Nie wiedzieli nawet rodzice
Pochodząca z Pogórskiej Woli zawodniczka od dziecka była wysportowana. Co roku na jej świadectwie szkolnym przy przedmiocie wychowanie fizyczne figurowała ocena celująca. Od najmłodszych lat zakochana była w siatkówce. Uczęszczała na treningi UKS Jedynka Tarnów, jednak ze względu na brak odpowiednich warunków fizycznych zrezygnowała. – Jestem wysoka, jednak nie na tyle, aby zawodowo uprawiać ten sport. Kiedy się za coś zabieram, staram się temu oddać w stu procentach. Nie interesowała mnie gra na szczeblu III czy IV ligi. Nie było sensu tego ciągnąć – mówi.
Po jednym z siatkarskich treningów wraz z koleżanką zdecydowały się zajrzeć na zajęcia z boksu. – Byłam już uczennicą liceum, przypadkowo natrafiłam na plakat zachęcający do uczęszczania na zajęcia klubu bokserskiego „Tiger”. Z koleżanką poszłyśmy na pierwszy trening. Mimo iż wówczas zajęcia odbywały się w złych warunkach, a za ring musiały wystarczyć nam rozłożone materace i naciągnięte wokół nich liny, złapałam bakcyla, bo atmosfera była naprawdę znakomita. To w głównej mierze zdecydowało, że właśnie boks stał się moją główną dyscypliną sportu.
Początkowo o nowym hobby nie wiedzieli nawet jej rodzice. Prawda wyszła na jaw dopiero po kilkunastu treningach. – Po zajęciach w szkole zawsze zostawałam na treningach z siatkówki, więc rodzice byli przekonani, że w dalszym ciągu ją uprawiam. Pewnego razu moja mama zobaczyła w moim pokoju rękawice bokserskie, wtedy wszystko się wydało. Rodzice nie mieli jednak do mnie o to pretensji. Prosili tylko, abym na siebie uważała.
Potężny cios
W sali treningowej była „zjawiskiem”, ponieważ na treningi nie uczęszczało zbyt dużo dziewcząt.
– Trener już po pierwszych zajęciach zobaczył we mnie potencjał, choć miałam braki w technice, Nadal pracuję nad swoim największym mankamentem, czyli odpowiednim poruszaniu się na nogach. Silny cios jest jednak moim znakiem rozpoznawczym. Mało jest dziewczyn, które potrafią przyłożyć tak jak ja – śmieje się Ewelina.
Siłę jej ciosu poznała m.in. jedna z koleżanek. – To był mój pierwszy sparing. Niestety zakończył się już po 20 sekundach walki. Po jednym z moich uderzeń dziewczyna wylądowała na deskach i później już nigdy nie pojawiła się na treningu. Do dziś mi jest z tego powodu trochę przykro, bo nie chciałam, aby tak się to skończyło. Jednak z drugiej strony stanowiło to dla mnie kolejny dowód na to, iż boks był dobrym wyborem.
W 2014 roku wystąpiła podczas młodzieżowych mistrzostw Polski, które odbyły się w Grudziądzu, z zawodów wróciła z brązowym medalem. W ubiegłym roku również sięgnęła po brąz. Tym razem w mistrzostwach Polski seniorów. – Na mistrzostwa, które odbywały się w Karlinie, pojechałam sama, bo trener nie mógł. Na miejscu pracowałam ze znajomym trenerem z Krakowa, który przeprowadził ze mną rozgrzewkę i stał w moim narożniku, kiedy byłam w ringu. Walczyłam w kategorii do 75 kg. Brązowy medal to naprawdę wielki i niespodziewany sukces. Jadąc na mistrzostwa, nawet o tym nie marzyłam. W półfinale przegrałam z młodzieżową mistrzynią olimpijską, Elżbietą Wójcik. Nie miałam większych szans, bo Ela to jedna z najlepszych pięściarek na świecie, która przeszła już na zawodowstwo.
Przyjdzie zrezygnować?
Ewelina w ringu zamienia się w prawdziwą bestię, ale na co dzień jest miłą, uśmiechniętą dziewczyną o gołębim sercu. Pomimo wielu sukcesów myśli o rezygnacji z bosku. Powód? Pieniądze, a w zasadzie ich brak, bo do tej pory nie ma sponsora, a bez tego trudno myśleć o poważnym uprawianiu tej dyscypliny. Problemem jest również brak konkurencji. W Tarnowie brakuje zawodniczek, z którymi mogłaby ćwiczyć. – Na treningach sparuję przede wszystkim z chłopakami. Oczywiście są to młodsi zawodnicy, którzy stawiają pierwsze kroki na ringu. Wtedy te boje są wyrównane, ale sama niezbyt komfortowo czuję się podczas tego typu walk. Pojedynek mężczyzna kontra kobieta nigdy nie będzie odzwierciedlał moich możliwości. Poza tym, po niektórych chłopakach widzę, że nie są chętni do wyprowadzania zbyt mocnych ciosów, bo kto będzie bił kobietę? To spory problem, który ogranicza mój bokserski rozwój.
Zawodniczka „Tigera” trenuje codziennie, koszty związane z dojazdem i zakupami sprzętu sportowego są spore. – Studiuję zaocznie wychowanie fizyczne, pracuję również na Orliku, gdzie prowadzę treningi z siatkówki dla najmłodszych. Pozostały czas wypełnia mi boks. Teraz nadszedł czas, kiedy trzeba podjąć twardą decyzję: czy poświęcić się mu bez reszty, czy zrezygnować i szukać szczęścia w innych dyscyplinach. Przede mną najcięższe walki, których finałem będą tegoroczne mistrzostwa Polski. Jeżeli zajmę tam jedno z czołowych miejsc, to jest spora szansa, że trafię do kadry narodowej, dzięki czemu pojawią się sponsorzy, a związek będzie finansował moją przygodę z boksem. Jeżeli jednak po raz kolejny zdobędę trzecie miejsce bądź niższe, prawdopodobnie boks stanie się już tylko hobby i nie będę wiązać z nim żadnych poważnych planów.
Niezależnie od dalszych losów Ewelina nie żałuje żadnej sekundy spędzonej w ringu. – Boks w jakimś sensie mnie wychował. Podczas treningów wszyscy jesteśmy jak jedna rodzina: wspieramy się, dopingujemy i podnosimy na duchu. To ważne…























