Piłkarze Termaliki Bruk‑Bet Nieciecza mają za sobą bardzo pracowity tydzień. W minioną środę zmierzyli się na wyjeździe z Błękitnymi Stargard Szczeciński w ramach pierwszej rundy Pucharu Polski. Choć drużyna znad morza to drugoligowiec, to w poprzednim sezonie potrafiła dotrzeć aż do półfinałów pucharowych rozgrywek. Tym razem Błękitni także sprawili niespodziankę, pokonując 2:1 wyżej notowaną Termalikę, która tym samym odpadła z rywalizacji. Wszystkie bramki padły w pierwszej połowie, a po przerwie „Słoniki” nieskutecznie próbowały odrabiać starty.
Trener Mandrysz w środowym meczu znacząco rotował składem, ale zmiany nie przyniosły rezultatu. Termalica zatem do dwóch dotychczasowych ligowych przegranych dołożyła jeszcze porażkę w Pucharze Polski. Kilka dni później kolejną szansą na poprawę nastrojów był więc wyjazdowy mecz ze Śląskiem Wrocław w 3. kolejce piłkarskiej ekstraklasy.
Gospodarze znów lepsi
Niedzielna konfrontacja Termaliki nie zapowiadała się łatwo. „Słoniki” grały bowiem z drużyną, która w tamtym sezonie znajdowała się w ekstraklasowej czołówce, zdobywając nawet prawo występu w kwalifikacjach Ligi Europejskiej. Tymczasem Śląsk ostatnio zawodził – odpadł z europejskich pucharów, a w polskich rozgrywkach w tym sezonie jeszcze nie wygrał. Nic więc dziwnego, że gospodarze byli bardzo zdeterminowani, aby pokonać niedoświadczonego beniaminka.
Ostatecznie okazało się, że Termalica wciąż ma problemy, a Śląsk potrafi udowodnić swoją wyższość. Co prawda przez długi czas goście potrafili się bronić, ale tuż przed końcem pierwszej połowy Kamil Biliński zapewnił wrocławianom prowadzenie. Po przerwie „Słoniki” próbowały ruszyć do ataku, ale brakowało im argumentów w ofensywie, a na dodatek Śląsk grał rozważnie i zdołał trafić raz jeszcze. Po bramce Flavio Paixao z 59. minuty chorzowianie zwyciężyli 2:0.
– Niełatwo powiedzieć coś po trzeciej porażce z rzędu i trzecim spotkaniu, w którym nie zdobywa się gola – skomentował na konferencji prasowej trener Mandrysz. – W przeciwieństwie do poprzednich meczów chcieliśmy zejść na przerwę bez straty bramki. Było blisko, ale niestety ostatnia akcja spowodowała, że do szatni przegrywaliśmy. Dzięki temu zespół Śląska w drugiej połowie mógł grać spokojniej, a my nie mieliśmy czego bronić. Odkrywaliśmy się i stwarzaliśmy przeciwnikowi okazję do tego, aby podwyższył wynik spotkania, co też się stało.
Termalica rozpoczyna sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej od trzech wyjazdowych przegranych. W efekcie znajduje się na ostatnim miejscu w tabeli, czekając wciąż na historyczne zwycięstwo i pierwszego gola na ekstraklasowych boiskach. Kibice beniaminka liczyli na inny początek rozgrywek.
Śląsk Wrocław – Termalica Bruk‑Bet Nieciecza 2:0 (1:0).
Biliński 45. min., Paixao 59. min. Termalica: Nowak – Fryc, Sołdecki, Markowski, Ziajka, Chomiuk, Pleva, Kaczmarczyk (58’ Kędziora), Babiarz, Jarecki (79’ Wróbel), Drozdowicz (75’ Paluchowski).
Co się dzieje?
W drużynie z Niecieczy nikt nie chce jeszcze mówić o kryzysie formy. Jednak niewątpliwie piłkarze zderzyli się z brutalną piłkarską rzeczywistością. Jeszcze niedawno wszyscy chwalili ich za awans, teraz na następne laury muszą ciężko pracować, ponieważ na własnej skórze przekonują się, że ekstraklasowy poziom jest zdecydowanie wyższy niż w pierwszoligowych rozgrywkach.
Problemem Termaliki jest widoczny jeszcze brak zgrania. W poprzednim sezonie drużyna bardzo dobrze się rozumiała. Latem pojawiło się sporo zmian kadrowych, które sprawiają, że tylko upływ czasu może spowodować lepsze rozumienie się zawodników. Niecieczanom zdecydowanie brakuje też atutów w ofensywie, bo dotychczas napastnicy nie sprawdzali się w polu karnym przeciwnika.
– Myślę, że będziemy musieli się jeszcze wzmocnić. Kierownictwo klubu poczyni w tym kierunku jakieś ruchy. Wszyscy widzimy, że potrzeba nam jeszcze jakości – mówił po ostatnim meczu trener Mandrysz. Na razie w minionym tygodniu do drużyny dołączył jeszcze jeden piłkarz. To 37‑letni obrońca Pavol Stano, który rozegrał już ponad dwieście meczów na ekstraklasowym poziomie. Doświadczony Słowak może więc przydać się Termalice.
Niecieczanie potrzebują także zwycięstwa, które mogłoby dodać im wiary we własne możliwości i umiejętności. Zespół z pewnością ma potencjał, ale musi się wreszcie przełamać. Wszyscy więc liczą na to, że po wyjazdowych porażkach drużyna poprawi się w najbliższych spotkaniach, które w roli gospodarza rozegra w Mielcu. Stadion w Niecieczy nadal jest modernizowany, więc dwa kolejne mecze Termalica zagra na zastępczym obiekcie.
W ramach 4. kolejki już w najbliższy piątek „Słoniki” podejmą w Mielcu zespół Zagłębia Lubin, który przed rokiem rywalizował z nimi na zapleczu ekstraklasy, także zdobywając awans. Lubinianie zaczęli sezon zdecydowanie lepiej i plasują się w połowie ekstraklasowej stawki, ale obydwa kluby dobrze się znają, więc Termalica ma większe szanse na przełomowe zwycięstwo.
– Gdyby ktoś popatrzył na nasze treningi, to faktycznie zobaczyłby, że w tym zespole jest potencjał – mówi Dariusz Jarecki, który wierzy w odmianę gry drużyny. – Myślę, że najbliższe dwa mecze pokażą, w jakim jesteśmy miejscu. Przyzwyczailiśmy się do wygrywania w pierwszej lidze, teraz nam to nie wychodzi. Uwierzcie mi, że jeszcze ten zespół się pozbiera.






















