Henryk Łabędź, prezes Zakładów Mechanicznych Tarnów, może straci swoje stanowisko za kontrowersyjny wpis dotyczący Żydów na Facebooku. Decyzję o konsekwencjach podejmie Rada Nadzorcza Polskiej Grupy Zbrojeniowej, w skład której wchodzi tarnowska firma.
W ubiegłym tygodniu Henryk Łabędź zamieścił na swoim prywatnym profilu na Facebooku wpis następującej treści: Aż 5 tys. Żydów w okupowanej Warszawie pracowało jako agenci Gestapo, a ani jeden Polak. Wpis szybko został rozkolportowany, szeroko komentowany i stał się bardzo głośny nie tylko w Internetowych mediach. Autor wpisu bardzo szybko go skasował, ale po publikacjach na ten temat zareagowali szefowie Polskiej Grupy Zbrojeniowej, oświadczając, iż nie akceptują takiego zachowania. Henryk Łabędź oddał się do dyspozycji Rady Nadzorczej PGZ, której członkowie na najbliższym posiedzeniu mają podjąć decyzję o konsekwencjach wobec prezesa ZMT.
Nie jest wykluczone, iż Henryk Łabędź może nawet stracić stanowisko. O wpisie poinformował jako pierwszy „Dziennik Gazeta Prawna”, sugerując, że choć wpis nie jest oficjalnym stanowiskiem Polskiej Grupy Zbrojeniowej, może wpłynąć na współpracę wojskową z Izraelem i jest dość bulwersujący, zwłaszcza w kontekście ostatniego konfliktu dyplomatycznego między Polską a Izraelem.. Gazeta zacytowała byłego funkcjonariusza służb, który obecnie zajmuje się rynkiem uzbrojenia: W Izraelu to już zauważono, nawet do mnie dzwoniono w tej sprawie – powiedział biznesmen.
Henryk Łabędź odmawia komentarza w tej sprawie.
57‑letni Henryk Łabędź po raz pierwszy został prezesem ZMT w lipcu 2016 roku, porzucając wtedy funkcję działacza związkowego w NSZZ „Solidarność”, związanego z Mechanicznymi blisko trzydzieści lat. Nominacja nie była zaskoczeniem, ale komentowano ją w kategoriach politycznych, bowiem dla nikogo nie były tajemnicą ścisłe związki nowego prezesa z PiS. W lipcu ubiegłego roku decyzją Rady Nadzorczej ZMT Henryk Łabędź ponownie został prezesem zarządu firmy należącej od 2015 roku do Polskiej Grupy Zbrojeniowej.
Od redakcji
To, że wypowiedź prezesa Łabędzia była nieprzemyślana i niepotrzebna – po prostu głupia, nie bójmy się tego słowa, jest dla wszystkich oczywiste. Można się tylko domyślać, iż chciał być bardziej papieski od papieża – czytaj: oficjeli z rządu PiS, którzy gwałtownie i raczej mało dyplomatycznie, niespecjalnie przebierając w słowach, zareagowali na równie głupią wypowiedź pełniącego obowiązki izraelskiego ministra spraw zagranicznych, Israela Katza. Ówże p.o. ministra stwierdził: „Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki. Sam jestem synem ocalonych z Holokaustu. Jak każdy Izraelczyk i Żyd mogę powiedzieć: nie zapomnimy i nie przebaczymy. Byli Polacy, którzy kolaborowali z nazistami. O tym mówił też były premier Icchak Szamir, wspominając historię swojego zamordowanego ojca. Icchak Szamir, któremu Polacy zamordowali ojca, powiedział: Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki. I nikt nie będzie nam mówił, jak mamy się wyrażać i jak pamiętać naszych poległych.”
W większości krajów świata wypowiedź Katza spotkała się z potępieniem, reakcje były zbliżone do tej, którą zaprezentowała ambasador USA w Polsce, Georgette Mosbacher, która powiedziała: „Mamy do czynienia z wypowiedzią jednej osoby, która pozwoliła sobie na niezwykle obraźliwy komentarz wobec Polski. Polskę, USA i Izrael wiążą bardzo silne więzi. Tej przyjaźni nie zagrozi całkowicie błędna ocena faktów wygłoszona przez jednego ministra. Nie widzę żadnego powodu, by ten kryzys dalej eskalował.”
Światowa opinia jest zdania, że minister Katz powinien przeprosić Polaków za swoje słowa, ten miał powiedzieć, że nie uczyni tego, bo nie żałuje swoich komentarzy o Polakach.
Pan minister i jego wypowiedź to problem izraelskiego rządu, który powinien go rozwiązać poprzez poproszenie ministra o złożenie dymisji. Pan prezes Łabędź i jego wypowiedź to z kolei problem nas wszystkich, bowiem podobnych w tonie i treści komentarzy w polskim Internecie nie brakuje, co z pewnością nie wpływa dobrze na stosunki z Izraelem i Izraelczykami w kontekście nie tylko ostatniego konfliktu dyplomatycznego, ale również niesławnej uchwały o IPN.
Henryk Łabędź, niestety idąc śladem obecnego premiera i jego słynnych słów w Monachium o „żydowskich sprawcach”, wszedł jednak na nowy poziom absurdu, bowiem nikt dotychczas nie wygłosił tezy o tysiącach Żydów współpracujących z Gestapo, co jest oczywistą bzdurą nieznajdującą potwierdzenia w żadnych faktach historycznych.
Jakby na sprawę nie patrzeć, panowie Katz i Łabędź mogą sobie podać ręce, swoimi wypowiedziami bowiem zapisali się do jednego klubu ekstremistów.
























