Rok temu, gdy odbywała się druga edycja zlotu zabytkowych samochodów w Łęgu Tarnowskim, zadzwoniliśmy do organizatora – Mariusza Czosnki, miejscowego przedsiębiorcy. Chcieliśmy uzyskać bliższe informacje na temat imprezy. On tylko odpowiedział: – Proszę rozmawiać z Pawłem, moim synem. On najwięcej się tym zajmuje.
Nie wiedzieliśmy wówczas, że chodzi o syna gimnazjalistę.
Rzeczywiście, o zlocie zabytków na kołach wiedział wszystko, ponieważ był głównym organizatorem. Dwoił się i troił, żeby zlot wypalił. Pomagali mu przede wszystkim rodzice i starszy brat Piotr.
Paweł mówi, że wychował się „przy warsztacie ojca”. Ojciec prowadzi we wsi serwis samochodowy. Jest pewne, że ta okoliczność zdecyduje o przyszłości Pawła.
Wydawało się wszelako, że w swoich motoryzacyjnych zainteresowaniach pójdzie śladem swoich kolegów. Oni preferują nowoczesność: szybkie, uzbrojone w komputery samochody albo wystrzałowe motocykle, najlepiej ścigacze. Takie najbardziej dziś imponują.
Paweł wybrał stare, zabytkowe pojazdy.
– One mają swoją duszę. Mają niepowtarzalny styl, niespotykaną już elegancję – zachwala dawne pojazdy. – To są pomniki na kołach.
Nowy długo nie przetrwa…
O najnowszych wyrobach światowej motoryzacji Paweł wyraża się z wyczuwalnym dystansem:
– Żaden z nich nie przetrwa tak długo. Ta cała wielka elektronika z czasem zaśniedzieje, unieruchomi pojazd, skaże go na niebyt. Stracą na aktualności zastosowane programy komputerowe.
Zresztą o czym tu mówić. Nowe samochody są jak od sztampy. Jeden podobny do drugiego. Z daleka trudno odróżnić markę. Nie ma w nich pasji.
Klasyczne pojazdy bywają urzekające, mają swój indywidualny charakter – wygląd, nawet zapach. Z ojcem i bratem kilka lat temu zaczęli jeździć na coraz popularniejsze w kraju zloty motoryzacji zabytkowej. Pojazdy, które się tam zjawiały, oczarowały ich. Czosnykowie postanowili stworzyć swoją małą kolekcję.
– Na początku był legendarny opel cadett, rocznik 1972 – opowiada Paweł. – Największym problemem przy restauracji zabytkowych pojazdów jest niedostatek oryginalnych części. Tak było i w przypadku naszego opla. Ciągle jeszcze pozostaje z tego powodu w remoncie. Klocki hamulcowe musieliśmy dorobić do niego sami.
Perła w garażu
Paweł twierdzi, iż perełką ich skromnej na razie kolekcji jest alfa romeo spider, klasyczny model włoskiego kabrioletu, samochód z pierwszym na świecie silnikiem wyposażonym w zmienne fazy rozrządu. Rocznik 1987.
– To było moje marzenie. Alfę kupiliśmy w USA. Teraz modne jest sprowadzanie „klasyków” właśnie ze Stanów. Są tam ciekawe oferty, a transakcje mogą być opłacalne nawet po uregulowaniu rachunku za daleki transport. Ostatnio starsze modele mercedesów sprowadza się chętnie z Japonii.
W warsztacie ojca Pawła stoją dwa inne zabytki: renault 11 i jeszcze jeden model opla, ponad 30-letni.
Paweł pomaga w ich remontach; opowiada, jak żmudna jest to praca, jak inne metody napraw od dzisiejszych, jak dokonuje się demontażu do ostatniej śrubki, jak niekiedy latami poszukuje się brakujących detali. I jak w tych staraniach następują chwile zwątpienia.
Można by jeszcze wspomnieć o pieniądzach. Restauracja zabytkowego pojazdu jest niezwykle kosztowna. Zdarza się, że tylko chromowanie niewielkiego zderzaka to wydatek 5 tysięcy złotych.
