Tarnów po wyborach samorządowych ma szansę stać się miejscem wyjątkowym, może już nim się stał, przynajmniej na jakiś czas. Zwróciłem otóż uwagę na rzadkie dziś zjawisko obyczajowo-polityczne. Zwycięzca wyborów prezydenckich, Jakub Kwaśny, oznajmił, że polubił swego rywala, Henryka Łabędzia. Henryk Łabędź zaś, mimo przegranej, również wydaje się pozytywnie nastawiony do osoby nowego prezydenta Tarnowa. Złożył deklarację współpracy z nim.
Takie podejście do sprawy dobrze świadczy o obu konkurentach, którzy nie zdecydowali się na brutalną walkę w wyborach, mimo że jeden był popierany przez koalicję rządzącą krajem, a drugi przez opozycyjny PiS. Tylko ten jeden powód mógł być wystarczającą przyczyną do skakania sobie do oczu.
Gdzie indziej jest zupełnie inaczej. Inaczej jest w Krakowie albo we Wrocławiu. Tam wojenne topory z okresu kampanii wyborczej nie zostały zakopane. One są i przypuszczalnie także w przyszłości będą w ciągłym użyciu.
Nie wiem, jak dalej potoczy się polityka w Tarnowie, czy w walce o wpływy w nowej radzie miasta nie zboczy z obranego kursu mądrej współpracy. Ponieważ sceptycyzm traktuję jako pożądaną postawę dziennikarską, także w tej sprawie zachowuję dystans. Ale na razie jest miło. Podkreślam: na razie.
























