Trwa świetna passa szczypiornistów Grupy Azoty Unii. Po wygranych w Szczecinie z Pogonią oraz w Tarnowie z Gwardią Opole, w niedzielę wrócili z tarczą z Zabrza. Po dramatycznym spotkaniu i kontrowersyjnej końcówce „wydarli” faworytowi remis, a potem okazali się lepsi w rzutach karnych. W efekcie zaksięgowali na swoim koncie kolejne dwa meczowe punkty. Tak wysoko notowani nie byli jeszcze nigdy. Brawo, tak trzymać!
Proroctwa Bushkou
Przed meczem telewizja klubowa zaprezentowała na oficjalnej stronie internetowej tarnowskiego klubu wywiad z Aleksandrem Bushkou. Nieprzypadkowo. Białorusin był przecież zawodnikiem Górnika Zabrze przez ostatnie dwanaście lat. To był dla niego bardzo dobry okres, ale deklarował jasno, że z nową drużyną jedzie na Śląsk po wygraną. – Gramy o zwycięstwo i nie ma znaczenia, czy to Zabrze, czy jakiś inny klub. Liga zrobiła się wyrównana i poza pierwszą dwójką można wygrać z każdym, niezależnie czy u siebie, czy na wyjeździe. Będziemy na pewno walczyli – zadeklarował białoruski prawoskrzydłowy i słowa dotrzymał, stając się jednym z bohaterów ekipy z Tarnowa.
Ale po kolei. Shuichi Yoshida dał gościom prowadzenie, jednak szybko wyrównał stan meczu Łukasz Gogola. Sytuację Unii w pierwszym fragmencie meczu skomplikowało szybkie wykluczenie Mateusza Wojdana już w 2. minucie spotkania. Na szczęście rzut Gogoli z linii siedmiu metrów nie znalazł drogi do tarnowskiej bramki. Wynik w pierwszej połowie był niski, bo rywale trafiali bardzo rzadko, i oscylował wokół remisu. Na dwa gole Rennosuke Tokudy, który przypomniał wszystkim, kto był najlepszym strzelcem Superligi w minionym sezonie, Górnik odpowiedział golami Dominika Przytuły i Pawła Krawczyka. W 15. minucie gola zdobył Łukasz Kużdeba, co pozwoliło gościom objąć dwubramkowe prowadzenie w meczu (8:6) i trener Górnika Marcin Lijewski poprosił o pierwszy w tym spotkaniu czas dla swojej drużyny. Niewiele to jednak pomogło, bo inicjatywa nadal należała do przyjezdnych, chociaż bramek, podobnie jak w pierwszych minutach meczu, padało bardzo mało.
W 21. minucie Górnik doprowadził do remisu 7:7 po rzucie Igora Bykowskiego, ale potem już do końca pierwszej połowy gospodarze, za sprawą tego samego zawodnika, tylko raz zdołali pokonać bramkarza Unii. Tymczasem tarnowianie trafili trzykrotnie (Tokuda, Bushkou oraz Kiryl Kniazeu z rzutu karnego). W 27. minucie o czas poprosił z kolei Patrik Liljestrand, ale nie zaowocowało to zmianą wyniku na korzyść zespołu z Tarnowa. W lepszych nastrojach udawał się on do szatni, prowadząc do przerwy 10:8, jednak prawdziwe sportowe emocje miały dopiero nadejść.
























