O dziewczynce z wyspy

0
Skały
fot. Marta Tutaj
REKLAMA

Mój hiszpański znajomy, Andres, przysłał mi nowy odcinek historii Any – opowieści, którą pisze i maluje zarazem. To przypomniało mi, że nie byłam ostatniej wiosny na wyspie Tabarca. A powinnam tam być.

Piraci i niewolnicy

Tabarca to najmniejsza zamieszkana wyspa Hiszpanii – ma ok. 1800 m długości i mniej niż 500 m szerokości; powierzchni – ok. 0,3 km kw. (30 ha). Jak na tak niewielki skrawek lądu ma interesującą historię. Pod nazwami Planesia i Planeria znana była starożytnym Grekom i Rzymianom – archeolodzy znaleźli na wysepce ślady domów i grobów. Legenda mówi, że przebywał tam św. Paweł z Tarsu wysadzony tu z rozbitego okrętu – stąd przez jakiś okres miejsce to nazywano także Wyspą św. Pawła. W nowszych czasach z wyspy korzystali berberyjscy piraci, którzy mieli tu bazę wypadową do ataków zarówno na statki kupieckie, jak i zamieszkałe przez chrześcijan miejscowości na wybrzeżu Hiszpanii.

W ten sposób wyspa zwana imieniem świętego Pawła stała się schronieniem muzułmańskich piratów. W połowie XVIII wieku król Hiszpanii Carlos III postanowił skończyć z uciążliwą kryjówką piratów, zasiedlić i ufortyfikować wysepkę. Akurat w tym czasie pewien ksiądz ubiegał się u króla o pomoc dla kilkuset chrześcijańskich jeńców, żyjących wciąż w niewoli beja Tunisu. W większości byli to porwani kiedyś przez piratów mieszkańcy włoskiej Ligurii, wraz z rodzinami – część z nich urodziła się jeszcze w Ligurii, część już w niewoli, w tunezyjskim porcie Tabarqah. Król postanowił wykupić od beja całą tę społeczność i osiedlić na odbitej piratom wyspie. Ponad trzystu nowych mieszkańców Wyspy św. Pawła nazwano tabarquinos – od miejsca, z którego przybyli. A że i oni sami nazwali swoje miasto Nową Tabarką, od XVIII wieku nazwa ta przylgnęła do wyspy.

Dla osadników wybudowano na wyspie domy – każdy otrzymał numer, a każda rodzina przydział na budynek. Była to więcjak na owe czasy całkiem nowoczesna forma osadnictwa. Miasteczko Isla Plana de Nueva Tabarca wkrótce otoczyły także wybudowane na rozkaz króla mury obronne i umocnienia (dziś spacer po nich dostarcza pięknych widoków na wybrzeże i otaczające Tabarkę wysepki!) oraz okazały murowany kościół św. Piotra i Pawła, którego sylwetka już z dala góruje nad wyspą.

REKLAMA (2)

A kim jest Ana? To bohaterka powieści Andresa, zatytułowanej „Isla ventosa” („Wyspa wiatrów”) – mała dziewczynka z XVIII wieku, chrześcijanka urodzona w Tunisie, i przesiedlona z afrykańskiego portu Tabarqah na hiszpańską wysepkę Tabarca. Andres, który, choć mieszka dziś w Walencji, sam jest tabarquino, potomkiem wyspiarzy – wierzy, że Ana mogła być jego przodkinią. „Isla ventosa” to opowieść o dziecku, które – przewiezione z Afryki na niewielką, wietrzną wyspę u wybrzeży Hiszpanii – uczy się nowego świata i nowego sposobu życia, poznaje nowe miejsca na wyspie, nowy pejzaż, klimat, chłodne turkusowe morze i wiatr, niemal zawsze wiejący na Tabarce. Jest to zarazem opowieść o historii wyspy, która w czasach dzieciństwa Any dostała nową nazwę i rolę do odegrania. A także trochę opowieść z dzieciństwa Andresa, który wychował się na wysepce i – jak mówi – jej pejzaż zawsze ma przed oczami, gdziekolwiek mieszka.

Pejzaż zachowany

Nie znam hiszpańskiego na tyle dobrze, by docenić obraz wyspy, jaki maluje w opowieści Andres. Wystarczyć muszą mi jego obrazy, powstające pod wpływem opowieści – bo Andres jest malarzem, nie pisarzem. Na jednym z nich dziewczynka o splątanych ciemnych lokach, podobna nieco do dzieci arabskich, siedzi skulona na kamiennym cyplu, patrząc na morze i małą skalną wysepkę z krzyżem. To Punta Falco, wschodni kraniec wyspy, gdzie dziś jest rezerwat morski z miejscami do nurkowania, a w pobliżu znajduje się jedyny cmentarz tabarquinos – który w czasach Any jeszcze nie istniał.