Rozmawiamy o tym wszystkim w pośpiechu. Dzisiaj w parku krajobrazowym w Łęgu Tarnowskim, w pobliżu zabytkowego pałacu, odbywa się trzeci zlot zabytkowych pojazdów. Ludzie lgną przede wszystkim do niepowtarzalnej limuzyny z 1933 roku – czarnego plymoutha deluxe, który jeszcze całkiem żwawo jeździ…
Kto czym przyjedzie?
Paweł biega w różne strony, telefonuje, odbiera rozmowy, coś jeszcze sprawdza, wita gości. Robi wszystko, żeby nic nie nawaliło.
– Rożnego rodzaju załatwień jest tyle, że prędko przekonałem się, że sam nie jestem w stanie tego wszystkiego ogarnąć.
Zlot zabytków motoryzacji w Łęgu chwycił na tyle, że ma coraz więcej zwolenników i pomocników. Ale on jest głową tej imprezy. Kiedy trzy lata temu zaczynał, mając 15 lat, wielu nie mogło się nadziwić jego organizacyjnej sprawności. Już podczas drugiej edycji imprezy przyjechało z różnych stron Polski południowo-wschodniej ponad 100 pojazdów.
– Udało się nam nawiązać kontakty z kolekcjonerami starych samochodów i motocykli z Jasła, Krosna, Tarnowa, na których zawsze można liczyć.
Bo w tej imprezie najważniejsze jest, kto czym przyjedzie, czy będzie można się zachwycić jakąś motoryzacyjną perłą. To stanowi o wartości imprezy.
W Łęgu jest konkurs samochodowej elegancji, są nagrody, puchary, dyplomy dla uczestników. Jest formowana kolumna zabytkowych pojazdów, które udają się również do pobliskiego Żabna oraz do malowanego Zalipia. A miłośnicy historii, nie tylko motoryzacyjnej, mogą w tym czasie posłuchać opowieści o pałacu w Partyniu i zwiedzić go z przewodnikiem.
Marzenia o mustangu
Paweł Czosnyka idzie prosto wytyczoną drogą. Robi to, co zamierzał już jakiś czas temu. Dziś jest w pierwszej klasie Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Tarnowie, gdzie uczy się mechaniki, elektroniki, obróbki ślusarskiej, a także podstaw kowalstwa artystycznego.
– Kowalstwo artystyczne bardzo się przydaje podczas restauracji historycznych pojazdów. W przyszłości chciałbym zawodowo zająć się właśnie odnową zabytkowych samochodów. Czasami jest to zajęcie niemal artystyczne.
Nie całkiem jednak zrywa ze współczesnością. Paweł Czosnyka jest pomocnikiem w grupie mechaników, którzy stanowią ekipę w wyścigach samochodowych pod marką Volkswagena „Gładysz Racing Team”. Wyjeżdża z nimi na trasy w kraju i za granicą, pod opieką mają obecnie cztery wystrzałowe samochody, zupełnie inne od zabytkowych… Dbają o ich sprawność i 100-procentową wydolność podczas zawodów. Paweł bardzo chwali sobie to doświadczenie, ale i tak największe przywiązanie wciąż deklaruje do starych aut.
Opowiada o swoich nowych marzeniach: – Mogę powiedzieć, że niemalże od dziecka marzyłem o tym, aby mieć forda mustanga z połowy lat 60. XX wieku, legendarny amerykański samochód sportowy. Może kiedyś się uda. Chciałbym mieć też citroena ami 6. To rzadko dziś spotykany, bardzo oryginalny samochód z zamontowaną tylną szybą odwrotnie skośną do kierunku jazdy.
Z tatą planują też inny zakup. Chodzi o samochód z lat trzydziestych ubiegłego stulecia, jak mówi Paweł, o limuzynę Drugiej Rzeczypospolitej, która ma niepowtarzalny klimat. – Dla nas byłaby to wisienka na torcie. Już w tej sprawie mamy coś na oku.
























