kolei Marcin regularnie odwiedza Lubinkę. – Kocham narty, ale praca zabiera mi mnóstwo czasu. Nie mogę sobie pozwolić na weekendowe wyjazdy w góry, więc organizuję spontaniczne, popołudniowe wypady na najbliższy ze stoków, czyli Lubinkę. W tym roku na nartach nie byłem, bo wyciąg nie został jeszcze uruchomiony. Jurasówka też leży blisko, ale jest w sam raz dla początkujących narciarzy. Jeżdżenie góra-dół, góra-dół już nie dla mnie.
Dla Karoliny sezon narciarski rozpoczął się już prawie miesiąc temu. – Nie wiem, jak oni to zrobili, ale w Siemiechowie można jeździć. Synowie byli zachwyceni. Teraz co sobotę meldujemy się na stoku.
Jurasówka – stacja narciarska w Siemiechowie (w gminie Gromnik), jako pierwsza w rejonie Tarnowa odtrąbiła rozpoczęcie zimowego sezonu już 10 grudnia. Trasy otwierano na raty z uwagi na warunki pogodowe, najpierw główną, długą na 350 metrów, kilka dni później oślą łączkę, a tuż przed świętami 600-metrową trasę numer dwa o średniej trudności. W międzyczasie działalność zawieszano ze względu na opady deszczu. – Przy tym klimacie nie ma już chyba stoku, który mógłby działać bez sztucznego naśnieżania. Dlatego inwestujemy w armatki, mamy ich sześć – mówi Wojciech Wojtanowski z Jurasówki. – Nasz stok jest północny, to dobrze, bo śnieg dłużej się na nim trzyma.
W Janowicach w gminie Pleśna na stoku Lubinki armatki pracują od dawna, ale pogoda ciągle krzyżuje im plany. To zaledwie 20 kilometrów od Tarnowa. – Jak doskonale wiadomo, nasz tarnowski „biegun ciepła” bywa kapryśny, ale mamy nadzieję, że już niebawem wystartujemy – nie trącą nadziei pracownicy stacji. Trasa główna – wzdłuż wyciągu ma 750 metrów, a mała dla dzieci liczy 100 metrów. – Chcąc zaśnieżyć całość, armatki powinny pracować prawie tydzień w temperaturze od minus sześciu do minus dziesięciu stopni. W tym roku raczej nie zdążymy z uruchomieniem wyciągu – mówił w minionym tygodniu Kazimierz Partyka, właściciel stacji narciarskiej. – Dośnieżamy na raty. Armatki wystrzeliwują granulki wody, a one, zanim dolecą do ziemi, muszą zamarznąć tworząc kryształki lodu. Przy temperaturze sięgającej minus dwóch – trzech stopni nasze armatki mogą wyprodukować 10 kubików sztucznego śniegu. W tym samym czasie wyprodukują 30 kubików, jeśli tylko temperatura spadnie do minus 15 stopni. Ale nie spada… Gdyby na termometrach pojawiło się choćby minus 10 stopni, wystarczą nam cztery doby, by naśnieżyć cały stok. Dla całego procesu ważna jest też wilgotność powietrza. Im niższa, tym łatwiej wytworzyć sztuczny śnieg, który jest trwalszy od naturalnego.
Z fizycznego punktu widzenia główna różnica między śniegiem naturalnym a sztucznym leży w wadze. Metr sześcienny świeżego śniegu waży od 40 do 80 kilogramów, podczas gdy kubik sztucznego aż 380 kilogramów. Zdaniem wielu narciarzy po tym naturalnym jeździ się dużo lepiej…
Marzenie Kazimierza Partyki chyba się nie spełni. – Chciałbym, żeby z nieba spadł prawdziwy śnieg. Czwarty rok z rzędu mamy ciepłą zimę. Były kiedyś takie zimy, że wystarczyło ratrakiem śnieg ubić i już można było jeździć… Teraz ważne jest, żebyśmy zdążyliśmy z otwarciem przed feriami. Jesteśmy przygotowani, odbiory techniczne wyciągów już były, ale trzeba dorobić śniegu.
Naśnieżanie trwa również w Jastrzębi koło Ciężkowic. – Rok temu armatki pracowały non stop przez pięć dni i pięć nocy, zanim zaprosiliśmy do nas narciarzy. Teraz ta sztuka nam się nie udała. Skąd wziąć pięć kolejnych dób z temperaturą sięgającą minus 10 stopni? – pyta właściciel stacji, Jan Adamczyk.
Problemy nie tyle ze śniegiem, co z mrozem odczuwa także Stacja Narciarska Laskowa – Kamionna w powiecie limanowskim. Udało się na razie uruchomić dwa wyciągi. Nadal nie można szusować w poddębickiej Stobiernej, można natomiast w Gogołowie, niedaleko Brzostka.
Śnieżne kłopoty narciarskich stacji
REKLAMA
REKLAMA



















![Zima wróciła do Parku Strzeleckiego. Sanki, śmiech i biały spokój w centrum Tarnowa [ZDJĘCIA]](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/zima_w-Parku-1-218x150.jpg)



