Zamknięta brama
Mościcki stadion „Jaskółcze Gniazdo” należy formalnie do miasta, od którego obiekt dzierżawi jednak spółka żużlowa. Ta z kolei za niemałe pieniądze wynajmuje boisko piłkarzom drugoligowej Unii Tarnów. Podopieczni trenera Tomasza Kijowskiego mieli we wtorek w minionym tygodniu trenować przed meczem z Siarką Tarnobrzeg, ale rano spółka żużlowa zamknęła stadion na kłódkę, a wejścia pilnował ochroniarz. Przyczyną tej decyzji było niewywiązanie się przez piłkarzy z podpisanego wcześniej porozumienia.
Zaległości finansowe piłkarskiego klubu wobec zarządcy stadionu miejskiego mają sięgać prawie dwóch lat i wynosić blisko 70 tys. złotych. Andrzej Wiśniewski, do niedawna prezes tarnowskiego klubu, podpisał więc z żużlową spółką ugodę, na mocy której dług miał być spłacany w ratach. Mimo upomnienia piłkarska Unia nie zapłaciła żadnych pieniędzy i stadion został zamknięty dla piłkarzy, a spółka wystosowała oświadczenie.
„Pomimo niewywiązania się z pierwszej raty zgodnie z porozumieniem klub piłkarski otrzymał stosowne pismo z wezwaniem do zapłaty oraz informacją, iż w przypadku braku takowej stadion zostanie zamknięty. W związku z brakiem jakiejkolwiek reakcji ze strony władz KS ZKS Unia Tarnów po upływie dwóch tygodni od terminu płatności pierwszej raty należności Zarząd Unii Tarnów ZSSA zmuszony był do zamknięcia stadionu” – czytamy w oświadczeniu.
Decyzja o zamknięciu stadionu przyniosła skutek, bo z prezesem spółki żużlowej szybko porozumiało się kierownictwo piłkarskiego klubu i obiekt we wtorek po południu ponownie został otwarty dla piłkarzy. Marcin Ćwikliński, kierownik sekcji piłkarskiej Unii i od niedawna wiceprezes klubu, przyznaje w rozmowie z TEMI, że reakcja spółki żużlowej była uzasadniona, choć pochopna.
– Zadłużenie w stosunku do spółki żużlowej istnieje i tego nie da się ukryć. Było spisane porozumienie, którego Unia nie dotrzymała, bo jesteśmy po prostu w złej sytuacji finansowej i nie byliśmy w stanie spłacić zaległości – mówi Ćwikliński. – Nie mam żalu do spółki żużlowej, która jest najemcą stadionu i także walczy o pieniądze, więc rozumiem jej racje. Szkoda tylko, że wyniknęła sytuacja, która źle wpływa na tarnowski sport w ogóle. Ale stało się i teraz musimy znaleźć wspólny konsensus.
Ćwikliński przyznaje, że na niedotrzymanie umowy wpłynęły nie tylko problemy finansowe klubu, ale także ostatnie zamieszanie organizacyjne. Porozumienie ze spółką żużlową podpisywał jeszcze Andrzej Wiśniewski, który od kilku tygodni nie jest już prezesem klubu. W kierownictwie Unii doszło do kilku zmian personalnych i w poniedziałek, już po oddaniu tego tekstu do druku, nowy zarząd miał spotkać się z włodarzami spółki żużlowej, aby podjąć kolejne decyzje dotyczące przyszłej współpracy. W minioną sobotę na stadionie w Tarnowie-Mościach piłkarska Unia rozegrała mecz ligowy z Puszczą Niepołomice i na razie nie są zagrożone dalsze występy drugoligowego klubu w „Jaskółczym Gnieździe”.
Za dużo za stadion?