Mewa
Mewa | fot. Marta Tutaj

Tabarca niewiele zmieniła się od XVIII wieku – co jest tym bardziej zdumiewające, że leży zaledwie kilka kilometrów od Costa Blanca, chyba najbardziej zurbanizowanego odcinka hiszpańskiego wybrzeża, gdzie tuż przy plażach biegną drogi szybkiego ruchu i piętrzą się wysokościowce. Na szczęście jednak w latach osiemdziesiątych XX w. w wodach przybrzeżnych i na niezamieszkałej części wyspy Tabarca utworzono rezerwat przyrodniczy, a kilkanaście lat wcześniej ochroną objęto historyczny krajobraz miasteczka. Co prawda dobudowano tu kompleks nowych kwater turystycznych (wyspa, niegdyś rybacka, dziś żyje głównie z turystyki), mieszczą się one jednak w niskich budynkach nawiązujących stylistycznie do wcześniej istniejących domów rybaków. Najwyższe budynki na wyspie to kościół, latarnia morska i fort. Z XVIII wieku pozostały też malownicze mury obronne z historycznymi bramami – idealne do podziwiania zachodów słońca nad morzem – i Karolina: rynek nazwany od imienia króla-dobroczyńcy Carlosa III, z dwoma historycznymi studniami, kiedyś jedynymi na wyspie. Koło katedry rosną palmy – jedne z nielicznych na Tabarce drzew. Nigdzie na Costa Blanca nie znajdziecie takich pejzaży – zacisznych uliczek z rybackimi domami kończących się widokiem na połyskliwe, turkusowe morze, skalnych wysepek pełnych ptaków, z błękitną linią wybrzeża w tle.

Na Tabarca nie ma praktycznie samochodów. Ulic, którymi mogłyby jeździć, jest niewiele. Mieszkańców jest również niewielu: stała populacja w sezonie to kilkadziesiąt osób, po sezonie – gdy zimne wiatry mkną nad Tabarką – maleje do kilku, najwyżej kilkunastu osób.

Kraina ptaków

Tak jest na Nueva Tabarca. Druga połowa wyspy, ciągnąca się za wąskim przesmykiem lądu ku Punto Falco, jest niezamieszkana. Jedyne stojące tu budowle to dawny fort, potem więzienie (obecnie historyczny budynek zamknięty na głucho), ruiny starej chaty, latarnia morska (teraz użytkowana przez ornitologów) i cmentarz. Resztę ziemi pokrywają ostre, niskie trawy zdolne oprzeć się wiatrom, kolczaste zarośla i dziko rosnące opuncje.

Rządzą ptaki. Setki mew gnieździ się na kamiennych klifach wybrzeża, wśród kwitnących wiosną pnących przypołudników i skalnych krzewinek. W ciernistych zaroślach, które wiosną porastają zielonymi listkami i drobnymi kwiatami, ukrywają się drobne ptaki: muchołówki, pierwiosnki, pokrzewki aksamitne, kosy i drozdy. W ruinach chaty, na której ścianach grzeją się gekony murowe, ukrywają się wróble, mazurki i gołębie. Na opuncjach przysiadają drapieżcy – gnieżdżące się w forcie pustułki i dzierzby rudogłowe. Nad wszystkim przemykają jak wirujące drony jerzyki blade, które żyją i w ścianach fortu, i w historycznych murach. A w skalnych zatoczkach przy wybrzeżu łowią czaple, kormorany, rybitwy, kamuszniki i ohary.

Jest tu wiele ścieżek spacerowych dla turystów, którzy przybywają porannym promem i wędrują po wyspie, a potem wracają do jej zamieszkałej części, jedzą obiad w jednej z kilku restauracji przy przystani, by popołudniowym promem wrócić na wybrzeże. Na ptasiej części Tabarki robi się idealnie pusto i – jeśli nie liczyć morza, wiatru oraz ptasich głosów – cicho. Powietrze ma cudowną przejrzystość i wszystkie barwy są nieprawdopodobnie intensywne. Podobnie świetliste kolory pamiętam tylko z jeziora Titicaca.

REKLAMA (3)

Gdy dwa lata temu w maju siedzieliśmy z Andresem w okolicach fortu patrząc na niebo, morze i kwitnące wybrzeże, z traw obok nas wyszedł łaciaty królik. Andres powiedział, że na wyspie żyje niewielka populacja dzikich królików, potomków hodowlanych, które przywieźli tu pierwsi tabarquinos.

– Czy zatem Ana nie powinna mieć królika? – zapytałam.

– Ależ oczywiście! – odparł. – Ja, jako dziecko, miałem.

Obiecał, że namaluje portret Any z królikiem.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze