
Przed weekendem rudy Cynamon zachorował, weterynarz stwierdziła, że zwierzę ma szczękościsk, zmierzyła mu temperaturę i powiedziała, że dolegliwości spowodowane są najprawdopodobniej chorobą nerek. Nie podała kotu kroplówki ani nie wykonała podstawowych przy takim schorzeniu badań, zaleciła powtórną wizytę w poniedziałek. Kot czuł się nadal źle, więc w sobotę rano został zabrany do przychodni weterynaryjnej na osiedlu Zielonym, gdzie weterynarz Dariusz Kwaśniewicz podał mu kroplówkę i pobrał krew do badań. Zaordynował wizytę w niedzielę – po wyniki i na kolejną kroplówkę.
Cynamon poczuł się lepiej, ale po kilku godzinach dostał drgawek i warczał z bólu.
– Znalazłam w Internecie pięć zaznaczonych kolorem czerwonym przychodni weterynaryjnych, podobno przyjmujących w nagłych wypadkach. Jeden weterynarz oświadczył, że jest na wycieczce, drugi nie miał czasu, a reszta w ogóle nie odebrała telefonu. Obdzwoniłam chyba wszystkie lecznice w Tarnowie, próbowałam nawet w Wojniczu, Brzesku i Bochni, ale bez skutku. Nikt nie chciał uśpić kota – mówi Edyta Cabaj.
Pani Edyta nie ma samochodu, więc o północy z soboty na niedzielę poprosiła mieszkającego w Krakowie męża siostry, by przyjechał do Tarnowa i zawiózł konające zwierzę do krakowskiego weterynarza. – Kot konał w męczarniach u mamy na kolanach, a gdy dojechaliśmy do weterynarza, już nie żył. Tego widoku nie zapomnę do końca życia. Przed kilkoma laty mój wujek miał podobne przeżycie, kiedy w weekend jeździł po lecznicach, by weterynarz uśpił psa. Tina skonała na jego kolanach w samochodzie, bo również żaden weterynarz nie miał ochoty odebrać telefonu i wszystkie gabinety były zamknięte. Ta sytuacja trwa w Tarnowie już za długo i pora, by coś się wreszcie zmieniło – przekonuje pani Edyta.
* * *
W wielu miastach funkcjonują czynne przez siedem dni w tygodniu kliniki dla czworonogów, które oferują diagnostykę i terapię, w Tarnowie można o tym pomarzyć, choć gabinetów weterynaryjnych jest sporo. Działacze tarnowskiej Fundacji Zmieńmy Świat zabiegają o całodobową opiekę weterynaryjną już od dawna.
– Właściciele kotów lub psów często dzwonią do nas w weekendy, gdy pilnie potrzebują pomocy weterynaryjnej, albo alarmują ludzie widzący na jezdni potrącone zwierzęta. Nie mamy ich gdzie odsyłać, bo w mieście nie ma czynnych przez całą dobę lecznic, a w soboty i niedziele są czynne tylko do godziny 11‑13 – przyznaje Krzysztof Giemza, działacz fundacji. – Tarnowscy weterynarze powinni się porozumieć i zorganizować dyżury w weekendy.
Poza miastem jest jeszcze gorzej. Poszkodowane w wypadkach czworonogi powinny być zabierane przez służby gminne, ale tak się nie dzieje, bo w weekendy wszyscy mają wolne. Pracownicy tarnowskiego azylu dla zwierząt nie wyjadą na prywatne wezwanie, ponieważ muszą mieć gwarancję, że ktoś im za to zapłaci.
– Ranne psy i koty giną na drogach w mękach, nie ma kto przyjechać, by choćby je uśpić – komentuje działacz fundacji. – Kiedyś proponowaliśmy, by – wzorem większych miast – utworzyć przy straży miejskiej specjalny patrol ekologiczny, który mógłby szybko zabierać ranne zwierzęta do lecznic. W 2013 roku przygotowaliśmy projekt miejskiego programu opieki nad zwierzętami, sugerując, by azyl pełnił całodobową opiekę weterynaryjną i była tam też lecznica świadcząca usługi przez całą dobę. Otrzymaliśmy z magistratu odpowiedź, że takiej potrzeby nie ma, a na tego typu działania brakuje pieniędzy.