Przy okazji pojawiła się kwestia opłat Unii za wynajem stadionu, które – jak na drugoligowe warunki – są duże, a drużyna nie od dziś ma problemy finansowe. Kluby rozgrywające swoje mecze na stadionach miejskich na tym poziomie ligowym bardzo często płacą tylko za media, a wspierającym je miastom przekazują jedynie symboliczne kwoty. Jeszcze niedawno występująca w ekstraklasie Polonia Bytom płaciła miastu miesięcznie 1000 złotych, a Ruch Chorzów jedynie 100 złotych za cały rok. W Tarnowie sytuacja jest o tyle skomplikowana, że Unia wynajmuje stadion nie od miasta, ale od dzierżawiącej go spółki żużlowej, która także wszędzie szuka pieniędzy i broni swoich racji.
„Unia Tarnów ŻSSA, będąc zarządcą stadionu, ponosi wszelkie opłaty (podatek dzierżawny, podatek od nieruchomości, wszelkiego rodzaju media). Spółka żużlowa realizuje również bieżące i zaległe zobowiązania wobec swoich wierzycieli na podstawie stosownych porozumień, które w stosunku do nas są egzekwowane bezwzględnie” – czytamy w oświadczeniu.
– Walczymy z przeciwnościami losu podobnie jak żużlowcy, więc ich postępowanie jest zrozumiałe. Ostatnio nawet udało się nawiązać z żużlem lepszą współpracę, promujemy klub na meczach piłki nożnej, a prezes Sady poszedł także na ustępstwa – mówi Marcin Ćwikliński. – Pomimo wszystko uważam, że taka sytuacja się nie powinna zdarzyć w jednym mieście i klubie. Szybko podchwyciły ją media, a ucierpieliśmy nie tyko my, ale także miasto. To z nim powinniśmy mieć umowę, a nie ze spółką żużlową, bo z tym wiążą się też różne problemy licencyjne.
Kolejny problem piłkarskiej Unii wynika jednak z tego, że nie tylko musi płacić za stadion, ale także samodzielnie utrzymywać boisko i przygotowywać murawę, która po spotkaniach żużlowych nie jest w najlepszym stanie. Znajduje się tam wtedy kilkadziesiąt stojących bannerów reklamowych, czasem wjeżdżają także samochody reklamujących się firm. Po sobotnim meczu z Puszczą Niepołomice trener drużyny przyjezdnej powiedział na konferencji prasowej, że warunki na boisku były skandaliczne i murawa nie przystawała do drugoligowych wymagań.
Pieniędzy brak
Od lat nie bez przyczyny mówi się w Tarnowie, że miasto i lokalni sponsorzy inwestują w żużel ogromne sumy, przez co mniej otrzymują inni sportowcy, w tym także piłkarze drugoligowej Unii. Paradoksalnie efekt jest taki, że nie tylko sytuacja finansowa piłkarzy, ale też żużlowców nie jest obecnie najlepsza.
Spółka żużlowa po ostatnim sezonie zwieńczonym mistrzostwem Polskim była zadłużona. Na dodatek Azoty przestały być strategicznym sponsorem drużyny, ograniczając się do wsparcia dwóch zawodników i trenera. Doszło nawet do tego, że nie było chętnych na objęcie stanowiska prezesa klubu. Choć włodarze spółki żużlowej zapewniają, że sytuacja finansowa jest pod kontrolą, to intensywnie muszą szukać pieniędzy, bo pomniejsi sponsorzy mogą nie wystarczyć. Liczy się więc każdy grosz…
Drugoligowe „Jaskółki” podpisały ostatnio umowę z Grupą Azoty, która została głównym parterem klubu, ale nie wiąże się to z żadnym znaczącym wsparciem finansowym. Azoty miały być przede wszystkim magnesem przyciągającym kolejnych sponsorów, których piłkarzom wciąż brakuje. Obydwa kluby borykają się więc z problemami, a ich efekty są widoczne w radykalnych decyzjach, które nikomu nie wystawiają dobrego świadectwa.





















