Grzegorz Duda ze sportem samochodowym miał do czynienia od najmłodszych lat. Jego ojciec był niegdyś żużlowcem tutejszej Unii, potem założył warsztat samochodowy, a pasję do motoryzacji przekazał też synowi. Rygliczanin w drugiej połowie lat 90. rozpoczął więc wyścigową karierę – najpierw startował w amatorskich rajdach, potem ścigał się już w mistrzostwach kraju, gdzie zdobył kilkanaście tytułów mistrza Polski. Kierowca przejął też rodzinną firmę, która rozwinęła się, a dziś zajmuje się m.in. przygotowaniem samochodów do zawodów. Jednak w ostatnich latach prawdziwą pasją Dudy stały się wyścigi górskie, w których regularnie triumfuje.
Czwarte mistrzostwo
Ściganie się w górach to ciężki kawałek chleba. Jest ryzyko, adrenalina i zawrotne prędkości. Kierowcy pędzą po wymagających trasach, mijają ostre zakręty, czasem jeżdżą w pobliżu skał czy stromych przepaści. Potrzebne jest więc doświadczenie, ale tego Grzegorzowi Dudzie nie brakuje, ponieważ wychował się na rajdach samochodowych, a właśnie wyścigi górskie są do nich najbardziej zbliżone. Zawodnicy ścigają się po górskich trasach, które na co dzień służą jako drogi, natomiast w czasie wyścigu ich poszczególne odcinki zostają wyłączone z ruchu i dostosowane do potrzeb zawodów.
Co prawda w Polsce wciąż jest to sport mało znany, ale w wielu krajach cieszy się dużą popularnością, a zmagania kierowców w urokliwych miejscach ogląda liczna publiczność. Potencjalne ryzyko rekompensuje atmosfera i możliwość poznawania innych kultur, bo w ramach mistrzostw Europy zawodnicy ścigają się choćby w Austrii, Niemczech, Serbii, Włoszech, Czarnogórze czy w Macedonii.
– Zawody nie są łatwe, ponieważ wymagają nie tylko umiejętności, ale i silnej psychiki. Nie jadę z pilotem w samochodzie, więc sam muszę zapamiętać układ trasy, a potem z zimną krwią pokonywać kolejne zakręty. Liczy się koncentracja i spokój, skupienie się na wyścigu, ponieważ błędy mają swoje konsekwencje. Wszystkich motywuje jednak adrenalina, bo po prostu kochamy się ścigać – mówi Grzegorz Duda.
Jednak rygliczanin nie tylko kocha się ścigać, ale też potrafi to robić. W poprzednich sezonach trzykrotnie z rzędu zdobywał mistrzowski tytuł, a w minionym roku ponownie był bezkonkurencyjny. Za kierownicą mitsubishi lancera EVO X R4 w Serbii ustanowił nawet rekord trasy, a ostatecznie z dużą przewagą nad resztą stawki w klasyfikacji generalnej swojej grupy został triumfatorem cyklu FIA CEZ Hill Climb Championship. Sezon zwieńczył jeszcze udziałem w prestiżowych zawodach w Eschdorfie, gdzie był najlepszy w rankingu na regularność przejazdu, a do zwycięzcy rywalizacji w grupie zabrakło mu 0,4 sekundy.
– Udało się wywalczyć kolejny tytuł, więc niektórzy przyjaciele mówią, że robi się to już nudne, ale w tym roku będziemy próbować ponownie, choć nie wiem jeszcze w jakim cyklu. Mam swoje lata, ale zmotywowało mnie ostatnio spotkanie z Rafałem Sonikiem, który tak dobrze radzi sobie w Rajdzie Dakar, a powiedział, że większość przeciwników to ludzie dwa razy młodsi od niego – mówi 37‑letni Grzegorz Duda. – Motosport wiąże się z ciągłą potrzebą doświadczania nowych wrażeń. Wciąż mam chęć udowodnienia sobie czegoś, walki z własnymi słabościami i strachem, który podczas zawodów przezwycięża kierowca. Ten smak wynikający z pokonania pewnej własnej bariery to jeden z najlepszych smaków świata.
Perspektywiczni następcy
W ostatnich latach Grzegorz Duda skupia się nie tylko na własnej karierze, ale też stara się pomagać młodym i obiecującym kierowcom, którzy współpracują z marką DUDA Motorsport. Rygliczanin w swojej firmie przygotowuje samochody sportowe, testuje pojazdy, przekazuje swoje doświadczenie adeptom motosportu. W 2014 roku stworzył też zespół Race National Team Poland, którego reprezentanci posiadają międzynarodowe licencje Polskiego Związku Motorowego i reprezentują kraj w wyścigach górskich za granicą.
Do zespołu należy m.in. tarnowianin Maciej Dreszer. Niespełna 19‑letni kierowca już sporo osiągnął, a jego partnerem została nawet Grupa Azoty. W minionym roku Dreszer był najmłodszym w Europie zawodnikiem startującym w całym cyklu mistrzostw i ostatecznie zajął drugie miejsce w grupie, wygrał również zawody TOYOTA GT86 CUP na znanym niemieckim torze Nurburgring.
– Tytuły mobilizują do tego, aby samemu nadal walczyć, ale zdaję sobie też sprawę, że nie będzie tak wiecznie, więc stawiam na młodych zawodników. W ostatnich latach sporo nauczyłem się o światowych wyścigach górskich, poznałem wielu ludzi, zwyczaje. Teraz chciałbym przekazać młodszym doświadczenie związane z jazdą, ustawieniami samochodu, podejściem psychicznym do zawodów. Chciałbym zgromadzić ludzi, którzy spowodują, że nasz kraj będzie w tych zawodach istotnym graczem na arenie międzynarodowej – mówi Duda.
Rygliczanin przyznaje również, że w Małopolsce nie brakuje wyścigowych talentów, a nawet specyfika terenu sprawia, że podczas normalnej jazdy po drogach można rozwijać swoje umiejętności i łatwo przełożyć je później na tory wyścigowe. Czterokrotny mistrz Europy ma więc co robić i kogo kształcić, a być może w jego ślady pójdzie także 9‑letni syn Karol, który już złapał sportowego bakcyla i zaczyna ścigać się w zawodowym kartingu.
























