Kaliszanki za mocne

0
Siatkowka GA PWSZ
fot. Tomasz Schenk
REKLAMA

W niedzielę rywalki już bezproblemowo zwyciężyły 3:0 i tym samym awansowały do półfinału. Ekipę „Jedynki” czeka natomiast rywalizacja o zajęcie 5. miejsca w debiutanckim sezonie na zapleczu najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce.
W zasadniczej części rozgrywek beniaminek z Tarnowa uplasował się w tabeli na 7. pozycji. W efekcie w ćwierćfinale fazy play‑off trafił na faworyzowany MKS Kalisz, który zajął 2. miejsce. W tej części rozgrywek rywalizacja toczy się do trzech zwycięstw, a jej stawką jest awans do półfinału i walka o miejsca na podium na zakończenie całego sezonu.
Dwa początkowe mecze odbyły się w Kaliszu, gdzie tarnowianki sprawiły niespodziankę, bo mimo statusu rywala napsuły mu sporo krwi. W pierwszym meczu „Jedynka” przegrała dwa sety, ale odbudowała się w kolejnych i nieoczekiwanie zwyciężyła 3:2. W drugim spotkaniu sytuacja się odwróciła, bo podopieczne trenera Michała Betleji prowadziły po dwóch setach, ale przegrały 2:3. Tym samym do pojedynków w Tarnowie, które odbywały się w miniony weekend, obydwa zespoły przystępowały z jednym zwycięstwem na koncie, a faworyzowane kaliszanki miały powody bać się nieobliczalnego beniaminka.

Powtórzony scenariusz
Sobotni mecz w hali Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej rozpoczął się dla gospodyń bardzo dobrze. Tarnowianki w otwierającej partii dominowały na parkiecie, a ich skuteczne zagrywki i problemy z przyjęciem rywalek sprawiły, że wygrały aż 25:14. W drugim secie ponownie gospodynie spisywały się lepiej, potrafiły seryjnie punktować, dzięki czemu zwyciężyły 25:18.
– W tych setach traciliśmy za dużo punktów w jednym ustawieniu, co na tym etapie rozgrywek nie powinno się zdarzać – mówił potem Mariusz Wiktorowicz, trener kaliszanek. – Zespół z Tarnowa miał przewagę, grał swobodnie w zagrywce, nie mogliśmy dokładnie przyjmować, skuteczność w ataku była niska. Ale wróciliśmy do rywalizacji w kolejnych setach, konsekwentnie zdobywaliśmy punkty i w trudnej sytuacji potrafiliśmy się odbudować, zostawiając serce na boisku.
W sobotę ponownie potwierdziło się siatkarskie porzekadło, że kto nie wygrywa 3:0, ten przegrywa 2:3. Tarnowianki bowiem – podobnie jak tydzień wcześniej w Kaliszu – nie zdołały utrzymać w dalszej części spotkania dyspozycji z dwóch początkowych setów, a rywalki zaczęły grać lepiej. W rezultacie w trzeciej partii zawodniczki trenera Wiktorowicza zwyciężyły 25:22. W czwartym secie ich zwycięstwo nie było pewne, bo „Jedynka” prowadziła nawet 20:16. W kluczowym momencie tarnowianki popełniły jednak więcej błędów, dzięki czemu rywalki odrobiły stratę i następnie triumfowały 25:22.
O zwycięstwie w całym meczu znów musiał rozstrzygać tie‑break. W nim długo siatkarki walczyły punkt za punkt. Wiele emocji przysporzyła sporna sytuacja, po której tarnowianki cieszyły się już z prowadzenia 12:11, ale sędzina zmieniła swoją początkową decyzję. Wybite z rytmu gospodynie nie potrafiły już nic zrobić do końca partii, którą rywalki wygrały 15:11 i w całym spotkaniu triumfowały 3:2.
– Drużyna z Kalisza wykazała się w tym meczu doświadczeniem, które miała od nas znacznie większe, a właśnie ten czynnik w decydujących momentach odgrywa dużą rolę – podsumowywał trener Michał Betleja. – Na początku spotkania wygrywaliśmy dzięki dobrej taktyce, ale z czasem doświadczony rywal potrafił się jej skutecznie przeciwstawić. Porażka ma jednak też swój plus, ponieważ dzięki takim meczom wiele się uczymy, co może zaprocentować w przyszłości.


