Nauczyciel znaczył więcej
– Nauczycielem byłam od 1964 roku – mówi Halina Pater, która przez 35 lat pracowała jako nauczycielka języka polskiego w kilku szkołach dawnego powiatu gorlickiego i tarnowskiego. Dziś, będąc już na emeryturze, z przyjemnością wraca do lat, kiedy to trzymając kredę w dłoni, tłumaczyła swoim uczniom, jak napisać dobrze wypracowanie. – Dawniej uczniowie ze wsi byli inni. Dzieci dużo pracowały w polu, zdarzało się, że na lekcję przychodziły spóźnione ze sianem we włosach. Miały niewiele czasu na naukę. Prawdą jest również, że nie miały aż tak wielu możliwości jak dzisiejsze dzieci. Dziś świat się skurczył i aby pojechać do Krakowa czy innego większego miasta, wystarczy wsiąść w autobus. W latach 70. można było o tym zapomnieć – tłumaczy.
Jej słowa potwierdza córka Magda, która również jest nauczycielką. Nie do końca jednak poszła w ślady swojej mamy, ponieważ uczy matematyki.
– Dawniej nauczyciel był autorytetem. Był jednym z niewielu ludzi na wsi, którzy mogli pochwalić się jakimkolwiek wykształceniem. Obecnie zdarza się, że znacznie większym autorytetem wśród uczniów cieszy się telewizja i Internet, bardziej wierzą temu, co znajdą w sieci, niż nauczycielowi. Świat się zmienił, a wraz z nim zmieniły się wzorce…
Różnice coraz mniejsze
Obie nauczycielki nie widzą zbyt dużej różnicy w byciu nauczycielem na wsi i w mieście, podkreślają, że również różnice pomiędzy uczniami pochodzącymi ze wsi i z miast coraz bardziej się zacierają.
– Uczniowie mieszkający na wsi nie mają już czego zazdrościć swoim rówieśnikom z miast. Tak jak oni, korzystają z nowinek technicznych, szkoły są nowoczesne, dobrze wyposażone – mówi pani Magda. – Dziś uczniowie czy nauczyciele nie muszą codziennie pokonywać pieszo wielu kilometrów, aby znaleźć się w szkole. Teraz wszyscy korzystają z autobusów czy samochodów – mówi pani Halina. – Osobiście uważam, że różnica nadal widoczna jest w wychowaniu, na korzyść wiejskich dzieci.
Jednym z problemów, z jakim borykają się wiejscy nauczyciele, to spadająca z roku na rok liczba uczniów. Nie tylko z powodu niżu demograficznego, ale też pędu do nauki w miastach.
– Kiedyś klasy liczyły po 30 osób, dziś są znacznie mniej liczne. Zaletą takiego stanu rzeczy jest indywidualne podejście do każdego ucznia, ale to jedyny pozytyw. Mniejsza liczba uczniów to mniej szkół i związany z tym problem bezrobocia nauczycieli – mówi pani Magda.
Mimo iż życie wiejskiego nauczyciela nie jest usłane różami, obie panie zbytnio nie narzekają.
– Czuję, że dobrze wypełniam swoją rolę wiejskiego nauczyciela. A jaka to rola? Dobrze uczyć i pomagać swoim uczniom otworzyć bramę wielkiego świata. Dziś jest to zdecydowanie łatwiejsze niż kiedyś… – kończy pani Magda.
























