Nie tak miało to wyglądać. Tarnowska Unia miała być czołową drużyną eWinner I ligi, dla wielu fachowców była pewnym kandydatem do play off, może nawet do zwycięstwa w całych rozgrywkach. Skończyło się sportową katastrofą. Trzynaście porażek, zaledwie jedna wygrana, w efekcie mało zaszczytny status „czerwonej latarni” i w konsekwencji spadek z przysłowiowym hukiem do II ligi. To z pewnością jeden z najgorszych sezonów w liczącej ponad 60 lat historii startów „Jaskółek” w ligowych rozgrywkach. Przykre, ale prawdziwe.
Problem za problemem
Miało być pięknie. Pomimo rozchodzących się z prędkością błyskawicy pogłosek o zadłużeniu Unii klub pozwolił sobie przed sezonem na kilka spektakularnych wzmocnień. Szerokim echem odbiło się podpisanie kontraktu z Nielsem Kristianem Iversenem. Były reprezentant Danii, zawodnik, który potrafił stawać na podium Grand Prix, po serii kontuzji i chorób miał się odbudować na zapleczu ekstraligi i wydawało się, że będzie jednym z jej czołowych postaci. Za prawdziwy hit transferowy uznano jednak pozyskanie Rohana Tungate. Australijczyk był rewelacją poprzedniego sezonu, w którym reprezentował barwy Orła Łódź i uzyskał znakomitą średnią, dającą mu miejsce wśród trzech najlepszych zawodników I ligi. Z radością przyjęto w Tarnowie pozyskanie Pawła Miesiąca, wcześniej jeżdżącego w ekstraligowym Motorze Lublin i znanego z ogromnej waleczności oraz efektownej jazdy.
Po fiasku rozmów z Danielem Kaczmarkiem i Michałem Gruchalskim na pozycję zawodnika U-24 pozyskano Szweda Alexandra Woentina, reklamowanego jako zawodnika przyszłościowego, który może okazać się prawdziwym „czarnym koniem”. W tej sytuacji tylko formalnie związani z Unią zostali Artur Mroczka i Kim Nilsson, traktowani jako opcje rezerwowe. Spore nadzieje wiązano z formacją juniorską, chociaż do Lublina przeniósł się jej lider i najlepszy zawodnik młodzieżowy tej klasy rozgrywkowej w dwóch ostatnich latach – Mateusz Cierniak. Wydawało się, że duet Przemysław Konieczny – Dawid Rempała, mający dużo większe doświadczenie ligowe niż większość rywali z formacji młodzieżowych w innych klubach, stanowić będzie silne ogniwo drużyny. Będzie wygrywać biegi młodzieżowe, a i w wyścigach z seniorami zdobędzie cenne punkty. Przecież potrafili to robić w poprzednim sezonie, szczególnie Konieczny. W Tarnowie panował więc ostrożny optymizm, czego dowodem były wyniki sondy, którą przeprowadziliśmy na naszych łamach wśród miejscowych znawców sportu żużlowego.
Szybko się jednak okazało, że wszelkie kalkulacje z różnych przyczyn wzięły w łeb, a rzeczywistość jeszcze raz udowodniła, że żużel to sport zupełnie nieprzewidywalny. Pierwsze powody do dużego niepokoju pojawiły się jeszcze przed pierwszym meczem. Na skutek mniejszej niż kalkulowano w klubie dotacji od sponsora strategicznego, wolną rękę otrzymał Paweł Miesiąc. Oznaczało to de facto spore personalne osłabienie. Potem doszły problemy z inauguracją sezonu. Fatalna aura spowodowała, że tarnowianie nie mieli możliwości, aby właściwie przygotować się do pierwszych startów. Postulat by inaugurację ligi odłożyć nieco w czasie nie został spełniony, podejrzewam, że zadziałał tutaj dyktat telewizji. W efekcie Unia przegrała z kretesem pierwsze spotkanie na własnym torze z Wybrzeżem Gdańsk (przy pustych trybunach – efekt pandemicznych ograniczeń).