Szybkie zwycięstwo gości
Dzień później w hali PWSZ rozgrywano czwarte spotkanie rywalizacji tarnowsko‑kaliskiej w ćwierćfinale fazy play‑off. Kaliszanki miały na swoim koncie już dwa wygrane mecze, a do awansu do półfinału potrzebowały jeszcze jednego triumfu. Tarnowianki zaś musiały obligatoryjnie wygrać, żeby móc we wtorek pojechać do Kalisza na piąty mecz. Tak się jednak ostatecznie nie stało.
O ile w dotychczasowych spotkaniach z ekipą MKS‑u beniaminek grał bardzo dobrze i za każdym razem potrzeba było tie‑breaka, aby wyłonić zwycięzcę, o tyle w ubiegłą niedzielę zdeterminowane kaliszanki były wyraźnie lepsze, a gospodynie poziomem im ustępowały.
Pierwsza partia nie zapowiadała jeszcze dalszego przebiegu wydarzeń, bo długo wynik oscylował wokół remisu, a zespół gości dopiero w końcówce wypracował większą przewagę i zwyciężył 25:22. W drugim secie kaliszanki już zdecydowanie dominowały na parkiecie, dzięki czemu wygrały 25:16. Na początku trzeciej partii „Jedynka” wygrywała 7:3, ale rywalki szybko zniwelowały stratę, a następnie wyszły na prowadzenie, którego nie oddały już do końca meczu. Kaliszanki zwyciężyły trzecią odsłonę 25:20, triumfowały w spotkaniu 3:0 i mogły świętować awans do półfinału fazy play‑off.
– Dzisiaj rywalki czytały naszą grę, wyciągnęły wnioski z wczorajszego spotkania. Dobrze zagrywały, czym utrudniały nam przyjęcie, nadziewałyśmy się potem na blok – mówiła w niedzielę Aleksandra Stachowicz, rozgrywająca „Jedynki”. – Czułyśmy już zmęczenie, ale niestety do zwycięstwa zabrakło nam wszystkiego po trochu – szczęścia, siły, wytrzymałości, pomysłu na grę.
Mimo trzech przegranych meczów w ćwierćfinałowej rywalizacji z MKS‑em Kalisz zespół z Tarnowa ma jednak powody do satysfakcji. „Jedynka” nieoczekiwanie wygrała bowiem pierwsze spotkanie, a w kolejnych dwóch sprawiła doświadczonym kaliszankom wiele problemów. Tymczasem jeszcze przed fazą play‑off wydawało się, że tarnowski beniaminek jest bez szans w rywalizacji z ekipą, która w całym sezonie zasadniczym przegrała zaledwie trzy mecze, a w jego pierwszej rundzie była niepokonana.
– Na pewno trzeba pochwalić dziewczyny za ambicję i walkę we wcześniejszych meczach fazy play‑off z zespołem z Kalisza – mówił w niedzielę trener Betleja. – Tylko dzisiaj zabrakło nam iskry w oczach, przeszliśmy trochę obok tego spotkania. Nie było zaciętości, werwy, a może także wiary w to, że jeśli zwyciężymy dziś, to w piątym spotkaniu w Kaliszu mamy szansę pokonać zmobilizowane gospodynie.

REKLAMA (2)

***

REKLAMA (3)

Wiadomo już na pewno, że tarnowianki w tym sezonie nie zajmą miejsca w czołowej czwórce tabeli zaplecza najwyższej klasy rozgrywkowej. Beniaminka czeka jednak dalsza rywalizacja w fazie play‑off, po której w najgorszym razie może zająć 8. miejsce, a w najlepszym – 5. pozycję na koniec rozgrywek.
Tarnowianki zmierzą się teraz z przegranym innej ćwierćfinałowej pary, w której wciąż grają Joker Świecie z Solną Wieliczka (dzisiaj – tj. w środę 14 marca – rozstrzygnie się, która z tych drużyn będzie ich przeciwnikiem). Tym razem rywalizacja toczyć się będzie do dwóch zwycięstw, a pierwsze spotkanie odbędzie się 24 marca. Tarnowianki muszą wygrać, żeby móc następnie przystąpić do rywalizacji, której stawką będzie zajęcie 5. miejsca w tym sezonie.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze