Kto wybuduje kotom azyl?

0
koty
koty
REKLAMA

Sierpień, samo południe, temperatura sięga 35 stopni. Działkowicz znajduje małego kotka. Zwierzę wygląda na chore, głośno miauczy i robi, co może, by zwróci uwagę. Dostaje coś do jedzenia i wodę. Gdy kotek rzuca się na pożywienie, działkowicz dzwoni do straży miejskiej. Strażnik przyjmuje zgłoszenie, ale dodaje, że azyl prawdopodobnie kotka nie przyjmie. Działkowicz dzwoni więc do zajmującej się kotami tarnowskiej Fundacji „Zmieńmy Świat”, której działacze próbują interweniować w schronisku. Trwa słowna przepychanka, po kolejnym telefonie pracownik azylu informuje, że nie przyjadą, bo do kotów jeździć nie będą. Działkowicze są zdenerwowani, bo jak można zostawić na pastwę losu malutkiego, bezbronnego kotka? Zwierzę trafiło w końcu do Fundacji „Zmieńmy Świat”.
– Pojechaliśmy prosto do lecznicy, gdzie weterynarz ocenił wiek zwierzaka na zaledwie cztery tygodnie – opowiada Krzysztof Giemza, jeden z działaczy fundacji. – Kotek został obłożony mokrymi ręcznikami, by się schłodził. Weterynarz powiedział, że nie może wrócić na słońce, które jest zabójcze dla chorego czworonoga.
Kolejne badania i testy potwierdziły, że Lucuś – bo tak nazwano kotka – cierpi na panleukopenię, ciężką kocią chorobę. Zwierzę trafiło pod opieką weterynarzy z „Cityvets” Dębickiego Centrum Weterynaryjnego, a obecnie przebywa w siedzibie tarnowskiej fundacji, czekając na adopcję.
Podobnych przypadków jak ten z ubiegłorocznego lata jest więcej. Niedawno do fundacji trafiły dwa koty po ciężkich wypadkach drogowych, wymagające kosztownego leczenia chirurgicznego. Jedno zwierzę miało przerwany rdzeń kręgowy, a drugie złamaną łapę i pękniętą miednicę. Oba koty odzyskują sprawność pod okiem weterynarzy z dębickiej lecznicy, którzy zrzekli się honorariów za ich leczenie.
Również niedawno jeden z mieszkańców osiedla Westerplatte zadzwonił do straży miejskiej, że ktoś porzucił cztery kocięta. Tarnowianin został odesłany do azylu, gdzie usłyszał, że zwierzaki trzeba po prostu zostawić na ulicy. W podobnych sytuacjach mieszkańcy podrzucają znajdowane koty pod siedzibę Fundacji „Zmieńmy Świat” w nadziei, że ktoś się nimi zajmie, tymczasem działacze organizacji twierdzą, że nie mają warunków, by zaopiekować się wszystkimi bezdomnymi zwierzętami.
– Tarnowianie interweniujący w sprawie bezdomnych kotów są odsyłani do nas, a my nie mamy możliwości patrolowania miasta i wyłapywania zwierząt. Ponadto nasz mały azyl nie spełnia warunków do trzymania wielu czworonogów. Kiedyś zwróciliśmy się do inspekcji weterynaryjnej z prośbą o wydanie fachowej opinii. Inspekcja stwierdziła, że może u nas przebywać tylko do 12 kotów, a my teraz mamy ich 19 – wyjaśnia działacz fundacji. – Gmina ma ustawowy obowiązek udzielenia opieki i pomocy kotom wolno żyjącym. Organizacje pozarządowe mogą wspierać działania gminy, ale nie mogą jej wyręczać w zadaniach i obowiązkach, jakie na niej ciążą. Celem naszej fundacji jest przede wszystkim działalność edukacyjna i uświadamiająca.
Zdaniem Krzysztofa Giemzy, regulamin tarnowskiego azylu dla zwierząt nie spełnia w wystarczający sposób wymogów określonych w Ustawie o ochronie zwierząt, bo do schroniska mogą trafiać tylko koty będące ofiarami wypadków drogowych.
– Nikt jednak nie przewidział, co zrobić z czworonogami chorymi, zbyt małymi, udomowionymi i wyrzuconymi, które nie dają sobie rady na ulicy. W Tarnowie praktycznie nie ma kotów wolno żyjących, niemających wcześniej kontaktu z człowiekiem. Większość to czworonogi oswojone i porzucane przez ludzi – dodaje.
Działacze fundacji już od dawna piszą pisma do magistratu w tej sprawie, ale jak na razie bez skutku.Funkcjonujący od 1998 roku tarnowski azyl dla zwierząt przez kilka lat w ogóle nie przyjmował kotów, dopiero w 2006 udało się utworzyć dla nich specjalny boks. Problem w tym, że jest to pomieszczenie małe, zaledwie kilkumetrowe, które może pomieścić tylko 20 czworonogów.– Nie jest tak, że my nie chcemy przyjmować kotów, po prostu nie mamy ku temu warunków – tłumaczy Janusz Łabno, szef azylu. – Brakuje nam kociarni, jakie istnieją w schroniskach działających w dużych miastach. Dlatego przywożone są do nas tylko koty po wypadkach i zabiegach. Gorzej, gdy zwierzęta mają wirusy, bo nie mamy możliwości ich odizolowania od innych czworonogów. Dopóki nie wybudujemy kociarni, nie będziemy mogli przyjmować chorych zwierząt.
Pracownicy azylu przez cały czas zabiegają o fundusze, dzięki którym można byłoby kupić choćby kontener o takiej samej wielkości jak obecny boks dla kotów – poprawiłby warunki, umożliwiłby przyjęcie większej liczby czworonogów. Możliwe, że uda się to zrobić jeszcze w tym roku.
– Mamy w tej sprawie obietnicę szefa Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych w Tarnowie, na terenie którego funkcjonuje azyl – informuje Janusz Łabno. – Oczywiście nie od razu przyjmiemy 100 kotów, lecz tylko 20‑30. Możliwe, że uda się zorganizować kociarnię dla małych kotków. Wszystko będziemy robić stopniowo w miarę naszych możliwości.
Obecnie w schronisku znajduje się 56 psów i dziewięć kotów. W tym roku udało się podpisać 90 umów adopcyjnych dla psów i dziesięć dla kotów.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze